poniedziałek, 27 grudnia 2010

Epizod 42

- Cholera jasna! - ciężka ręka wylądowała ślepo na stoliku nocnym, celując w dzwoniący uparcie telefon komórkowy. - Że też ten budzik musi dzwonić tyle razy - z ust wtulonych w poduszkę wydobyły się niewyraźne narzekania.
- To nie budzik, kochanie - wychodzący z łazienki czarnowłosy, schylił się i złożył na dzień dobry pocałunek na odsłoniętym policzku. Chłopak mruknął tylko i przetarł zaspane oczy. Przewrócił się na drugi bok i uniósł na łokciu z nieszczęśliwą miną.
W jego ręku pojawiła się zaraz szklanka z wodą, za którą podziękował uprzejmie i uśmiechnął się lekko.
- Kto dzwoni o tej porze? - zapytał sam siebie i podniósł do siadu, opierając o poduszkę i obserwując swojego chłopaka, który w spodniach zabierał się za śniadanie.


Skrzywił się z niesmakiem i sięgnął leniwie po telefon. Zmrużył oczy i spojrzał na wyświetlacz, na którym widniało kilka nieodebranych połączeń. Spojrzał na godzinę i znów skrzywił się, prychając w dezaprobacie dla osoby, która postanowiła pełnić rolę budzika. Odłożył telefon z powrotem, czekając aż napastnik pofatyguje się zadzwonić kolejny raz.
Przeciągnął się niedbale stawiając szklankę na stoliku i ziewając szeroko.
- Jak się czujesz? - dobiegł go głos urzędujący gdzieś przy wnęce kuchennej - Masz ochotę na coś konkretnego? - dodał odwracając się i posyłając delikatny uśmiech.
- Nie sądzę żebym był w stanie cokolwiek przełknąć, gardło mnie gryzie i jeszcze ten cholerny ból głowy - odpowiedział z udręką i zaczął masować palcami skronie.
- Trzeba było tyle w siebie nie wlewać - westchnął, upijając łyk czarnego, gorącego płynu - Wiesz przecież, że masz słabą głowę do picia - dodał odwracając się do tostera - Może skusisz się na tosty? - zapytał, a w odpowiedzi dostał zduszony jęk.
- No może na jednego - westchnął i podniósł się powoli - Skąd miałem wiedzieć, że przesadziłem. Czułem się dobrze - burknął wyplątując się z pościeli.
- Dopóki nie wstałeś - zaśmiał się długowłosy, odwrócił i skierował stronę siedzącego na skraju łóżka, chłopaka.
- Widzę, że ktoś tu ma dzisiaj dobry humor - uśmiechnął się wyciągając do kochanka ręce i splatając je na karku, przyciągnął do siebie.
- Yhym - mruknął białooki i pocałował głęboko spierzchnięte z powodu suchoty, wargi.
Sięgnął ręką do szuflady wyciągając z niej krem do twarzy i zwisając, nad leżącym pod nim chłopakiem, zaczął odkręcać pudełko.
- Czyli, że już wszystko w porządku? - zapytał z troską brązowooki przypatrując się skupionej twarzy.
- Tak - powiedział wciąż uśmiechając się i nabrał na serdeczny palec odrobinę kremu - Wyciągnąłem nawet z tego pewne korzyści - dodał delikatnie smarując kosmetykiem, usta szatyna.
Spojrzał w pytające oczy i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zakręcił pudełko i schował z powrotem do szufladki. Cmoknął chłopaka w policzek i podniósł się schodząc z niego.
- Jakie? - zapytał Inuzuka, rozprowadzając dokładniej krem na swoich ustach i znów podnosząc się do siadu.
Długowłosy spojrzał przekornie w orzechowe oczy, a na jego twarz wkradł się sprytny uśmiech.
- Powiedzmy, ze jedną z nich jest to, że będziemy mogli spędzać ze sobą więcej czasu. W końcu od teraz będę mieszkał sam - powiedział wyciągając tosty i kładąc na talerz zaniósł je na stolik - Smacznego - dodał rozstawiając jeszcze masło i dżemy. Przechodząc koło chłopaka, pocałował go w czoło na co ten zmarszczył śmiesznie brwi i poczłapał na fotel.
- Faktycznie to jest dobra strona tego, że ten przygłup się wyprowadza, ale...- zamilkł przeżuwając w ustach kawałek tosta i przechylając głowę.
- "Ale" co? - zapytał przyglądając się uważnie chłopakowi i stawiając przed nim herbatę miętową, usiadł na przeciwko popijając swoją kawę.
- Bo będziesz musiał więcej pracować i ten teoretycznie należący do nas czas się skróci, a poza tym zapewne udostępnią komuś miejsce tego idioty...- westchnął - Prawdę mówiąc jak już go poznałem to wolałbym aby jednak został niż to, żeby wprowadził się do Ciebie ktoś nowy - mruknął przeżuwając kolejny kęs.
- Kotku - mruknął podśmiewając się lekko i spojrzał czule w brązowe tęczówki - Po pierwsze, przecież wiesz, że nie mogę więcej pracować, mam zajęcia, poza tym płacą mi całkiem niezłe pieniądze, będzie mnie stać na akademik - mruknął smarując tosta masłem - Po drugie dopóki będzie mnie stać na to by płacić za dwie osoby, nie pofatygują się aby udostępnić komuś połowę mojego pokoju - dodał i uśmiechnął się pokrzepiająco
- Serio? - zapytał z nadzieją szatyn, a długowłosy tylko kiwnął głową.
- Wiesz co? - chwilę ciszy przerwał głos mlecznookiego - Mógłbyś się w coś ubrać? Bo wiesz, nie wiemy kiedy Itachi-san ma zamiar przyjechać, a mogę się założyć, że Kyoushi nie odpuści sobie docinek - dodał, a w efekcie uzyskał niemrawą minę od brązowookiego.
***

- No patrz, no! - poskarżył się blondyn siedzący na łóżku i dzierżący w rękach telefon.
- No co? - zapytał zaspanym głosem czarnowłosy zarzucając niedbale rękę przez brzuch chłopaka.
- Nie odbiera - westchnął odkładając telefon
- Kto?
- Jak to kto? Kiba - powiedział z powrotem układając się koło bruneta i wtulając w jego tors.
- A po co Ty do niego dzwonisz? - uniósł zdziwiony głowę i zerknął jednym okiem na blond czupryną, w którą miał wtuloną twarz.
- Bo, ma dzisiaj wcześniej szkołę - powiedział odsuwając się od chłopaka i wytaczając z łóżka.
- I jaki to ma związek z Tobą? - zapytał z niezrozumieniem i usiadł przeciągając się z gracją, jak na Uchihe przystało.
- Taki, że dzisiaj są wyniki egzaminów! - powiedział z entuzjazmem i lekkim zdenerwowaniem, schylając się pod łóżko.
- Dalej nie rozumiem - podrapał się w głową i wziął przykład z niebieskookiego. Zszedł z łóżka i zaczął je słać.
- Ja nie mogę, jakiś ty z rana ograniczony - prychnął złośliwie złotowłosy i wytknął mu język, gdy spojrzały na niego wkurzone czarne tęczówki - Skoro dzisiaj są wyniki, a on szybciej zaczyna lekcje to wnioski chyba same się nasuwają - powiedział wkładając na stopy kapcie i grzebiąc w szufladzie, poszukując swojej bielizny.
Uchiha zaszczycił go tylko ziewnięciem i zarzucił na łoże granatową narzutę.
- Może dzwoniłeś w czasie lekcji? - zapytał podchodząc do blondyna i całując w ramię, wysunął szufladę obok.
- Nie, jestem pewien, że była przerwa - powiedział stanowczo wyciągając bokserki i skarpetki na co brunet zrobił praktycznie to samo.
- Nic Ci na to nie poradzę - powiedział i wzruszył ramionami - Co jemy na śniadanie? - zapytał wchodząc do łazienki za niebieskookim, który zrobił zdziwioną minę.
- A Ty gdzie? - zapytał unosząc wysoko brwi i uśmiechając się lekko
- A tak sobie pomyślałem, że może jesteś jeszcze nie do końca rozbudzony - mruknął oplatając go rękami w pasie i kładąc brodę na ramieniu chłopaka. Fakt, że znajdowali się przed lustrem sprawiał, że widzieli doskonale rosnące w swoich oczach podniecenie.
Po chwili jednak niebieskooki uśmiechnął się niemrawo i odwrócił przodem do bruneta.
- Wiesz, Sasuke, nie jestem pewien czy mam siły po wczorajszym - mruknął przepraszająco, układając głowę na szerokiej piersi.
- O czym Ty mówisz? - zaśmiał się czarnooki - Chciałem Ci tylko zaproponować wspólny prysznic dla porannego odświeżenia się no i może mały masaż - powiedział głaszcząc chłopaka po plecach - Myślisz, że teraz myślę tylko o tym kiedy znów będziemy uprawiali seks? - zapytał, a blondyn kiwnął głową wprawiając czarnookiego w stan niemałego szoku.
Niebieskooki poczuł jak dłoń przesuwająca się po jego plecach zatrzymuje się, a ciało do którego przylega, spina się.
- Żartuję - powiedział i roześmiał się wesoło ciągnął chłopaka do kabiny prysznicowej
***

- Pora wstawać - głęboki szept wydobył się tuz przy uchu kasztanowowłosego chłopaka, pogrążonego we śnie.
- Już? - zapytał wyrwany z miłego letargu młodzieniec. Chwilę później poczuł na szyi ciepły oddech i delikatne muśnięcia. Mruknął zachwycony i przekręcił się w stronę osoby, która serwowała mu tą poranną porcję pieszczot.
- Ale z Ciebie pieszczoch się zrobił - westchnął czarnowłosy, przygarniając chłopaka do swojego boku.
- Mógłbyś służyć za mój budzik codziennie - zamruczał z aprobatą złotooki i otworzył oczy pozwalając czarnym tęczówkom zatonąć w ich głębi.
- Nie mam nic przeciwko - powiedział skradając buziaka - Ale teraz czas wstawać i wziąć się za przeprowadzkę. Chcę Cię już mieć u siebie - dodał wyciągając chłopaka z łóżka i ciągnąc go do łazienki.
- To może najpierw zadzwonimy do Neji'ego? Wiesz, nie mamy pewności czy przypadkiem nie natrafimy na jego panienkę, która będzie traktować mój pokój jak plażę nudystów - zachichotał i uśmiechnął się wrednie.
- Jesteś bezczelny - zaśmiał się Uchiha nakładając na szczoteczkę pastę do zębów - Aż tak bardzo go nie lubisz? - zapytał spoglądając na chłopaka.
- Nie, ale lubię się z nim droczyć, chyba nie pomyślałeś, że naprawdę ze mnie takie dziecko, co to kłóci się o byle co? - zapytał i zaczął szorować zęby, a czarnowłosy tylko przytaknął, co zaowocowało prychnięciem i śmiechem rozchodzącym się po pomieszczeniu.
***

- Neji! Widziałeś moje spodnie!? - krzyknął chodząc po pokoju i zaglądając w każdy kąt, szatyn.
- Są tutaj! - dobiegło go z łazienki
- Co one tam robią? - zapytał wchodząc do pomieszczenia, w którym długowłosy mył zęby.
- Jak to co? Po Twojej wczorajszej kłótni z żołądkiem, nie omieszkałem sobie Ciebie umyć. Śmierdziałeś strasznie. Nie pamiętasz? - zapytał z niedowierzaniem
- No nie za bardzo - odpowiedział zakłopotany i sięgnął po jeansy. - Mam nadzieje, że nie miałeś ze mną problemów? - zapytał krzywiąc się.
- Kochanie, nie mam z Tobą żadnych problemów, dobrze o tym wiesz - powiedział związując swoje włosy w luźnego warkocza.
- Gówno prawda - westchnął - Zawsze się upijam i musisz mnie targać do domu...
- Ale o czym Ty bredzisz? Nie Twoja wina, że masz słabą głowę. Właśnie od tego ja jestem, żeby Cię pilnować i zająć się Tobą jak przesadzisz - przerwał mu brunet przyciągając do siebie - Taka moja rola, poza tym, nie wychodzimy zbyt często, a raz na jakiś czas nie zaszkodzi, ani mi ani Tobie - uśmiechnął się całując chłopaka w czoło
- Neji? Pożyczysz mi szczoteczkę? - zapytał i zrobił psie oczy na co długowłosy się zaśmiał.
***

- Może zjemy coś na mieście? Co Ty na to? - zapytał czarnowłosy schodząc po schodach
- Dobry pomysł - mruknął złotooki i skierował się na przedpokój po swoja kurtkę.
- Ciepło jest, nie będzie Ci potrzebna kurtka - powiedział czarnooki zakładając buty.
- Wezmę na wszelki wypadek jakąś bluzę. Poczekaj chwilę - powiedział i ruszył z powrotem na górę. Gdy tylko zniknął na górze, po posiadłości rozniósł się dzwonek.
Uchiha skierował się w stronę drzwi i otworzył je poprawiając nogawkę.
- Dzień dobry - powiedział uprzejmie uśmiechając się w stronę gościa.
- Dzień dobry, miałem nadzieję, że masz chwilę czasu ale widzę, że się gdzieś wybierasz - niski głos wydobył się z gardła wysokiego mężczyzny
- Przykro mi Hiashi-san ale jak pan słusznie zauważył właśnie miałem zamiar opuścić moją skromną posiadłość - Itachi wysilił się na odrobinę żartu zerkając przy okazji za plecami na posiadłość Uzumakiego, w której były otwarte okna.
Z obserwacji wyrwał go dźwięczny głos kasztanowo włosego.
- Możemy iść - powiedział zakładając drugiego buta po czym skierował swój wzrok na przybysza.
- Tak - odpowiedział Uchiha - Pozwól, że przedstawię Ci mojego sąsiada, Hyuuga Hiashi - powiedział wskazując ręką mężczyznę.
- To jest Neji'ego? - zapytał z niedowierzaniem w oczach, a w odpowiedzi dostał kiwnięcie głową.
- Hiashi-san, proszę poznaj mojego chłopaka, Nugato Kyoushi - powiedział wciąż z uśmiechem i objął złotookiego ręką.
- Bardzo mi miło - chłopak uśmiechnął się szeroko i wyciągnął rękę w stronę mężczyzny, który uścisnął ją z wahaniem.
- Ch-chłopaka? - zapytał zdziwionym głosem patrząc przenikliwie na Uchihę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz