poniedziałek, 20 grudnia 2010

Epizod 35

Czarna Toyota zatrzymała się w ciemnym zaułku. Jedynym oświetleniem było tam nikłe światło księżyca co jakiś czas kryjące się za chmurami. O ciemnoczerwoną ścianę jednej z kamienic, stał oparty młody chłopak. Dym papierosowy okalał jego twarz sprawiając wrażenie bezpiecznej zasłony przed ciekawym wzrokiem.
            Szyba samochodowa, ciemność nocy i dym sprawiający wrażenie jedwabistej powłoki czyniły obraz niewyraźnym, rozmazanym. Czarne oczy próbowały wyostrzyć zamglone kontury postaci. Otworzył szybę i przyjrzał się uważniej. Młodzieniec palący papierosa zaciągnął się po raz ostatni po czym wyrzucił niedopałek na ziemię i przygasił lekko butem. Wypuścił ciężko powietrze i skierował się w stronę dobrze znanego mu czarnego pojazdu.
Mężczyzna siedzący na miejscu kierowcy przechylił się i otworzył drzwi od strony pasażera. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów.
- Nie palisz – powiedział obojętnie chłopak, wsiadając do samochodu i zatrzaskując drzwi.
- Masz rację – odpowiedział czarnowłosy chowając paczkę zpowrotem do kieszeni. Westchnął ciężko i odpalił samochód.
- Gdzie jedziemy? – zapytał na pozór spokojnie złotooki jednak serce waliło mu niemiłosiernie. Nie z powodu strachu. Nie odczuwał go wcale. Był raczej niezdecydowany, niepewny. Jego życie miało się od dzisiaj zmienić całkowicie. Bo czy można uwierzyć w to, że ktoś zakochał się w dziwce? Przecież był zwykłą szmatą pozbawioną godności. Jego wartość wynosiła zero, a jedyny cel w życiu jaki posiadał to ukończenie studiów. Czy więc nie mógł znaleźć sobie normalnej pracy na pół etatu jakich oferują wiele? Nie był przecież kompletnie pozbawiony inteligencji. Wizualnie też przedstawiał się całkiem nieźle. Więc dlaczego trafił na ulicę? Nie żeby mu się to podobało, prawda? Niefortunnie uznał to za jedyne wyjście. Poznał nieodpowiednich ludzi, wkręcił się w złe towarzystwo i gdyby nie pojawił się ON, już na zawsze byłby nic nie wartym śmieciem. Ale czy osobie pozbawionej godności da się ją przywrócić dwoma słowami? Czy nie są one marnym złudzeniem, długim snem, który ulotni się po otwarciu oczu? Czy osoba pozbawiona wartości zasługuje na słowa, które ją posiadają?
            Pytania krążyły po kasztanowej głowie zataczając w niej wielkie koło bez odpowiedzi. Wielki krok w przód czy złudna ucieczka przed rzeczywistością? Krótki sen czy wielka szansa w jego dotychczasowym życiu pozbawionym wszelkich zahamowań? Czy człowiek siedzący obok niego, człowiek, którego szanuje za niesamowity talent pisarski, człowiek, którego książki pomagały mu choć na chwilę oderwać się od swojego marnego żywota, człowiek, znany i uwielbiany przez tabuny kobiet może zakochać się właśnie w nim?
Napisać książkę o jego dwuletnim, ulicznym życiu? Dlaczego?
            Czy zwykła dziwka na to zasługuje?
- Powiesz mi gdzie jedziemy? – zapytał ponownie nie patrząc na kierowcę, nerwowo splatając palce.
- Do Ciebie – powiedział spokojnie czarnowłosy i spojrzał kątem oka na chłopaka.
- Do mnie? – odpowiedział zdziwiony i spojrzał na czarnookiego. – Niby po co? – zapytał zdenerwowany.
- Chcę już dzisiaj zabrać Twoje rzeczy do siebie –odpowiedział stanowczym głosem.
- Skąd wiesz jaka jest moja odpowiedź? – zapytał z lekką niepewnością i spojrzał przez szybę.
- Telefon chyba mówi sam za siebie – powiedział nie zmieniając tonu choć z obawą w sercu – Nie interesuje mnie czy zgodzisz się na wydanie książki ale gdy zadzwoniłeś, podjąłeś decyzję o zamieszkaniu ze mną –powiedział i spojrzał na sylwetkę młodzieńca. – „Dokładnie, podjąłeś decyzję. Nie możesz już się wycofać, nie pozwolę Ci wrócić na ulicę”  - pomyślał zaciskając mocniej ręce na kierownicy.
- Nie możemy jechać do mnie – powiedział spuszczając głowę.
- Niby dlaczego? – zapytał zdziwiony.
- Nikt w akademiku nie wie o mojej…pracy – powiedział robiąc krótka przerwę przed odpowiednim nazwaniem swojego zawodu – Poza tym mój współlokator na pewno jest w domu
- A czy to jakiś problem? – zapytał patrząc w końcu w te piękne złote oczy – Nikt nie musi wiedzieć kim jestem, prawda? – uśmiechnął się delikatnie.
- Tu nie chodzi o…Ciebie. To by nie stanowiło problemu, ale nie wiem czy to w porządku tak od razu się wyprowadzić. Chyba powinienem najpierw go o tym poinformować. Mógłby znaleźć sobie nowego współlokatora. –powiedział zerkając na bladą twarz.
- Skoro tak to jedziemy do mnie – powiedział i zawrócił – Po Twoje rzeczy możemy pojechać jutro albo jak znajdzie sobie kogoś na Twoje miejsce. – spojrzał uważnie na twarz otoczoną kasztanowymi kosmykami. – W końcu i tak będziesz mieszkał ze mną. Chyba nie masz nic przeciwko zostaniu u mnie na weekend? – zapytał uśmiechając się i kładąc jedną rękę na jego policzku. Schował palce w jego włosach i delikatnie przejechał nimi za uchem. Uśmiechnął się szerzej dostrzegając rumieniec na policzkach. Chłopak odwrócił głowę, a blada ręka z powrotem powędrowała na kierownice.
- Uchiha Itachi – mruknął i westchnął ciężko. Czarnowłosy spojrzał na niego kątem oka – Nie mogę sobie wyobrazić, że Twoja kolejna książka będzie o mnie. Czy Ty w ogóle posiadasz mózg? – zadał pytanie retoryczne –Zamiast kolejnej wspaniałej powieści detektywistycznej rzucisz ludziom jakąś pseudo biografię o dziwce z przedmieść Tokio? – zmarszczył brwi – W dodatku o męskiej dziwce. Zjedzą Cię żywcem, krytycy nie zostawią na Tobie suchej nitki, a Twoja reputacja legnie w gruzach. Naprawdę tego chcesz, to na tym Ci zależy? Żeby wszyscy wiedzieli, że przez dwa lata rżnąłeś kogoś, kto nie zna swojej wartości i sprzedaje się za grosze byle komu? – spojrzał ostro w czarne tęczówki – Czy właśnie to jest Twoim celem? Nie dość, że zmieszają cię z błotem to jeszcze dowiadując się o Twojej orientacji zaszufladkują w kategorii dziwaków, pedałów i innych wyrzutków. – powiedział odwracając głowę – Ja poradzę sobie z takim upokorzeniem i Ty może też ale czy pomyślałeś o swoim bracie? –zapytał patrząc wyzywająco w grafitowe tęczówki, z których nie wyczytał żadnych emocji – Pieprzony egoista – powiedział a na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.

***

- Naruto! – po posiadłości Uzumakiego rozniósł się głęboki, męski głos.
- Co jest? – mruknął do siebie chowając głowę w poduszkę i wypuszczając ciężko powietrze. Gdy Uchiha nie uzyskał odpowiedzi postanowił osobiście udać się do sypialni i obudzić złotowłosego. Wszedł po schodach i skierował się w stronę uchylonych drzwi. Już przez szparę można było zauważyć porozrzucane rzeczy i pootwierane, puste kartony.
- „Taaa, a mówił, że zajmie się porządkami” – westchnął i spuścił głowę kiwając z dezaprobatą. – Nar..ughto – powiedział wchodząc do pokoju ale nie dane mu było dokończyć. – Usuratonkachi! Co Ty do cholery wyprawiasz! – wrzasnął rzucając poduszkę, którą dostał w twarz, na ziemię.
- Uruse – mruknął wciskając twarz  jeszcze bardziej w poduszki – Sobota dzisiaj, daj pospać ludziom – westchnął przykrywając się kołdrą i uchylając jedno oko, obserwując tym samym zagniewaną twarz Uchihy.
- Zrobiłem śniadanie, jeżeli nie chcesz to nie. Poza tym wczoraj mówiłeś, że zajmiesz się bałaganem, a może mi się przyśniło? –przystanął patrząc chwilę w okno, a na jego twarzy pojawiła się mina typu „nie przeszkadzać, myślę”. – Mniejsza z tym. Patrząc na to wszystko – wskazał rękami podłogę, na której nie było raczej czysto – Wydaje mi się, że działasz na opak
- „Ale on zrzędzi” – pomyślał Uzumaki i przewrócił się na plecy z myślą, że czarnowłosy na pewno nie da mu już pospać. Założył rękę na czoło i spojrzał w sufit wzdychając.
- A Tobie co? – zapytał Uchiha patrząc na blondyna i podnosząc z podłogi jego spodnie. – Źle się czujesz? Nic dziwnego tez bym się źle czuł śpiąc w takim syfie i przy zamkniętym oknie. – powiedział podchodząc do okna i podwijając rolety. Uzumaki zmrużył oczy gdy jasne smugi światła dostały się do jego niebieskich tęczówek.
- Sasukeeee….zlituj się, błagam! – jęknął zakrywając się po sam czubek głowy. Poczuł jak obok niego ugina się materac łóżka i zrobił markotną minę. – „No nie odczepi się, jak można być takim bezlitosnym! Przecież jest środek nocy” – pomyślał, a kołdra powoli zsunęła się z jego twarzy i zatrzymał na linii szyi.
- Naruto – z pod pierzyny wystawała rozczochrana, blond czupryna i zaspane, lazurowe tęczówki. – Wiesz, która jest godzina? – zapytał czarnooki odgarniając z opalonego czoła jasne kosmyki. „Uwięziony” chłopak pokiwał tylko przecząco głową i spróbował zerknąć za sylwetkę Uchihy, poszukując zegarka. Jednak ten skutecznie mu to uniemożliwiał. Pochylił się nad zaspaną twarzą. – Jest wpół do drugiej – szepnął do ucha.
- Chyba sobie żarty ze mnie stroisz – powiedział naburmuszony. Chłopak nie był rannym ptaszkiem. Bez potrzeby nie wstawał wcześnie i nie lubił głupich żartów, które wyciągały go z krainy snów – „Jeżeli to głupi dowcip, jak siebie kocham, pożałujesz!” – warknął w myślach. Czarnowłosy wyprostował się umożliwiając tym samym Uzumakiemu kontakt wzrokowy z zegarkiem. Na bladą twarz wstąpił ironiczny uśmieszek, a leżący chłopak podniósł się z ociąganiem.
- To jak? Śniadanie? A może raczej obiad? – zapytał, łapiąc chłopaka pod brodę. Ten tylko z nadąsanymi policzkami odwrócił głowę. Wiśniowe wargi złożyły delikatny pocałunek na skroni i przeczesały blond kosmyki. – Ubierz się, a ja tu trochę posprzątam. Porządek nie leży raczej w Twojej naturze. – Wstał i podszedł do pustych kartonów wkładając jeden w drugi.
- Sasuke? – Niebieskooki obserwował krzątającą się po pokoju sylwetkę chłopaka.
- Hmm?
- Czy to jest Twoja matka? – zapytał z lekką obawą w głosie. Bał się, że Uchiha zareaguje agresywnie na jego samowolkę. Co z tego, że to zdjęcie leżało wśród jego rzeczy? Przecież to nie oznacza od razu, że blondyn może sobie pozwolić na postawienie ramki gdzie mu się podoba. Nie wiedział jak czarnowłosy do tego podejdzie. Czy się wścieknie, czy może obdarzy go uśmiechem? A może najdzie go na zwierzenia? Może schowa zdjęcie z powrotem?
Uzumaki opuścił głowę i wpatrywał się teraz w granatową satynę. Usłyszał kroki w kierunku nocnej szafki, na której postawił zdjęcie.
- Kto Ci pozwolił je tutaj postawić? – głęboki, niski głos dotarł do uszu chłopaka.
- Pomyślałem, że może…
- To więcej nie myśl – ostry ton przeszył powietrze odbierając na chwilę oddech niebieskookiemu.
- Chciałem Ci sprawić radość..- Naruto podniósł głowę patrząc na chłopaka. Nie rozumiał jego ostrego tonu i nagłego przypływu gniewu. Chociaż był on opanowany cała jego postawa wyrażała wściekłość.
- Radość? – zapytał ironicznie i spojrzał na chłopaka marszcząc brwi – Nie masz pojęcia jak to jest gdy ma się zdjęcie, na które niemożna spojrzeć – warknął zaciskając zęby i kierując się wraz z ramką w stronę drzwi. Uzumaki szybko podniósł się z łóżka i wymijając czarnowłosego skierował się do łazienki. Zatrzymał się przed drzwiami i spojrzał na niego.
- Masz rację. Nie mam pojęcia jak to jest ponieważ żadnego nie posiadam – Powiedział i zniknął za drzwiami łazienki
- Naruto! Naruto to nie tak! – czarnooki podszedł pod pomieszczenie, w którym zamknął się Uzumaki i zapukał. – Nie to miałem na myśli– powiedział naciskając klamkę. Oparł się ze zrezygnowaniem kiedy nikt mu nie otworzył. Po chwili drzwi otworzyły się, a ze środka wyszedł ubrany niebieskooki.– Naruto – Uchiha złapał za ramię, próbującego go wyminąć chłopaka. – Przecież wiesz, że nie chciałem Cię urazić – powiedział z pokorą.
- Dlaczego ja musze panować nad każdym wypowiadanym słowem aby nie sprawić żebyś poczuł się urażony, a Ty…- przerwał na chwilę gdy jego głos zadrżał – A Ty pozwalasz sobie na wszystko? – dokończył po chwili wyrywając się spod bladej dłoni i nie czekając na odpowiedź ruszył przed siebie.
- Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć…
- Tak samo jak to, że postawiłem zdjęcie Twojej matki nie miało Ci zrobić przykrości. Chciałem zobaczyć Twój uśmiech. Widocznie nie zawsze dostaje się to, co chce się dostać – mruknął ironicznie i skierował po schodach w dół.
- Przepraszam, po prostu wyprowadziło mnie to z równowagi. Nie przywykłem do grzebania w moich rzeczach
- Mówiłem Ci, że Cię rozpakuje. Wiedziałeś co masz w tych kartonach. Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że mam nie dotykać Twoich zdjęć? Myślisz, że czytam Ci w myślach do cholery? – przystanął w kuchni włączając czajnik. Wyciągnął kawę i kubek. Odwrócił się chcąc postawić go na kuchennym blacie jednam wyleciał mu z rąk rozbijając się o kafelki. – Kuso – zaklął łapiąc zmiotkę.
- Zostaw – czarnowłosy zabrał narzędzie z rąk blondyna – Pozbieram – powiedział kucając przy rozbitej porcelanie.
- Dam sobie radę – warknął złotowłosy i zaczął zbierać stłuczone naczynie. – Mam dość powstrzymywania się przy Tobie, aby to przypadkiem nie zranić twoich uczuć – powiedział niewyraźnie niebieskooki.
- Słucham?
- To co słyszałeś! Myślisz, ze jesteś wielką ofiarą losu? Przez 16 lat miałeś ojca, przez całe twoje życie był przy Tobie brat, a ja do cholery jasnej!? Ja się nie liczę!? – powiedział podniesionym głosem niebieskooki i wstał, z powrotem rzucając na ziemię odłamki. – Przez całe moje życie znosiłem upokorzenia i potrafiłem patrzeć ludziom w oczy jak równym sobie. Aż do dzisiaj. Dzisiaj po raz pierwszy poczułem, w jak wielkim stopniu jestem sierotą! – krzyknął i wyszedł z kuchni kierując się na przedpokój.
- Naruto, nie przesadzaj! – powiedział bezradnie Uchiha.
- Ja? Ja przesadzam? To Ty nie potrafisz na spokojnie porozmawiać o tym jak bardzo brakuje Ci matki, i wyżywasz się na mnie! Dlaczego zamiast zwierzyć mi się ze swoich problemów wolisz je wyolbrzymić? – powiedział ubierając buty.
- Gdzie idziesz?! – czarnooki podszedł do blondyna i złapał go za rękę.
- Sasuke, puść – powiedział zrezygnowany złotowłosy, patrząc wymownie na rękę spoczywającą na jego przedramieniu. – Muszę się przejść, a co? Myślałeś, że idę się zabić? – powiedział ironicznie.

- Przestań pieprzyć! To wcale nie jest śmieszne! – warknął i spojrzał w niebieskie tęczówki – Kiedy wrócisz? – zapytał łagodniej i rozluźnił uścisk.
- Jak ochłonę – Naruto zabrał rękę i opuścił posiadłość.

***

            W rezydencji po przeciwnej stronie ulicy rozniósł się dźwięk dzwonka.
- „Gdzie Ty do cholery jesteś?” – pomyślał czarnooki stojąc przed domem rodziny Uchiha. – No nareszcie! Ile mam jeszcze czekać aż mi otworzysz! – warknął i wtargnął do środka.
- Co Cię do mnie sprowadza? – zapytał starszy z Uchihów stojąc w szlafroku, z kubkiem kawy w ręku i opierał się dłonią o klamkę.
- Mam sprawę – powiedział ostro kierując się do salonu.
- Ty? Masz do mnie sprawę? Jakiej kategorii? – zapytał zdziwiony i usiadł zwyczajowo na swoim fotelu.
- Czy posiadasz jakieś zdjęcia…rodziców Naruto? – zapytał patrząc stanowczo w idealnie czarne tęczówki brata.
- Musiałbym poszukać – powiedział upijając łyk gorącego płynu – Myślę, że jakieś by się znalazło – westchnął odstawiając kubek – Teraz Ci są potrzebne?
- Tak, jak najszybciej – powiedział i wstał za Itachim
- Co Cię tak nagle naszło? – zapytał wchodząc po schodach
- Nie twoja sprawa – warknął młodszy z braci.
- Sasuke, wolałbym żebyś poczekał tutaj – powiedział stając przed drzwiami do sypialni
- A to niby dla…
- Itachi?! – ze środka pokoju dało się słyszeć melodyjny, męski głos.
- Dlatego – westchnął i podrapał się w tył głowy.
- Rozumiem, chyba – powiedział i oparł się o barierkę chroniącą schody – Poczekam tutaj i mam nadzieje, że nic nie przedłuży Twoich poszukiwań
- Przyjdźcie dzisiaj na kolację – powiedział łapiąc za klamkę – Dostaniesz zdjęcia i przy okazji chciałbym wam kogoś przedstawić.
- Nie musisz zapoznawać mnie z Twoimi kochankami – prychnął z politowaniem.
- To nie jest mój kochanek – powiedział ostro patrząc w pełne dezaprobaty oczy młodszego – To jest dla mnie ktoś ważny, mam nadzieje, że przypadniecie sobie do gustu. A teraz wybacz braciszku ale musimy się pożegnać. – powiedział z uśmiechem naciskając klamkę – Do zobaczenia o 19.
- Ale ja potrzebuję tych zdjęć! – powiedział szybko chcąc zatrzymać Itachi’ego znikającego za drzwiami. – Pieprzony egoista! – warknął i postanowił wrócić do domu.

***

- Itai! – po obudzeniu przez wiosenne słońce dało się słyszeć narzekania w jednym z akademickich pokoi.
- Teraz jęczysz, a jeszcze wczoraj nalegałeś – zachichotał leżący obok długowłosy.
- Ale śmieszne – Kiba zarumienił się soczyście i wtulił w przyjemnie ciepły tors swojego chłopaka. – Neji jak myślisz? O czym Twój wuj będzie chciał z Tobą rozmawiać?
- Nie mam zielonego pojęcia – westchnął i przeczesał brązowe kosmyki – Nigdy ze mną nie rozmawiał. Zawsze tylko ze mnie szydził i patrzył z góry, więc skąd mogę wiedzieć po co chce się spotkać – wzruszył jako tako ramionami i przygarnął bliżej chłopaka.
- A może by tak zadzwonić do Hinaty? Może ona będzie coś o tym wiedziała?
- Nie wydaje mi się. Wuj, to taki typ człowieka, który gdy chce być dla kogoś miły woli obejść się z tym bez świadków.
- A tak poza tematem, o której wraca Twój współlokator – powiedział z niechęcią
- Prawdę mówiąc powinien już wrócić – spojrzał na zegarek – Spieszy Ci się? – zapytał ze sprytem.
- Ani trochę – mruknął podnosząc się na łokciach i składając słodki pocałunek na dobry początek dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz