poniedziałek, 17 stycznia 2011

Epizod 59

- Co to miało znaczyć? - wysyczał Itachi odwracając się do chłopaków, gdy tylko drzwi się zamknęły.
- Daruj sobie - odparł niechętnie młodszy Uchiha i powędrował do kuchni.
- Cała ulica widziała Cię w negliżu! Co ty sobie wyobrażasz? - zapytał panicznie i gdyby nie to, że gdzieś na górze leżał, niewydany jeszcze, egzemplarz jego książki, Sasuke mógłby pomyśleć, że jego brat martwi się o to, co pomyślą o nich inni.
- O co ci chodzi? Akurat ty najbardziej przejmujesz się zdaniem sąsiadów - burknął wyraźnie zirytowany i usiadł przy stole.
- Bo nie chodzi o mnie, tylko o ciebie! - warknął i położył z hukiem ręce na stole, wywołując u stojącego z boku Naruto, niekontrolowany podskok.
Czarne tęczówki podniosły się, napotykając zaciętą minę Itachiego. Przechylił głowę w bok i prychnął z niedowierzaniem.
- O mnie akurat się martwić nie musisz - odparł z cynicznym uśmiechem, odchylając się na krześle. Ten dzień naprawdę był pełen wrażeń. Czasami tęsknił za chwilami spokoju, na które mógł sobie pozwolić zanim spotkał Uzumakiego.


- Wybacz, źle mnie zrozumiałeś - przetarł twarz, a na jego twarzy pojawił się zmęczony uśmiech - Martwi mnie raczej to, jak skutki tej sytuacji odbiją się na Naruto - wskazał delikatnym gestem dłoni blondyna, który zrobił zdziwioną minę i usiadł na krześle obok Sasuke
- Do czego niby zmierzasz? - syknął młodszy Uchiha i zmrużył oczy
- Do tego, że nie potrafisz zdecydować co jest dla ciebie ważniejsze! Status społeczny czy osoba którą...z którą jesteś - dokończył płasko, ale jego zacięty wyraz twarzy się nie zmienił.
- Zajmij się swoim życiem, myślisz, że jesteś lepszy? - warknął groźnie i podniósł się z krzesła - A kto niby robi z życia swojego chłopaka farsę na całą Japonię? Zastanów się nad sobą zanim wpieprzysz się w życie kogoś innego!
Twarz starszego Uchihy na moment stężała, ale po chwili znów zagościł na niej ten zacięty wyraz twarzy.
- To nie jest żadna farsa - powiedział spokojnym, mroźnym tonem. Uzumakiego, który przez cały czas obserwował całą sytuację, przeszedł dreszcz i aż odruchowo wyciągnął dłoń, łapiąc za przedramię swojego chłopaka.
- Sasuke, daj już spokój, to nie idzie w dobrym kierunku - powiedział łagodnie i spojrzał na młodszego Uchihę, który zaszczycił go tylko przelotnym spojrzeniem - "Cudownie, znów mnie ignoruje. Nie dość, że odbiega od tematu, to chyba nawet nie zauważył, że zaraz dojdzie do jakiejś tragedii, jeszcze tylko kilka słów Uchiha"
- Nie, dopóki nie przestanie się wtrącać w moje życie! - odwrócił się z powrotem do brata - Już mnie nie interesuje, co zrobisz z tą swoją książką, a wyślij ją nawet na księżyc, ale nigdy więcej nie wtrącaj się do mojego życia! - syknął wściekle, waląc ręką w stół i nie spuszczając brata z oczu.
Długowłosy zrobił odruchowo krok w tył i wypuścił powietrze. Z twarzy zniknęła zaciętość, a pojawiło się coś, co Sasuke widział u niego tylko raz. Kiedy po raz pierwszy Itachi zabrał go na grób matki, gdy mu ją przedstawiał, widział ten wyraz twarzy tylko przez chwilę. Wystarczyło to jednak, by poczuł wtedy, jak bardzo Itachi ją kochał i jak bardzo cierpiał po jej stracie. Przez chwilę nawet, poczuł się winny, ale gdy tylko na jego głowę spadła ciepła, duża dłoń i potargała mu z uśmiechem włosy, poczucie winy odpłynęło. Bo wtedy wiedział, że Itachi kocha go tak bardzo jak kochał ich matkę.
W gardle młodszego Uchihy pojawiła się nieprzyjemna klucha. Czuł, że jeżeli zaraz jej nie przełknie i czegoś nie powie, ta cała sytuacja wymknie mu się spod kontroli. Klucha była tak wielka, że aż go rozbolało gardło i zaszumiało w głowie od nadmiaru napięcia. Nie mógł wydusić słowa.
- To...Ja...- wciągnął głęboko powietrze, ale nie pomogło. To wszystko, co udało mu się wykrztusić. Zauważył jak Itachi przełknął ciężko ślinę.
- O pieniądze nie musisz się martwić przelewy będą realizowane co miesiąc. Do widzenia, Sasuke - powiedział przez ściśnięte gardło, odwrócił się i w pośpiechu opuścił posiadłość.
Blondyn siedział z szeroko otwartymi ustami i patrzył jeszcze w stronę wyjścia z kuchni. Spojrzał na sparaliżowanego Uchihe i delikatnie pociągnął go z powrotem na krzesło.
- Sasuke, w porządku? - zapytał z troską, odgarniając z oczu jego czarne włosy.
Chłopak wypuścił powietrze, które cały ten czas trzymał w płucach i wziął szybko następny oddech, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden. Cały czas jednak czuł, że coś ciężkiego uciska mu klatkę piersiową, z trudem łapał powietrze.
- Sasuke? Już, uspokój się, spójrz na mnie - czarne tęczówki przeniosły się na twarz blondyna, wyłapując pełne troski spojrzenie.
Chciał coś powiedzieć, ale przez narastającą w nim panikę, wszystkie słowa uleciały mu z głowy.
Oto on, Uchiha Sasuke, chodzący egoizm, stracił najważniejszą osobę w swoim życiu. Jedyną, która do tej pory, za swoją miłość, troskę i opiekę, nie żądała niczego w zamian. Wystarczyło kilka słów, które dla niego, nie miały nawet większego znaczenia. W przypływie emocji, złości i frustracji, wydawały mu się po prostu sposobem na pozbycie się napięcia. Ale to co dla niego miało tak przyziemne znaczenie, dla jego brata było jak nóż w serce.
Poczuł jak to nieprzyjemne uczucie się powiększa, a wszystkie emocje wraz z treściami żołądkowymi podchodzą mu do gardła. Złapał się ramienia blondyna i podniósł powoli, zakrywając usta dłonią, by dostarczyć sobie złudnego wrażenia, że w ten sposób zapanuje nad odruchem wymiotnym. Skierował się w stronę łazienki, a towarzyszący mu Uzumaki, od razu przypomniał sobie, że toaleta na dole nie jest wyposażona. Doprowadzając chłopaka do drzwi, szybko pognał z powrotem po jakiś ręcznik i proszki na żołądek. Gdy stanął przed drzwiami usłyszał odgłos zwracanych treści żołądkowych. Zagryzł wargę kładąc rękę na klamce, ale nie wchodząc do środka. Nie chciał, by Sasuke czuł się niezręcznie i wolał zostawić go z tym samego.
Gdy odgłos ucichł i nie było nic słychać przez dłuższą chwilę, Naruto wszedł do środka. Odstawił szklankę z wodą i proszki na szafkę, a ręcznik zmoczył i wycisnął. Podszedł powoli do bruneta i ukucnął przy nim, podnosząc łagodnie jego twarz i wycierając ją delikatnie. Była blada i malowało się na niej zmęczenie, wywołane skurczami. Gdy skończył, podał mu szklankę z wodą i tabletki.
- To na żołądek, pomoże - powiedział cicho i wcisnął mu szklankę w dłoń.
Sasuke lekko uchylił powieki i wziął szybko proszki, popijając niewielką ilością wody, krzywiąc się gdy poczuł w ustach nieprzyjemny smak. Poczuł ciepłą dłoń na karku, a zaraz potem usta na czole. Ręce niebieskookiego, przyciągnęły go do siebie, a dłonie delikatnie przesuwały się po plecach uspokajając go. Panika gdzieś uleciała i teraz zastąpił ją niepokój. Bo czy to oznacza, że już nie ma rodziny? Jak Naruto?
- To uczucie jest gorsze niż jego śmierć - odparł, a gardło podrażnione przez wymioty, sprawiło, że jego głos był zachrypnięty i cichy.
- Wszystko się jakoś ułoży - blondyn chciał dodać mu jakoś otuchy, ale nie za bardzo wiedział co powiedzieć, więc tylko podniósł chłopaka powoli - Chodź, położysz się, sen ci dobrze zrobi - powiedział, prowadząc go do góry.
Czuł lekkie drżenie jego ciała, od utraty energii. Położył go w łóżku, wcześniej dając mu się przebrać w ciepłe dresy. Czarnowłosy, zakrył rękami twarz wzdychając drżąco. Naruto nie wiedział czy to pod wpływem dreszczy czy rozżalenia. Usiadł obok i położył swoje dłonie na jego, zabierając je z twarzy. Czarne oczy spojrzały na niego zmęczone, a twarz była jeszcze bledsza niż zwykle. To dreszcze wywołały drżenie w jego głosie. Pocałował wewnętrzną stronę jego dłoni i westchnął.
- Będzie dobrze - szepnął, wiedząc jak to banalnie brzmi, a jednak nie mogąc się zdobyć na nic więcej.
Przysunął się bliżej i ułożył obok chłopaka, wtulając nos w szyję. Wciąż czując drżenie ciała. Zaplątał swoje palce gdzieś w okolicach karku, drapiąc go lekko, uspokajająco.
- Zrobię ci herbaty - szepnął, podnosząc się lekko na rękach.
Zapalił lampkę nocną i wychodząc zgasił światło. Zszedł do kuchni i czekając aż woda się zagrzeje, wypuścił głęboko powietrze wraz z całym napięciem. Wiedział, że Sasuke w końcu powie coś nie na miejscu, co zrani Itachiego. Wiedział, że znów nic na to nie poradzi. Sytuacja ta, wydawała się o wiele bardziej skomplikowana niż afera z książką. Nie wiedział jak to się odbije na czarnowłosym. Nie był on kimś kto manifestował swoje problemy w szerszym gronie, jednak wiedział, że w domu nie obejdzie się bez ciągłego napięcia i poczucia beznadziejności. Nie chciał pozwolić na zatracenie się w negatywnych emocjach, tylko jeszcze nie wiedział co zrobić, by być dla niego pożytecznym. Do tego jutro muszą napisać egzamin z japońskiego i nie wiedział jak to się odbije na Sasuke.
Zalał herbatę i w zastanowieniu podreptał na gorę. Zamiast śpiącego, bądź zasypiającego bruneta, zastał go z książką w ręku. Zamkniętą książką. Zmarszczył na chwilę brwi i podszedł bliżej, stawiając kubek na szafkę.
- Czytasz? - zapytał, siadając na skraju łóżka - Może lepiej będzie jak się najpierw prześpisz?
- Nie mam ochoty na sen - odparł i poklepał miejsce z drugiej strony, dając znać Uzumakiemu, żeby się przetransportował - Czekałem na ciebie
- Hmm? - blondyn wygodnie ułożył się obok, opierając głowę na ramieniu czarnookiego
- Chciałem poczytać z tobą - westchnął, otwierając na stronie, na której skończył - Jeżeli nie masz nic przeciwko, oczywiście - dodał spoglądając na blondyna.
Naruto uśmiechnął się i pocałował go, wzdychając głęboko gdy się oderwał. Oparł z powrotem głowę o ramię chłopaka i przerzucił jedną rękę przez jego pas.
***
- To się robi nie do pomyślenia! Co się dzieje z tymi ludźmi? - Hyuuga Hiashi wkroczył do salonu ze zmarszczonymi brwiami - To podchodzi pod ekshibicjonizm - powiedział z oburzeniem, siadając w fotelu
- Nie wyolbrzymiaj, tato - powiedziała Hinata, stawiając przed ojcem filiżankę herbaty. Uspokajającej, żeby nie było, nie chciała po prostu słuchać tej rasistowskiej reprymendy.
- Ta dzielnica schodzi na psy. Myślałem, że chociaż Uchiha podnoszą jej status, a to zwyczajne pedały - warknął z wyraźnym obrzydzeniem
- Wystarczy! - krzyknęła niemalże Hinata - Naucz się wreszcie, że niezależnie od orientacji seksualnej należy się człowiekowi szacunek! Jestem tobą naprawdę rozczarowana, bo zamiast ty mnie uczyć o tolerancji, ja muszę uczyć tego ciebie! - wbiła oskarżający wzrok w ojca - Niby co takiego zrobił Itachi-san, że zasłużył sobie na tak pogardliwe słowa z twoich ust? Albo Sasuke-kun? Pomijając fakt o dzisiejszym wypadku, zawsze zachowywał się z należytym ci szacunkiem! - Hyuuga chciał przerwać córce, ale nie dała mu ona do tego okazji - To ty się powinieneś wstydzić, a nie oni! Nie oczekuj od innych szacunku dopóki sam nie nauczysz się szanować ludzi. Rodzina Uchiha jest lepsza od niejednej z rodzin, mieszkających w tej dzielnicy.
- Gdyby Fugaku żył, nie pozwalałby im na oczernianie swojego nazwiska - syknął niewzruszony
- Gdyby matka żyła, wybiłaby ci z głowy tą bezpodstawną nienawiść - warknęła stanowczo - Nie waż się uczyć Hanabi tych bzdurnych idei - zastrzegła, unosząc do góry palec - Nie dziwię się, że Neji się stąd wyprowadził, w takiej sytuacji sama bym to z chęcią zrobiła - dodała, po czym poszła do siebie, zostawiając ojca w szoku.

***

Dało się słyszeć cichy odgłos zamykanych drzwi wejściowych. Nugato szybko wyskoczył z fotela i pobiegł w stronę przedpokoju.
- I o co chodziło? - zapytał zaciekawiony.
- Nie chcę teraz rozmawiać - odparł lekko nieobecny brunet.
Chłopak podszedł do niego i przytulił się patrząc w twarz mężczyzny.
- Stało się coś? - zapytał niepewnie, bo skoro Itachi powiedział, że nie chce rozmawiać, to raczej odpowiedzi mógł nie otrzymać.
Uchiha spojrzał na niego i zgarnął ramionami, przyciągając delikatnie do swojej klatki piersiowej i całując w czubek głowy. Westchnął drżąco i zamrugał szybko oczami, by nie popłynęły łzy. Nie chciał go martwić, nie dopóki sam się z tym nie rozprawi.
- Porozmawiamy później - odetchnął po chwili, odsuwając się od chłopaka.
- Dzwonili z wydawnictwa...
- Nie teraz - powiedział, przejeżdżając dłońmi po jego ramionach - Chcę teraz mieć chwilę dla siebie, gdyby ktoś pytał, nie ma mnie dla nikogo - powiedział całując go delikatnie w usta i kierując się na piętro, zamknął się w swoim biurze.
Usiadł w fotelu i włączył lampkę nocną. Na dworze było już naprawdę ciemno, choć noc jeszcze nie zapadła. Wypuścił ciężko powietrze i oparł policzek na dłoni, zamykając oczy. Aż mu serce mocniej zabiło na wspomnienie tego co powiedział Sasuke.
I chociaż powinien go znać, powinien wiedzieć, że to puste słowa podszyte, tylko i wyłącznie, gniewem i irytacją. Jednak zabolało, jakby ktoś wyrzucił na śmietnik, ostatnie dziewiętnaście lat z jego życia. Dziewiętnaście lat, które poświęcił, by zapewnić jak najlepsze życie swojemu bratu. Po to, by wymazać z niego to poczucie winy, które wzbudził w nim ojciec Po to, by doczekać się, aż znajdzie się osoba, która tak samo mocno jak on, będzie go kochać i otaczać troską. Po to by teraz poczuć się jak w dniu śmierci swojej matki, jakby stracił go na zawsze.
To on zareagował przesadnie, to on mógł go źle zrozumieć, ale to on też czuł się w tym momencie winny. Jakby podpisał wyrok na zakończenie ich więzi. Nie czuł się z tym dobrze. Wydawało mu się to gorsze od śmierci Sasuke, bo wiedział, że on jest, ale już nie ma ich. Ich rodzina się rozpadała.
Mógł to naprawić, mógł pójść i przytulić go z przeprosinami na ustach, potargać po włosach i uśmiechnąć się. Ale słowa, które usłyszał zadały mu nieprawdopodobny ból. Jeszcze nigdy nie czuł się tak zbędny w jego życiu, jak w tym momencie.
Chwilową ulgę przyniosła mu myśl, o tym, że jego brat ma przy sobie osobę, która zajmie się nim odpowiednio. Jednak w pewien sposób ta myśl go zabolała.
Bo Sasuke już go nie potrzebował.
Zgasił lampkę. Nie chciał, by chociażby światło było świadkiem jego słabości. Od śmierci matki płakał po raz pierwszy.

1 komentarz:

  1. Masakra. Sasuke po ryju powinien dostać, mówiąc kolokwialnie :\\ drań.
    A 'wypadek' tej dwójki na werandzie..
    Niezły koncept.
    I ta śmiałość Hinaty ...; p
    Wzbudzasz we mnie skrajne emocje ^^

    OdpowiedzUsuń