poniedziałek, 20 grudnia 2010

Epizod 36

- Kuso! - warknął pod nosem blondyn kopiąc mały kamyk. - "Dlaczego to zawsze ja muszę się zastanawiać jakich słów używać i co robić?" - pomyślał i przystanął rozglądając się w obie strony. Gdy na jezdni nie pokazał się żaden samochód, przeszedł śmiało na drugą stronę. Przystanął przed napisem "Sklep Spożywczy" i włożył ręce do kieszeni. - Kuso! - zaklął po raz drugi gdy przeszukując nie znalazł żadnych drobnych - "Dlaczego ja zawsze muszę je wyjmować na stół?" - zrezygnowany postanowił ruszyć przed siebie. - Itai! - mruknął gdy niespodziewanie natrafił na przeszkodę, a może raczej "wszedł". Podniósł się szybko masując łokieć.
- Go-gomenasai Naruto-kun! - do uszu blondyna dobiegł melodyjny kobiecy głos. Podniósł wzrok i napotkał zakłopotane, mleczne spojrzenie.
- Hinata - powiedział z uśmiechem, który w obecnej chwili nie pochodził z radości na widok "przyjaciółki", lecz z uprzejmości.


- Gomenasai - powtórzyła się dziewczyna i zarumieniła lekko.
- Przestań już mnie przepraszać. To moja wina, powinienem patrzeć przed siebie - powiedział drapiąc się w głowę z zakłopotaniem. Spojrzał na siatki, które długowłosa trzymała w dłoniach. - Daj pomogę ci - wyciągnął rękę i zabrał kilka siatek.
- Dziękuję - powiedziała uśmiechając się - Słyszałam, że macie w poniedziałek mecz otwierający nowy sezon - znalazła szybko temat aby nie pogrążyć się w niezręcznej ciszy.
- Tak, w zasadzie to nie mam pojęcia czy sobie poradzę. Dopiero dołączyłem do drużyny i nie wiem czy to dobry pomysł - westchnął i uniósł lekko kąciki ust.
- Myślę, że dasz sobie radę Naruto-kun - powiedziała - Słyszałam od Neji'ego, że jesteś całkiem niezły, jak na początkującego.
- Dzięki, a ja słyszałem - zrobił przerwę przyglądając się dokładnie dziewczynie - Że między tobą, a Shikamaru układa się coraz lepiej. - szepnął do ucha granatowowłosej, a ta natychmiast zalała się purpurą. Blondyn zachichotał cicho - Oj nie ma się co wstydzić wiosna sprzyja rozkwitom - powiedział poetycznie, rozkładając przy tym ręce.
- A jak się układa między tobą, a Sasuke? - zapytała zmieniając kierunek rozmowy.
- Całkiem nieźle - powiedział, a na jego twarz wpłynął sztuczny uśmiech, który po kilku sekundach znikł. Sam blondyn spuścił wzrok i teraz szedł patrząc pod nogi.
- Wszystko w porządku, Naruto-kun? - zapytała mlecznooka zmartwiona zachowaniem chłopaka i zatrzymała się.
- Tak, w porządku - powiedział - "Nie, nie jest w porządku. Jeżeli cały czas ma tak się między nami układać, to nie jest w porządku!" - krzyknął, lecz w myślach.
Nie chciał obciążać Hinaty swoimi problemami. To nie było potrzebne, woli sam się z tym uporać, w końcu długowłosa ma też swoje zmartwienia. Sakura nadal jest w szpitalu na rekonwalescencji i poleży tam stosunkowo długo. Z pewnością będzie musiała powtórzyć rok. No i jej uczucia do Shikamaru. Na pewno nie jest jej łatwo się w tym wszystkim odnaleźć. Do tego można dorzucić ojca rasistę, który żyje w wiecznej walce o przywrócenie na "dobrą drogę" swojego bratanka, geja.
Ironia. I on ma zrzucać jej na barki jeszcze swoje problemy.
- Naruto-kun? - do jego uszu dobiegł głos granatowowłosej.
- H-hai? - zapytał lekko zmieszany bujaniem w obłokach.
- Wybieram się razem z Shikamaru do Sakury, może poszedłbyś z nami? - zapytała zatrzymując się przed swoją posiadłością - Oczywiście jeżeli nie masz żadnych planów - uśmiechnęła się zabierając siatki.
- Umm, a nie będzie miała nic przeciwko moim odwiedzinom?
- Dlaczego? - dziewczyna zrobiła zdziwioną minę - Na pewno się ucieszy, to jak?
- Wydaje mi się, że mogę do was dołączyć. Prawdę mówiąc jestem ciekawy co tam u niej słychać - złapał się za podbródek - To, o której godzinie?
- Właściwie to chciałam tylko odnieść zakupy i...
- Ok, to ja skocze po dokumenty i spotkamy się tutaj - powiedział szybko i przebiegł na drugą stronę ulicy.
***

Tymczasem w posiadłości po przeciwnej stronie ulicy, na beżowej, skórzanej sofie leżał brunet. Ręka swobodnie zwisała z kanapy, opierając się o kubek stojący na podłodze. Druga spoczywała na czole, odgarniając niesforne kosmyki.
- Co on sobie wyobraża, tak po prostu wyjść? Jesteśmy w środku kłótni, a on ucieka, cholerny Naruto - warknął do siebie - "Nie, to wszystko moja wina. To ja niepotrzebnie na niego napadłem. Co się ze mną dzieje?" - przetarł twarz dłonią i westchnął głęboko.
Nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i szybkie kroki na korytarzu. Podniósł się gwałtownie z kanapy, przewracając przy tym kubek. Nie przejął się tym zbytnio i wyszedł z salonu stając przy schodach. Z góry dochodziły odgłosy świadczące o tym, że osobnik się spieszy.
Nagłe kroki w stronę schodów i sylwetka chłopaka schodzącego w dół. Brunet wstrzymał oddech i już chciał coś powiedzieć, kiedy niebieskooki bez najmniejszego spojrzenia, bez jednego słowa minął go podchodząc do wieszaka z kurtkami.
- Na-naruto! - krzyknął podbiegając do niego - Naruto porozmawiajmy - powiedział obserwując jak przerzuca on wiosenną kurtkę przez torbę i zakłada buty. - Naruto, nie uciekaj, daj mi wyjaśnić...
- Zostaw mnie w spokoju - mruknął, a jego twarz nie zmieniła wyrazu o ani jeden mięsień.
- Proszę cię, dlaczego nie chcesz ze mną porozmawiać!? - zapytał czarnooki rozkładając ręce.
- Gome Sasuke - powiedział wciągając na stopę drugiego buta. Blond grzywka przysłaniała oczy tak, że Uchiha nie widział jego twarzy. - Jeżeli nie ochłonę przed naszą rozmową, mogę znowu powiedzieć coś, co cię zrani - dokończył prostując się.
- Co Ty chrzanisz?! To naturalne, że możesz coś takiego powiedzieć, ja też! - powiedział łapiąc go za przedramię i odwrócił w swoja stronę. - Tak się dzieje podczas kłótni!
- Ty nie rozumiesz Sasuke - powiedział spokojnie blondyn, chociaż w środku zaczynał wrzeć - Ty nic nie rozumiesz! - krzyknął wyrywając rękę - Nawet gdy się kłócimy...- powiedział na bezdechu patrząc w czarne tęczówki - Nawet gdy się kłócimy, to ja nie chcę mówić rzeczy, które mogą cię zranić!
Czarnowłosy zaniemówił, patrząc szeroko otwartymi oczami na niebieskookiego, którego twarz wyrażała smutek, porażkę?
Zrobił krok w przód i mocno przytulił do siebie chłopaka, z którego oczu, popłynęły niekontrolowanie łzy.
- Naruto! Naruto przepraszam! - szepnął wplatając dłoń w jasne włosy. - To ja, to wszystko moja wina, to przeze mnie musisz uważać na każde słowo. - szeptał gładząc chłopaka po głowie, a jego ramię robiło się coraz bardziej mokre. Blondyn stał w bezruchu, nic nie mówił, nic nie robił, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Gdyby nie spływające z oczu łzy i przyspieszony oddech, wydawałoby się, że wszystko co się dzieje go nie dotyczy, a sam blondyn ma wszystko gdzieś. - Wybacz, że jestem takim egoistą. Wybacz, że nie pomyślałem o twoich uczuciach. To nie Ty tutaj zawiniłeś, to ja. Nie powinienem się o to wściekać, przecież chciałeś żebym był szczęśliwy prawda? - zapytał odsuwając chłopaka od siebie i łapiąc jego twarz w dłonie - Przecież chciałeś tylko sprawić mi przyjemność, prawda? - niebieskooki pokiwał twierdząco głową, a smukłe palce należące do bruneta starły słone stróżki. Jednak na ich miejscu pojawiły się nowe. - Nie płacz już, usuratonkachi - mruknął opierając się czołem o czoło blondyna. Ten tylko znów pokiwał głową. - Przepraszam Naruto, nie pomyślałem o tym jak Ty się czujesz, jak musi być ci ciężko. Po prostu czasami to, że moja matka...- powiedział po czym spojrzał w niebieskie oczy i otworzył szeroko usta w zdziwieniu - Widzisz! Znowu to robię! Znowu myślę tylko o sobie! - powiedział odsuwając się i nerwowo przeczesując włosy.
- Sasuke, Sasuke..- powiedział blondyn łapiąc go po obu stronach twarzy i patrząc w oczy. Po chwili zachichotał cicho na widok zdezorientowanego bruneta. - Już dobrze, nie gniewam się już. Chociaż wiem, że nie powinienem grzebać w twoich rzeczach.
- Prawdę mówiąc to mówiłeś, że będziesz mnie rozpakowywał, nie protestowałem - powiedział robiąc zamyśloną minę.
- Poza tym, to właśnie dlatego, że jesteś takim egoistą, jestem z tobą - powiedział uśmiechając się i wytarł łzy, które w końcu przestały płynąć.
- Ja nienawidzę tej części siebie, która zmusza cię do wstrzymywania się, i która sprawia, że to moje uczucia liczą się najbardziej - powiedział obejmując go w pasie.
- Ktoś w tym związku musi być egoistą, Uchiha - szepnął mu do ucha złotowłosy - Poza tym właśnie sprawiłeś, że to moje uczucia wyszły na pierwszy plan - powiedział zarzucając mu ręce na szyję - Dziękuję Sasuke - wtulił twarz w zagłębienie między szyją a ramieniem bruneta.
- Naruto...- cichy szept przerwał minutę ciszy
- Hmm? - z okolic obojczyka dało się słyszeć mruknięcie.
- Pocałuj mnie - niebieskooki poczuł na swoim uchu ciepły oddech. Bicie serca przyspieszyło, pozwalając aby dwa oddechy połączyły się ze sobą w pocałunku.
Niespodziewanie jednak, ten wspaniały moment przerwał dzwonek do drzwi.
- Kuso! Zapomniałem! - Uzumaki walnął się w czoło.
- O czym? - zapytał czarnowłosy otwierając drzwi.
- Gotowy Naruto-kun? - zapytała stojąca w drzwiach Hinata.
- Na co gotowy? - zapytał Sasuke podnosząc brew, a na jego czole pojawiła się mała żyłka, zwiastująca niezadowolenie z niewiedzy.
- Bo widzisz, hehe...- powiedział niebieskooki drapiąc się w głowę - Wybieram się razem z Hinatą i Shikamaru odwiedzić Sakurę, nie wspominałem?
- Nie wydaje mi się - powiedział splatając ręce na klatce piersiowej - W każdym bądź razie nie wracaj zbyt późno - powiedział patrząc na Hinatę - Dostaliśmy zaproszenie na kolację od Itachi'ego, obiecałem mu, że przyjdziemy.
- Będę najpóźniej o 18, może być? - Brunet kiwnął głową - Ittekimasu! - powiedział całując go lekko w usta i już go nie było.
- Usuratonkachi - westchnął i przekręcił zamek - To właśnie dlatego jestem takim egoistą. Bo nie potrafię poradzić sobie z tym uczuciem, którym cię darzę. - wystękał po czym skierował się do salonu posprzątać rozlaną kawę.

***

- Nie mogę uwierzyć, że to napisałeś! - po pokoju czarnowłosego rozniósł się krzyk. - Nie ma mowy! Nie pozwolę ci wydać tej książki! - złotooki warknął wskazując ręką pełną kartek na spokojnie siedzącego w fotelu, popijającego kawę, Itachiego.
- Kochanie nie ma się co bulwersować, już o tym rozmawialiśmy - upił łyk ciepłego napoju i odstawił kubek - Jeżeli nie dasz mi zgody, to jej nie opublikuje. Koniec, kropka - powiedział wstając. Podszedł do chłopaka i zabrał mu rękopis, po czym zarzucając sobie jego ręce na kark, objął w pasie.
- Tylko, że ja o tym myślałem - powiedział cicho młodzieniec i się zarumienił.
- Kontynuuj - zachęcił go całując w skroń aby po chwili złapać delikatnie płatek ucha.
- Tak naprawdę, po dodaniu tego do tamtego, i jeszcze tego, i tamtego też - mówił wyliczając na palcach - Wyszło mi, że powinienem się zgodzić na wydanie tej książki.
- Skoro tak to w czym problem? - zapytał patrząc na niego z ciekawością.
- No właśnie, chodzi o to, że spędziłeś sporo czasu na jej pisaniu i czuł bym się źle gdybyś musiał ją teraz spalić.
- Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że zgodzisz się na wydanie tej książki dlatego bo "głupio" ci, że po 2 latach pracy może zostać z niej popiół? - zapytał odsuwając od siebie chłopaka. Ten tylko kiwnął głową, potwierdzając po części słowa czarnookiego.
Itachi puścił chłopaka i skierował się po schodach w dół. Młodzieniec ruszył za nim czekając na odpowiedź. Uchiha stanął przy kominku i wrzucił kilka kawałków drewna.
- Zaraz...co Ty robisz?! - zapytał złotooki podbiegając do czarnowłosego, którego oczy ostro na niego spojrzały.
- Co ja robię? Zaoszczędzam ci twoich durnych przemyśleń. Nie potrzebuję twojej litości. Jeżeli masz się na to zgodzić tylko dlatego, żeby potem nie mieć wyrzutów sumienia, to daruj sobie.
- Ale...Przecież chciałeś ją wydać i tyle czasu jej poświęciłeś! Nie rozumiem co ma z tym wspólnego to, z jakiego powodu się na to godzę. - rozłożył ręce i spojrzał z niezrozumieniem.
- Nie wiesz? Rozumiem - powiedział kucając przy kominku i powoli go rozpalając - Pozwól, że ci wyjaśnię.
- Słucham
- Powód, dla którego chcę wypuścić tę książkę na rynek jest taki, że być może mogłaby ona komuś pomóc. W jakiś sposób mogła by przekonać ludzi, że to co robiłeś nie wywodziło się z twoich chęci i pragnień, ale dlatego, że byłeś to tego w pewien sposób zmuszony. Że może to się przytrafić każdemu. Nieważne czy to jest biedny dzieciak ze slumsów, czy bogata, rozpieszczona dziewucha, czy może też bankrut z żoną i dwójką dzieci. Czy to chłopak, dziewczyna czy też cholerny "obojnak"! Jeżeli tego nie rozumiesz, i twoim jedynym, pieprzonym argumentem są wyrzuty sumienia, to zaoszczędzę ci myślenia o tym. Nie chcę pieprzonej łaski tylko dlatego, że pisanie tej książki zajęło tyle czasu. Równie dobrze mogłaby ona zostać napisana w miesiąc, gdybyś zdążył mi to wszystko opowiedzieć. Czy teraz rozumiesz? - zapytał nie zmieniając wyrazu twarzy.
- To nie tak - powiedział cicho chłopak
- A jak do jasnej cholery?!
- Nie wrzeszcz na mnie! - krzyknął chłopak patrząc wyzywająco w czarne oczy. Mężczyzna wziął głęboki oddech.
- Skoro to nie tak, to jak? - zapytał już spokojnie.
- Wydaje się, że to wszystko tak szybko się dzieje. Raz jestem na ulicy a następnego dnia nagle zjawia się taki ktoś jak Ty, zabiera mnie ze sobą twierdząc, że nie muszę już tego robić i wystarczy żebym się z nim spotykał i zamieszkał razem z nim. To jest tak cholernie nierealne i odległe, że mam wrażenie jakbym za chwile miał spać z łóżka i wyrwać się ze snu...
- Nie rozumiem do czego zmierzasz?
- Nie przerywaj mi! Bo tu chodzi o to, że jeżeli wydasz ta książkę, to ja będę głównym powodem, który może zniszczyć twoje życie! - krzyknął, a w oczach powoli zebrały się łzy, którym jednak nie pozwolił wypłynąć. Jego wargi zadrżały i z trudem przełknął wielką gulę, która zebrała mu się w gardle. - A potem...potem znowu trafię na ulicę i będę musiał robić to, co robiłem zanim..
- O czym Ty mówisz? - Uchiha podszedł powoli do chłopaka i złapał jego twarz w dłonie. - Myślisz, że zabrałem cię stamtąd tylko dlatego żeby wykorzystać i odstawić z powrotem? Masz mnie za tak wielkiego dupka? Myślisz, że mógłbym cię tak potraktować? - zapytał, a chłopak odwrócił twarz - Myślisz, że stać by mnie było na coś takiego?
- W mojej pracy...tam zawsze mnie ludzie wykorzystywali, to dlatego...
- Właśnie dlatego cię stamtąd zabrałem. Nie żeby cię wykorzystać, ale żebyś już nigdy nie musiał tego przeżywać. Żebyś nie musiał czuć się jak śmieć, a mógł poczuć się wartościową osobą. Byś wiedział, że ktoś chce się tobą opiekować, kochać i ktoś się o ciebie martwi. Nie jesteś już zdany tylko na siebie.
- Ale cały czas się czuje jakby to miało się skończyć tak nagle...
- Teraz ja jestem przy tobie i już nie musisz się o nic martwić - czarnowłosy przytulił chłopaka mocno do siebie - No może o jedno - szepnął mu do ucha uśmiechając się delikatnie - Za pół godziny mamy gości i musisz się nieco ogarnąć - pocałował go delikatnie na co chłopak się zaśmiał.
- Co do tej książki...czy mógłbyś dać mi jeszcze trochę czasu? - zapytał zerkając niepewnie.
- Jasne, ile tylko zechcesz - powiedział całując go namiętnie. Chłopak delikatnie zarzucił ręce na kark, ściągając z długich włosów gumkę. Czarne, gładkie kosmyki rozsypały się na plecach czarnookiego.
- Będę musiał ją najpierw przeczytać
- Tylko proszę cię, nie rzucaj we mnie czym popadnie - Uchiha zrobił błagalną minę.
- To mówisz, że ile zostało nam czasu? - wyszeptał złotooki do ucha pisarza i uśmiechnął się sprytnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz