poniedziałek, 17 stycznia 2011

Epizod 64

- Dla kogo? - zapytał z przyklejonym do twarzy uśmiechem, nawet nie podnosząc wzroku
- Dla Nanami - zesztywniał gdy tylko do jego uszu dotarł dobrze mu znany, niski głos.
Uniósł powoli oczy w górę, rejestrując przed sobą wyprostowaną sylwetkę bruneta, którego spojrzenie skoncentrowane było na jego osobie.
- Co tutaj robisz? - wykrztusił zmieszany, nerwowo pisząc imię, które padło z ust czarnowłosego i spoglądając raz po raz, jakby oczekując, że za którymś razem młodszy Uchiha zniknie.
Zamknął książkę i wręczył mu ją niepewnie sądząc, że chłopak odwróci się i opuści księgarnię. Nic takiego się jednak nie stało, a Sasuke jak stał tak stał i nic nie wskazywało na to, że zamierza wyjść.
Długowłosy uniósł brwi, chcąc wyrazić swoje zdezorientowanie, a także ponaglić bruneta, od którego, mimo wszystko, oczekiwał wyjaśnień całej tej sytuacji. Wiedział, że jego brat nie jest raczej typem osoby, której łatwo przychodzi tłumaczenie się z tego typu okoliczności i spodziewał się, że aby otrzymać jakiekolwiek wyjaśnienie jego dzisiejszej obecności, sam musi zainicjować rozmowę.


- Coś jeszcze? - może nie był to szczyt elokwencji, ale zawsze jakiś krok do przodu, a wraz z nim szorstki ton głosu, który wyrwał się mimowolnie z jego gardła.
Tak naprawdę miał po prostu ochotę uśmiechnąć się tylko dlatego, że w końcu był w stanie go zobaczyć po tak długim okresie czasu. Chociaż okoliczności może wymarzone nie były.
Jego nadzieja na poznanie powodu tej niespodziewanej wizyty, okazała się płonna, gdyż brunet zacisnął tylko usta w wąską linie, obierając sobie za punkt honoru milczenie. Położył przed jego nosem egzemplarz książki, którą otrzymał od Nugato.
Itachi spojrzał z zaciekawieniem na leżący przed nim utwór po czym przeniósł na chwilę wzrok na twarz młodszego Uchihy.
- Dla kogo? - westchnął i wyciągnął rękę po książkę, chociaż nic z tego nie rozumiał.
- Dla Sasuke - odparł brunet nawet na chwilę nie porzucając swojej maski obojętności wobec świata i wszystkiego co po nim chodzi.
Itachi zerknął jeszcze raz w górę, zachodząc w głowę, jakie pomysły kryją się w umyśle Sasuke. Długo nie musiał nad tym myśleć, bo gdy otworzył na pierwszej stronie, pióro w jego dłoni się zatrzymało, a jego wzrok natrafił na odręcznie napisaną dedykację, którą posiadała tylko jedna kopia.
Mianowicie ta, która powinna teraz spoczywać w szufladzie jego biurka, a nie tuż przed jego nosem.
- Skąd ją masz? - zapytał niecierpliwie, patrząc uważnie w czarne oczy połyskujące skrywaną determinacją.
- Dostałem w prezencie - odparł na pozór spokojnie.
- Od kogo? - ton głosu Itachiego zdradzał zdenerwowanie, co zaraz potwierdził gest dłoni, która niezdarnie poprawiła lecące do oczu włosy.
- Mniemam, że od ciebie, jednak żałuję, że nie osobiście - przełknął ślinę, bo jakoś nagle zaschło mu w gardle.
- Czyżby? - zadrwił, starając się utrzymać nerwy na wodzy.
Bo oto stał tu przed nim jego brat, którego intencji nie było mu dane poznać i prosił o podpisanie książki, która nie powinna, przynajmniej na razie, trafić w jego ręce.
- Tak - powiedział Sasuke jakoś tak łagodniej niż wskazywała na to jego postawa.
I nagle w oczach starszego Uchihy wydał się bardziej zgarbiony, niepewny swojej obecności, czekający na jakąś decyzję, którą najwidoczniej pozostawił jemu.
Długowłosy pociągnął zgrabnie stalówką po kartce, zostawiając na niej estetyczny, atramentowy ślad. Zamknął delikatnie egzemplarz i wysunął go w stronę chłopaka, uśmiechając się przy tym ciepło, tak jak zawsze gdy wiedział o co chodzi, pomimo tego, że młodszy brunet nigdy nie wypowiadał tego na głos.
- Może porozmawiamy wieczorem? Co ty na to, Sasuke? - zapytał, nadając temu pytaniu przepełnione nadzieją brzmienie i patrząc na brata błyszczącymi oczami.
Sasuke rozluźnił się momentalnie i wypuścił cicho powietrze, a jego wnętrze wypełniło uczucie ulgi. Kiwnął głową i odwzajemnił uśmiech, trochę jeszcze niepewnie. W tym momencie wolał się nie odzywać, bo był pewny, że ukryta w głosie drżąca nuta, poszerzy tylko uśmiech na ustach brata. I tak nie skończył jeszcze okazywać swoich słabości dzisiejszego dnia. Jeszcze nie powiedział wszystkiego, co chciał mu powiedzieć.
Odwrócił się więc od zadowolonego Itachiego i bez słowa opuścił księgarnię z dwoma egzemplarzami powieści, zostawiając jednak niewypowiedziane słowa, które mimo wszystko sięgnęły uszu długowłosego.

***

- To wszystko? - zapytał blondyn, nie ukrywając zaskoczenia.
- No tak, a liczyłeś na coś konkretnego? - zadowolony brunet szedł przez park z ręką owiniętą wokół wąskiej talii, ignorując uparcie spojrzenia przechodniów, których swoją droga było niewielu.
Niebieskie oczy raz po raz zerkały na boki, oczekując czegoś co przerwie niespodziewanie tą niecodzienną atmosferę. Taki stan rzeczy zdecydowanie nie był normalny. Zwrócił więc oczy w górę, wpatrując się intensywnie w grafitowe tęczówki, szukając w nich jakichkolwiek oznak przegrzania organizmu.
Bo czym mógł tłumaczyć owe zachowanie, zdecydowanie nie współgrające z osobą bruneta. Normalnym byłaby co najmniej, półmetrowa przestrzeń pomiędzy ich ciałami, a nie prawie, że uosobienie bliźniąt syjamskich. I pomimo tego, że na bliźniaków to oni nie wyglądali, blondyn niemal czuł jakby wtopił się w ciało idącego obok Uchihy. Poza pewnym uczuciem zadowolenia z takiego zachowania, bo cóż, na pewno było ono jednym z tych niepowtarzalnych, więc musiał korzystać póki czas, pojawił się uczucie dyskomfortu. Wywołany był on, nie tak jak można by przypuszczać, obserwującymi ich ciekawskimi oczami, lecz upalnym powietrzem, które aż drżało pod wpływem wysokiej temperatury.
Chcąc nie chcąc sytuacja, w której się znaleźli, zaczęła niebieskookiego nad wyraz irytować. Spowodowane było to, już chyba doszczętnie, przepoconą koszulką, która przy każdym kroku, nie dawała o sobie zapomnieć. Zmrużył więc oczy, starając się wytrzymać jeszcze chwilę, ale gdy upragniona, choćby najmniejsza oznaka ochłodzenia nie przychodziła, z niechęcią wywinął się spod ramienia czarnowłosego. Uchiha spojrzał zawiedziony na poczynania swojego chłopaka i niechętnie schował dłoń do kieszeni.
- Wybacz - westchnął Uzumaki - Doceniam, że masz wszystkich w dupie i chętnie chwalisz się moją osobą, ale wolałbym wtedy nie wyglądać jakbym brał kąpiel w ciuchach - uśmiechnął się i dostrzegając wolną ławkę, ruszył w jej kierunku z zamiarem odpoczynku. Kto zamawiał pogodę w piekle?
Uchiha nie miał dużego wyboru jak ruszyć za nim i przysiąść obok. W pełni zgadzał się co do odczuć blondyna, nie mniej jednak, dobrze czuł się z myślą, że wszyscy wiedzą do kogo on należy. Myśl była wielce niepokojąca, bo spychała na dalsze tory rozważania o tym, co ludzie o nim pomyślą, jakby w ogóle przestało mu to przeszkadzać, a przecież do niedawna robił o to awantury.
Ułożył wygodnie rękę na oparci ławki tuż za Naruto, za co został obdarzony zaciekawionym spojrzeniem i mógłby przysiąc, że pojawił się w jego oczach cień podejrzliwości. Spojrzał więc na niego pytająco, palcami dłoni zaczepiając jego kark. Uzumaki odchylił bardziej głowę, nadstawiając się do pieszczot z wymalowanym na twarzy uśmiechem.
Z daleka wyglądało to zwyczajnie, bo siedzieli oni w pewnej odległości od siebie, a poruszające się po opalonej skórze palce Uchihy, skryte były za głową blondyna. Dlatego też przechodzące obok dwie nastolatki, postanowiły ich zaczepić, wdzięcząc się przy tym obiecująco, z czego zapewne inni faceci skorzystali by bez przeszkód.
Sasuke nie należał do tych "innych", a przynajmniej nie pod tym względem, więc jednoznacznie dał im do zrozumienia, że ich zaloty nic tu nie dadzą. Przesunął władczo dłoń z karku na szyję, ukazując wcześniej ukryte palce, błądzące teraz wyzywająco po delikatnej skórze szyi. Uzumaki chętnie skorzystał z dotyku, ignorując zdezorientowane spojrzenia dziewczyn i uśmiechając się wesoło do czarnookiego. Uświadomiona płeć piękna oddaliła się niechętnie. Niebieskie oczy powędrowały dookoła parku, rejestrując jakby zwiększenie się liczby ludzi, tym samym podobnych przypadków nastolatek, co bardzo mu było nie na rękę.
Mruknął więc i wzdychając głęboko, podniósł się z ławki, patrząc wyczekująco na Uchihe. Tak, zdecydowanie niedzielne popołudnie mogłoby okazać się dla nich katorgą, gdyby zostali tu jeszcze chwilę. Odkryli to zmierzając do wyjścia z parku, gdy co druga grupka dziewczyn, rzucała im pełne kokieterii spojrzenia. Sasuke chciał dla świętego spokoju, załapać dłoń Uzumakiego, ale postanowił nie wzbudzać większego zainteresowania od tego, jakim się aktualnie cieszyli, chociaż to określenie w ich przypadku, było wybitnie nie na miejscu. Z ulgą przyjął widok ich dzielnicy i wypełniony obietnicą szept tuż koło jego ucha.
- Nie uważasz, że przyda nam się chłodna kąpiel? - niebieskooki uśmiechnął się zalotnie.
- Raczej zimny prysznic, wygodniej przecież leży się w ciepłej wodzie - westchnął i pomimo panującego upału, nie widziało mu się spędzić reszty dnia w zimnej wodzie.
- Już sami zatroszczymy się o jej temperaturę - zamruczał wyciągając klucze i oglądając się przez ramię.
Może ten pomysł jednak nie był taki zły? Z myślą, że ewentualnie skusi się na propozycję, wszedł za Uzumakim do posiadłości, zamykając za sobą drzwi.

1 komentarz:

  1. I znów ja :d .
    Itachi pisarzem.. jeszcze tego nie przełknęłam :d . A Sas fajny miał pomysł z tą książką :]
    Pozdrawiam
    Yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń