poniedziałek, 20 grudnia 2010

Epizod 34

- Nareszcie – złotowłosy chłopak odetchnął głęboko i opadł na fotel. Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy.
- To już wszystko – powiedział czarnooki stawiając na podłodze ostatnie pudło. Wyprostował się i usiadł wygodnie na kanapie.
- To mogę już iść? – zapytał Inuzuka spoglądając nerwowo na zegarek. Brunet spojrzał przelotnie w jego stronę.
- Tak – powiedział od niechcenia. – Nie zapomnij tylko o poniedziałkowym meczu. Dobrze by było gdybyś mógł się swobodnie poruszać. – Kiba mimowolnie się zaczerwienił i sięgnął po torbę, próbując ukryć zażenowanie.
- Sasuke – szepnął ostro blondyn i zmarszczył brwi. Czarnooki odwrócił głowę napotykając wyczekujące spojrzenie niebieskich tęczówek.
- No co? – zapytał szeptem i jakby z wyrzutem. Naruto tylko kiwnął głową w stronę szatyna, co miało dać do zrozumienia brunetowi aby go przeprosił. Niestety jedynym dźwiękiem jaki usłyszał z wiśniowych ust, było prychnięcie.
- Jesteś dupkiem, wiesz? – powiedział z wyrzutem wstając i kierując się za wychodzącym Inuzuką. – Sorry Cię Kiba, ale wiesz jaki on jest – powiedział drapiąc się w tył głowy.
- Nie przejmuj się – powiedział przez śmiech – Znam go nie od dzisiaj – westchnął zakładając buty i przysuwając twarz bliżej ucha blondyna – Swoją drogą dziwie Ci się, że chcesz z nim mieszkać – szepnął z nieukrywanym zdumieniem. Uzumaki roześmiał się tylko i poklepał go po ramieniu.
- Taaa, ja też się sobie dziwie – westchnął i obaj się roześmiali – Neji przyjdzie na mecz? – zapytał otwierając przed szatynem drzwi wejściowe.
- Nie wiem, nie mówiłem mu jeszcze, chyba? – powiedział i podrapał się w zamyśleniu – W każdym bądź razie zapytam się go dzisiaj –powiedział z uśmiechem.
- To powiedz mu, że musi zobaczyć mój pierwszy mecz – powiedział i wypiął dumnie pierś.
- I pierwszą porażkę – Kiba klepnął go w klatkę piersiową naco ten odpowiedział zduszonym kaszlnięciem.
- No wiesz, nie wierzysz w moje możliwości? – zapytał udając obrażonego.
- Wiesz skarbie…to zależy o jakich możliwościach mówimy – powiedział przekornie i oboje zaczęli chichotać.
- Naruto! – ta miłą pogawędkę przerwał głos czarnowłosego.
- Cóż – powiedział kładąc rękę na ramieniu szatyna – Pan domu wzywa – powiedział składając pokłon – Czy zapowiedzieć kolejną pańską wizytę czy też planuje Pan niespodziankę? – zapytał wcielając się w rolę lokaja.
- Myślę, że poinformuje go osobiście podczas naszego następnego spotkania – Inuzuka podchwycił temat – Chyba, że ma Pan co do mnie jakieś inne plany, Panie Uzumaki? – powiedział robiąc cwaną minę.
- Zastanowię się nad Pańską propozycją, tymczasem miłego wieczoru Panie Inuzuka – powiedział kłaniając się nisko, na co Kiba tylko parsknął śmiechem wychodząc z posiadłości i rzucając ciche „Idiota”. Uzumaki wrócił do salonu gdzie na beżowej kanapie rozłożył się czarnowłosy. Przystanął koło stolika i przyjrzał się uważnie.
Idealna sylwetka o bladej skórze, gładkie czarne włosy, gęste rzęsy, czerwone usta o szlachetnym wyglądzie, wyraziste kości policzkowe,prosty nos i te czarne, głębokie oczy schowane pod powiekami i lewym przedramieniem.
Prawa ręka zwisała swobodnie ze skórzanego obicia, a palce dotykały ziemi.
- Wołałeś mój Panie? – zapytał blondyn, któremu udzielił się nastrój. Podszedł do bruneta z uśmiechem na ustach i kucnął przy sofie.
Ręka spoczywająca na twarzy Uchihy w celu zasłonięcia oczu, przemieściła się powoli na czoło, a powieki ukazały zmęczone czarne tęczówki.
- Co tak długo? – zapytał zmęczonym głosem i przekręcił się na prawy bok przyglądając się sennie niebieskookiemu.
- Przepraszam, że kazałem Panu czekać. To się więcej nie powtórzy – powiedział z czułym uśmiechem i położył ciepłą dłoń na policzku czarnowłosego, na co ten zareagował przymknięciem powiek. Uzumaki pochylił się nad partnerem i złożył krótki, delikatny pocałunek na wiśniowych wargach. – Przynieść Ci koc? – zapytał ściszonym głosem.
- Zaraz wstanę i pójdę na górę – mruknął układając wygodniej głowę i otwierając jedno oko.
- „Już to widzę” – pomyślał niebieskooki i przeczesał palcami gładkie kosmyki.
- Naruto, Itachi’ego jeszcze nie było jak wychodziliśmy – stwierdził i na powrót zamknął powiekę.
- Na pewno niedługo wróci – powiedział wstając i kierując się w stronę szafki. Schylił się i wyciągnął ciepły koc. – Widocznie miał coś ważnego do załatwienia – powiedział rozkładając materiał i okrywając nim bladą sylwetkę – Nie ma co się martwić – powiedział i pocałował go w skroń. – Śpij, jutro jest sobota – dodał i skierował się w stronę korytarza.
- A co z tym bałaganem? – zapytał śpiącym głosem czarnowłosy.
- Ja się tym zajmę, śpij – zgasił światło w salonie i skierował się na górę. Wszedł do sypialni i zapalił światło po czym zaczął rozpakowywać pudła. – „Ciuchy, ciuchy, ciuchy, ciu…a co to?” – wyjął z kartonu delikatną srebrną ramkę ze zdjęciem kobiety o nienagannej urodzie. Czarne, długie włosy, czarne oczy, blada cera. – „To zapewne jego matka” – pomyślał i uśmiechnął się po czym rozejrzał po pokoju. Upatrzył sobie miejsce na stoliku nocnym po stronie Sasuke. – „Mam nadzieje, że nie będzie zły” – przysiadł na łóżku i spojrzał przez okno – „Mówiłem żeby się nie martwił”- pomyślał gdy w posiadłości Uchihów zobaczył światło.

***

Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk telefonu.
- Już – westchnął zrezygnowany i zakręcił wodę lejącą się ze słuchawki prysznicowej. Wyszedł z kabiny chwytając biały ręcznik. – Nawet wykąpać się nie można – burknął i wytarł szybko ręce i okolice prawego ucha. Spojrzał na wyświetlacz i zrobił zdziwioną minę. Odczekał chwilę zastanawiając się czy na pewno odebrać. W końcu zdecydował się nacisnąć zieloną słuchawkę.
- Tak słucham – zapytał rzeczowym tonem.
- …
- Przykro mi mam już plany na dzisiaj.
- …
- Nie rozumiem powodu tej nagłej propozycji – powiedział zastanawiając się nad motywem.
- …
- Myślę, że będę miał trochę czasu dopiero w następnymtygodniu – podrapał się po głowie.
- …
- W poniedziałek? Myślę, że…- rozmowę przerwał dzwonek do drzwi – Myślę, że tak – powiedział przytrzymując barkiem komórkę i zwijając wokół bioder ręcznik. – Przepraszam, muszę kończyć mam gościa. – powiedział inie czekając na odpowiedź zakończył rozmowę.
Wyszedł z łazienki i skierował się do drzwi. Spojrzał przez wizjer i uśmiechnął się do siebie.
- Przepraszam, że tak późno, zaraz Ci wszystko wytłumaczę – powiedział szatyn wchodząc do mieszkania i całując gospodarza na przywitanie. – Brałeś prysznic? – zapytał, ściągając wiosenną kurtkę i buty.
- Tak – odpowiedział brunet i powiesił kurtkę na wieszak.
- Przerwałem Ci? – zapytał wchodząc dalej i rozglądając się po pomieszczeniu.
- Nie zdążyłeś, przerwał mi ktoś inny – powiedział idąc za chłopakiem i obserwując zmieniający się wyraz twarzy, ze spokojnego w zaniepokojony. – Nie martw się, chodziło mi o telefon. – powiedział uśmiechając się lekko.
- Ładnie tu nawet macie – powiedział i usiadł na jednym z dwóch foteli, ustawionych po obu stronach okrągłego szklanego stolika.
- To wszystko należy do Kyoushi’ego – powiedział kierując się w stronę szafy – pozwolisz, że się ubiorę? – zapytał otwierając szafę i wyciągając biały podkoszulek i spodnie od dresu.
- Nie wiem czy to ma sens – szatyn wstał i podszedł do chłopaka. Przytulił się do jego pleców i objął rękami, palce chowając pod biały puch ręcznika.
- Nie dzisiaj Kiba – powiedział długowłosy odwracając się przodem i łapiąc za podbródek. Patrząc w zawiedzione, brązowe tęczówki, pocałował czule.
- Przecież ten cały Kyoushi, czy jak mu tam, jest w pracy – powiedział mając nadzieje, że przekona chłopaka.
- Tu nie chodzi o to. Nie jestem dzisiaj w nastroju – powiedział odsuwając się od chłopaka i zakładając podkoszulek.
- A co? Masz jakieś problemy z…no sam wiesz – powiedział uśmiechając się wrednie, na co Neji w ogóle nie zareagował, tylko skierował się do łazienki  - A może Cię nie pociągam? – zapytał splatając nerwowo palce, a Hyuuga odwrócił się.
- Że co? – zapytał zdziwiony
- No…wiesz teraz mieszkasz z tym całym…
- O czym Ty znów bredzisz? – zapytał ze zdenerwowanym wyrazem twarzy – Nie zdążyłem Ci jeszcze nic powiedzieć, a już wysuwasz własne wnioski? Mógłbyś chociaż zaczekać na wyjaśnienia – powiedział wchodząc do łazienki i zamykając za sobą drzwi.
- Przepraszam! – krzyknął za nim Kiba i usiadł na fotel – „Taa,, jeszcze trochę a sam się doigrasz” – powiedział wzdychając.
- Nie, to ja przepraszam – powiedział długowłosy wychodząc z toalety – Po prostu miałem przed chwilą dość niespodziewany telefon – podszedł do swojego łóżka i usiadł opierając się plecami o ścianę.
- To znaczy? – brązowooki wstał i usiadł Hyuudze między nogami, opierając się plecami o jego klatkę piersiową. Czarnowłosy objął go i oparł brodę o jego ramię. Westchnął i podrapał się w tył głowy.
- Dzwonił mój wuj – powiedział na co Kiba zrobił zszokowaną minę.
- Hyuuga Hiashi odważył się zadzwonić do swojego bratanka, geja? – zapytał z ironią – I?
- I co? – zapytał na powrót opierając się o ścianą – I nic – westchnął patrząc w sufit
- Jak to nic – zapytał szatyn odwracając się i patrząc w mleczne oczy – Chyba miał powód aby „tak nisko upaść”?
- Chciał się spotkać. Cholera sam nie rozumiem dlaczego tak nagle – zacisnął zęby.
- Zgodziłeś się?
- Yhym – kiwnął głową i spojrzał na zaskoczonego szatyna – No co?
- Po tym całym cyrku przez jaki musiałeś przechodzić, zgodziłeś się z nim spotkać?! Odbiło Ci?! – Inuzuka wstał z łóżka i zaczął machać rękami
- Przecież to nic wielkiego, zwykłe spotkanie – powiedział zdezorientowany długowłosy.
- Neji! Po tym wszystkim nie powinieneś nawet odebrać jego telefonu – zrobił zawiedzioną minę.
- Gadasz, nie było tak źle jak Ci się wydaje – powiedział łapiąc go za rękę i przyciągając do siebie.
- To dlaczego teraz mieszkasz w akademiku i pracujesz na pół etatu?
- Bo nadarzyła się okazja żeby…
- Żeby co? Uciec? – zapytał pewnym tonem – Uciec, to chciałeś powiedzieć. A teraz spotkasz się z nim i co? Jeszcze będzie Ci kazał zapłacić za opiekę nad Tobą…
- Kiba! Znowu bredzisz, uspokój się. – powiedział odwracając go do siebie przodem – Do niczego takiego nie dojdzie. Poza tym jego obowiązkiem było utrzymywanie mnie, w chwili gdy obiecał mojemu ojcu, że się mną zajmie, spadła na niego odpowiedzialność za mnie. Mimo to, że jestem gejem. Nie będę mu płacił za coś, co należało do jego obowiązków – schował nos w zagłębieniu szyi szatyna i wziął głęboki oddech – Ładnie pachniesz – mruknął niewyraźnie i powtórzył czynność.
- Nie zmieniaj tematu, tylko powiedz mi jedną rzecz – powiedział odwracając się do niego – Co zamierzasz z tym wszystkim zrobić? – spojrzał zmartwionym wzrokiem w białe tęczówki.
- Spotkam się z nim, wysłucham co ma do powiedzenia, a jeżeli ta rozmowa nie potoczy się dobrym torem…po prostu zakończę ją i wrócę do domu – powiedział uśmiechając się uspokajająco.
- Kiedy macie się spotkać? – zapytał opierając bezpiecznie głowę na jego torsie
- W poniedziałek
- W poniedziałek? – westchnął zrezygnowany – W poniedziałek mamy pierwszy mecz, chciałem żebyś przyszedł – dodał i wypuścił powietrze
- Mogę przełożyć spotkanie – powiedział spokojnie i pocałował szatyna w skroń.
- Nie musisz – uśmiechnął się lekko na ten mały gest czułości.
- Wolałbym być na waszym pierwszym meczu niż negocjować nie wiadomo o czym z facetem, który traktuje mnie jak wyrzutka – na twarzy bruneta pojawił się niesmaczny uśmiech.
- To było by nieeleganckie odwoływać spotkanie – powiedział Inuzuka i odchylił głowę ułatwiając brunetowi dostęp do swojej szyi – Poradzimy sobie bez Ciebie – uśmiechnął się gdy płatek ucha ujęły ciepłe wargi – Mówiłem, że ubranie jest zbędne – uśmiechnął się cwanie i pocałował namiętnie długowłosego.

***

- Zadzwoń do niego – do uszu chłopaka siedzącego na barierce doszedł cichy szept
- Co? – zapytał zatrzymując dym papierosowy w płucach i spoglądając na bladą twarz chłopaka, stojącego po jego prawej stronie.
- To co słyszałeś. Masz szansę się z tego wyrwać, nie zmarnuj jej – odpowiedział zaciągając się głęboko.
- Nie mogę tak po prostu do niego zadzwonić – oburzył się złotooki.
- A co? Duma Ci na to nie pozwala? – zaśmiał się ironicznie i odwrócił w stronę czarnej, falującej spokojnie, wody.
- Nie o to chodzi. Po prostu nie chcę być narzędziem służącym do zrealizowania czyjejś chorej wizji! – chłopak znów się oburzył prychając teatralnie.
- Posłuchaj sam siebie. Ty już od dawna jesteś narzędziem, które spełnia cudze zachcianki. Ten facet chce dać Ci możliwość prawdziwego życia! Nie zależy Ci na tym?
- Ale on chce wydać o mnie pierdoloną książkę! – bronił się ciemnowłosy
- I to jest ten wielki problem? To ci może nawet, powiedzmy w pewnym stopniu, ułatwić życie – westchnął i spojrzał na chłopaka – Jesteś jeszcze młody, nawet nie wiesz ile bym dał żeby być na Twoim miejscu – powiedział ze smutnym uśmiechem – Powiem Ci co myślę. Kimkolwiek jest ten facet to wpadł w wielkie szambo w momencie, w którym się w Tobie zakochał – spojrzał ostro na chłopaka – W końcu jesteś tylko dziwką, zarabiasz na tym co masz najlepsze. Więc bajeczkę o dumie schowaj do kieszeni. Ty po prostu boisz się zmiany swojego stylu życia – skwitował, patrząc z politowaniem – Skończ już tę farsę i spierdalaj póki masz okazję, bo potem będzie za późno – zakończył wyrzucając niedopałek do wody. Latarnie oświetlające bulwar, w niewielkim stopniu rzucały na nich światło. Ciemnowłosy zacisnął zęby i zeskoczył z barierki.
- Zakochał się, mówisz – westchnął i przygryzł kciuk.
- I czego tu jeszcze stoisz? – zapytał zdziwiony – Nie myśl tyle bo pękniesz – zaśmiał się – Odwiedź kiedyś starego znajomego, może przyślesz kogoś kto i we mnie się zakocha – klepnął go w plecy popychając do przodu – A teraz wynoś się już stąd, jedzie klient, a jeszcze mi go zwiniesz na odchodne – zaśmiał się i ruszył w stronę samochodu – Potrzebujesz towarzystwa? – uśmiechnął się opierając o otwarte okno w samochodzie. Kierowca kiwnął głową w stronę złotookiego – Przykro mi, ten młodzieniec jest nieosiągalny – uśmiechnął się patrząc w stronę ciemnowłosego – To jak?

***

- Tak słucham? – głęboki, męski głos odebrał telefon siadając na miękkim fotelu.
- …
- Powiedz tylko kiedy i gdzie? – prawie krzyknął, natychmiastowo zrywając się z fotela. – Będę za 15 min – powiedział kierując się do drzwi wyjściowych, łapiąc po drodze czarny płaszcz i kluczyki od samochodu – Do zobaczenia – powiedział uśmiechając się szeroko – „Zadzwonił…to znaczy, że…Czekaj to w sumie jeszcze nic nie znaczy. Ale skoro zadzwonił to oznacza, że mogę na coś liczyć. Na pewno” – pomyślał Itachi wsiadając do samochodu.

1 komentarz:

  1. I znów ja, bo już dawno nic nie pisałam ^^ .
    Pożeram Twoje notki, w zawrotnym tempie. :]
    A teraz ta miłość Itachiego.. ciekawe jak się to potoczy. :]
    Mam jedno małe zastrzeżenie. Nadal uważam, że masz ciekawy styl pisania, jednakże.. w niektórych momentach trudno się połapać kto co mówi, albo robi.. Najpierw np.: piszesz, że Sas, a moment później można wywnioskować, że to Naru ...
    Oki, lecę dalej .'

    Yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń