poniedziałek, 17 stycznia 2011

Epizod 60

- Straszna kolejka - jęknął Uzumaki, który pojawił się na dachu szkoły z papierową torbą w ręce - Trzymaj - wyciągnął rękę w kierunku bruneta, siadając obok niego.
Uchiha wziął ją, wyciągając ze środka drugie śniadanie. Bez zbędnych słów zaczął jeść.
- Jak się czujesz? - zapytał blondyn, wyciągając przed siebie nogi i patrząc z uwagą na profil chłopaka.
- Normalnie - odparł, zaszczycając go przelotnym spojrzeniem
- Wiesz, że nie musisz przede mną tego ukrywać - westchnął, przestając jeść
- Czego ukrywać?
- Tego, że jest ci źle, nie duś tego w sobie - powiedział niebieskooki, nie spuszczając z niego wzroku
- Sugerujesz, że mam rozsiewać wokół siebie depresję? - zapytał i spojrzał na niego z zaskoczeniem.
- Przecież wiesz, że nie o to mi chodzi - blondyn wstał i podszedł do siatki zabezpieczającej. Odwrócił się i spojrzał na czarnowłosego - Chodzi mi oto...Jeżeli będziesz to z siebie wyrzucać tylko w domu...atmosfera tam zrobi się coraz bardziej nieprzyjemna...- westchnął ciężko i włożył ręce w kieszenie- Nie chcę, żeby to się na nas źle odbiło...
- Naruto, ja nie jestem osobą, która się dzieli problemami ze wszystkimi wokół. Cała szkoła nie musi o tym wiedzieć - odparł brunet i skrzywił się.
- Nie chodzi mi o całą szkołę...ale jeśli wyrzucisz z siebie trochę emocji....tutaj, na tym dachu, będzie lżej nam obu. Nie chcę abyś dusił to w sobie przez te siedem godzin, a potem w domu, dawał temu upust...to się nie sprawdza...
- I niby jak mam dać im upust? Nie wiesz co mówisz...- pokręcił głową, znów zabierając się za jedzenie.
Uzumaki spojrzał na niego z troską i wypuścił powietrze, nadymając policzki.
- Po prostu przestań udawać przede mną - burknął - Chociaż tutaj zrzuć tą maskę - podrapał się po głowie i podszedł do chłopaka. Kucnął przy nim, zabierając mu z rąk jedzenie. Usiadł na jego wyciągniętych nogach - Po prostu się rozluźnij i przestań myśleć o tym w obawie, że ktoś zauważy jak jest Ci źle.
Blondyn objął go ramionami wokół szyi i pocałował lekko.
- Może gdzieś dzisiaj wyjdziemy? – wyszeptał Uchiha , z ustami przy szyi blondyna.
- Co? – chłopak zamrugał oczami i cofnął głowę, by mieć widok na twarz czarnowłosego.
- Co tak patrzysz? – zirytował się brunet, wyplątując się z uścisku
- Nic,tak tylko...od kiedy masz ochotę na wyjścia? – zapytał, wciąż nie przekonany propozycją, która padła z ust Uchihy
- Od teraz? – burknął, wypuszczając powietrze – Jak ci nie pasuje, to nie nalegam
- Nie,tylko się trochę zdziwiłem...no wiesz, jakoś nigdy ci się nie paliło do szwendania po mieście
- To jak?
- A masz jakiś konkretny plan, czy będziemy szli w stronę zachodzącego słońca? – zaśmiał się blondyn, na powrót przylegając do ciemnowłosego.
- Nie wiem, może do kina? Bilard? – westchnął, przeczesując włosy
-Hmmm...nie chcesz siedzieć w domu, bo boisz się, że ta cała sprawa z Itachim nie da ci spokoju? – podsumował Uzumaki, patrząc uważnie w czarne oczy.
- To źle? – zapytał zaskoczony, unosząc brew
- Nie skąd...mi się ten pomysł w zasadzie podoba, nie chcę zapuścić korzeni – zaśmiał się niebieskooki – Tylko się nie zmuszaj do dobrej zabawy, jak już będziemy namieście, nic na siłę...inaczej nie będziemy się dobrze bawić – wymruczał, wpółleżąc na brunecie. – Idziemy sami?
- Wolałbym...
- To może jednak do kina, a jak nam będzie mało, to skoczymy na piwo i bilard, co ty na to?
- Dobry pomysł – pocałował go przy uchu – A teraz oddaj mi moje jedzenie.
Uzumaki burknął niepocieszony wizją wstania z ciepłego ciała, ale podniósł się i oddał czarnookiemu torebkę z jedzeniem. Chwilę później usłyszeli dzwonek i oboje z niezadowoleniem opuścili dach.

***

- Nie zgadniesz!
Szatyn, który był skoncentrowany nad jakimiś papierami porozwalanymi na łóżku, nie zwrócił najmniejszej uwagi na trzask drzwi, ani na wściekły ton swojego chłopaka. Hyuuga podszedł więc i pochylił się nad nim, zaglądając mu przez ramię i unosząc wysoko brwi.
- Co to? Kiedy przejąłeś obowiązki kapitana? – zapytał nie kryjąc zdziwienia.
- Kiedy przestał się nimi interesować – burknął – Ostatnio w ogóle nie widuję tej dwójki na treningach, nie wiem co się z nimi dzieje – westchnął, bazgrając coś zawzięcie
- To nie masz z nimi kontaktu w szkole?
- Mam, ale nie oznacza to, że otrzymuję od nich jakiekolwiek wyjaśnienia – Inuzuka przetarł skronie i opadł w tył, rozkładając się na łóżku – W ogóle nie da się z nimi dogadać. Naruto się tylko głupio uśmiecha i mówi, że wszystko w porządku – Kiba naburmuszył się i podniósł z powrotem – Co chciałeś mi powiedzieć?
- Rozmawiałem z wujem – westchnął siadając na brzegu łóżka
- I co? Kiedy chce się spotkać?
- Sęk w tym, że mu się odechciało
- Jak tomu się odechciało? Tyle czasu zawracał ci głowę i nagle zmienił zdanie? – zaskoczony Inuzuka aż uklęknął na łóżku – Tak po prostu? Powiedział ci dlaczego?
- Nie rozmawiałem z nim – westchnął Hyuuga
- To skąd wiesz?
- Spotkałem się z Hinatą – odparł, związując włosy – Mówiła coś o tym, że w mojej dzielnicy wynikła jakaś afera z Sasuke, co wujowi się bardzo nie spodobało i lepiej na razie nie poruszać tematu, sam wiesz jakiego – spojrzał w czekoladowe oczy Kiby i wzruszył ramionami
- Jaka afera dokładnie?
- Podobno pół dzielnicy dowiedziało się, że Sasuke jest gejem – długowłosy oparł się o ścianę – I że razem z Naruto paradowali przed domem prawie nadzy
Inuzuka wybałuszył oczy i otworzył szeroko usta. Ten wyraz twarzy nie wyglądał zbyt inteligentnie, co siedzący obok Neji skomentował skrzywieniem, jakby spodziewając się wybuchu.
- Dlaczego ja jeszcze o tym nie wiem? Podobno Naruto jest moim przyjacielem, a słowem nie wspomniał o swoim ekshibicjonizmie! – warknął zezłoszczony szatyn – Kto jeszcze to widział?
- Hinata powiedziała, że tylko najbliższe domy. Poza tym wyglądało na to, że się kłócili no i Itachi nie wyglądał na zadowolonego – westchnął umęczony
- W szkole nie wyglądali na skłóconych, raczej na wyalienowanych – powiedział Kiba z dziwną miną – Często znikali i rzadko mieliśmy okazję pogadać, poza tym opuścili kilka treningów raczej bez konkretnego wytłumaczenia – westchnął ciężko i wstał szukając telefonu.
- I co zamierzasz z tym zrobić? – zapytał Neji spodziewając się, że jego chłopak cicho siedzieć nie będzie.
- Zamierzam się dowiedzieć dlaczego to ja zajmuję się tym czym powinien zajmować się Uchiha – burknął w odpowiedzi i wyszukał numer do Naruto
Hyuuga tylko wstał i podszedł do czajnika. Spojrzał uważnie szatyna, przysłuchując się rozmowie.
- Tylko mnie do tego nie...
- Tak? Świetnie! To ja i Neji będziemy na was czekać – uśmiechnął się szeroko do słuchawki
-...mieszaj...jak zawsze pytasz mnie o zadanie – westchnął zrezygnowany, zalewając herbatę.
- Wieczorem idziemy do pubu – Inuzuka z zadowoleniem schował telefon do kieszeni
- I o co chcesz się ich zapytać? – Hyuuga spojrzał na niego podejrzliwie – Pamiętaj, że to nie moja sprawa, sam sobie z tym musisz poradzić – odparł zanim Kiba zdążył cokolwiek powiedzieć.
- No co ty? Kochanie!! – szatyn spojrzał na niego błagalnie, ale od kiedy ilość jego spojrzeń podwoiła się ostatnio przez przedziwne incydenty, Neji nauczył się je ignorować.
Odwrócił się tylko i usiadł na fotelu, zajmując się swoimi sprawami.

***

- Kto dzwonił?
- Kiba – westchnął zrezygnowany blondyn i opadł na sofę.
- I co chciał? Ostatnio zrobił się strasznie wścibski – wydedukował Uchiha
- Ma do tego prawo – odparł Naruto, spoglądając uważnie na bruneta – Bądź co bądź, to my ostatnio trzymamy się na uboczu
- Mamy do tego prawo – burknął w odpowiedzi
- Tak, wiem. Tylko nic dziwnego, że przyjaciele chcą wiedzieć co się z nami dzieje. I Kakashi zapewne jest wściekły z powodu naszej nieobecności na treningach – westchnął – Powiedziałem Kibie, że się z nim spotkamy
- Kiedy?
- Dzisiaj? – spojrzał niepewnie na bruneta i przygryzł wargę.
- Przecież dzisiaj mieliśmy sami iść na miasto – warknął – Dziękuję, że ze mną to ustaliłeś.
- Sasuke, daj spokój. Im szybciej to wyjaśnimy tym lepiej dla nas. Poza tym w dalszym ciągu nasza randka jest aktualna, tylko jej koniec się troszkę zmienił...
- Chodzi o to, że ja nie czuję potrzeby wyjaśniać niczego. To nie jego sprawa.
- A właśnie, że tak! To on przejął twoje obowiązki i należy mu się sprostowanie.
- Ale ja nie chcę o tym rozmawiać z nikim innym, nie rozumiesz? – warknął podnosząc się z kanapy.
- Rozumiem i nie zmuszam cię do tego, chcę tylko przedstawić mu tą całą sytuację nieco klarowniej. Nie musi znać przecież wszystkich szczegółów. – Naruto wstał i podszedł do Uchihy, przytulając się do jego pleców – Nie sądzisz, że powinien też wiedzieć o tym kiedy wrócimy na treningi?
- Zastanawiam się właśnie nad powodem, dla którego ty je opuszczasz i nie mogę tego rozgryźć? – powiedział z zastanowieniem
- Sam nie wiem, jakoś mi nie idzie bez ciebie – westchnął – Neji będzie...- podsunął mu Uzumaki jakby oczekując, że to go przekona.
- I?
- Ja porozmawiam z Kibą, a ty z Nejim nie będziecie musieli nic robić...
- Tylko tego słuchać? – zapytał z sarkazmem
- No dobra, w ostateczności się przesiądziemy żebyście mieli spokój...nie żeby to dotyczyło ciebie czy coś...
- Dobra, skończ. Jakoś to wytrzymam - odparł zrezygnowany.
Naruto uśmiechnął się lekko z satysfakcją i opadł z powrotem na sofę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz