poniedziałek, 17 stycznia 2011

Epizod 51

- Hej! Czekaj! - po wyjściu z pomieszczenia, szatyn złapał niebieskookiego za rękę, zatrzymując go gwałtownie i patrząc bez zrozumienia. Obejrzał się jeszcze za brunetem, który poszedł w przeciwnym kierunku i znów spojrzał na Uzumakiego. 
- Co to było?
 - Co?
 - Stałeś tam jak słup soli i nic nie powiedziałeś! - wyrzucił gniewnie - W ogóle nie obchodzi cię, że ktoś sypie plotki za Twoimi plecami? - zmarszczył brwi, cały czas trzymając blondyna, aby przez przypadek mu nie uciekł. 
- Po pierwsze, to nie są plotki, to jest prawda, nie oszukujmy się Kiba, dobrze o tym wiesz - westchnął głęboko - Po drugie, to czego oczekiwałeś? Że wezmę przykład z Sasuke i zacznę jej wygrażać...czy coś - zbagatelizował ruchem dłoni po czym oparł się o ścianę, wyrywając rękę z uścisku i nerwowo przeczesując dłonią włosy. 

- Nie rozumiem? Naprawdę to po Tobie spłynęło? - zapytał z niedowierzaniem.
- Co tu jest do rozumienia. Nie będę się bawił w detektywa, mało mnie obchodzi co ludzie o mnie powiedzą, nigdy jakoś szczególnie tego nie kryłem ani nie rozpowiadałem - spojrzał na szatyna. 
- Poza tym ja i Sasuke mamy inne zdania co do tej sytuacji, wolałem się nie odzywać - westchnął z irytacją gdy kolejni uczniowie przeszli obok nich, szepcząc coś do siebie. Zmierzył ich obojętnym spojrzeniem i ruszył powoli w stronę klasy. Kiba miał lekcje niedaleko więc kawałek drogi musieli przejść razem. 
- I chcesz to tak po prostu zostawić? Bo macie "inne zdania"? Co to w ogóle za argument? - oburzył się, odetchnął i znów zatrzymał blondyna. - Słuchaj Naruto, tu już nawet nie chodzi o to, że zostaliście "odkryci" - powiedział z jakąś taką determinacją. - Tu chodzi o waszą prywatność! Jeżeli nic nie zrobicie, ona wam wejdzie z butami w życie. Nie możesz jej tak po prostu wpuścić do środka!  
- I co mam z tym zrobić, dać jej klapsa i zamknąć w pokoju? Kiba to jest jej praca, na tym to polega, na zbieraniu informacji - odparł umęczonym głosem.
- Ale nie kosztem czyjejś prywatności! - oburzył się - Ona nie może tak sobie napisać niesprawdzonych informacji!
 - I tu się mylisz. Może i nie sprawdzała czy są prawdziwe, ale miała to szczęście, że są - odparł. - Nie ma sensu teraz wypierać się przed całą szkołą, to będzie jak potwierdzenie plotek...znaczy się prawdy - szepnął z ironią. - Idę na lekcje, do zobaczenia - niebieskooki machnął ręką na pożegnanie i zniknął za rogiem.

***

Blondyn siedział w klasie, udając, że słucha nauczyciela. Sasuke nie pojawił się na lekcji, co go trochę zaniepokoiło. Miał nadzieje, że brunet nie zrobił niczego głupiego. Gdy tylko usłyszał dzwonek natychmiast opuścił klasę, ignorując śmiechy i ciche rozmowy. Nawet nauczyciel spoglądał na niego z nieukrywanym zaciekawieniem. Nie zwracając na to szczególnej uwagi, skierował się po schodach na dach. Zawsze jadł tam z Sasuke drugie śniadanie, by nie być narażonym na jakiekolwiek plotki i móc w spokoju nacieszyć się swoim towarzystwem. Otworzył metalowe drzwi, które skrzypnęły głośno i przeszedł pod prowizorycznym łańcuchem, mającym na celu zatrzymać każdego, kto ośmieli się złamać regulamin. Niestety nie zdał on egzaminu i teraz blondyn skręcił w prawo z nadzieją, że za nadbudówką zobaczy dobrze mu znaną sylwetkę. Miał szczęście, gdyż brunet kucał oparty o ściankę z głową spuszczoną w dół, a lekko falujące na wietrze włosy zakrywały mu twarz. Niebieskooki zatrzymał się i oparł ręką niedaleko chłopaka. Nie zamierzał mu przeszkadzać i postanowił poczekać, aż ten sam na niego spojrzy. Wiedział, że go słyszał. Odgłos otwieranych drzwi jest głośny dlatego zawsze siedzą za nadbudówką, aby w razie niezapowiedzianej wizyty jakiegoś ucznia, móc na czas się od siebie oderwać. Złotowłosy aż się lekko zachwiał gdy uświadomił sobie, że być może nigdy więcej nie będą musieli się tego obawiać. Być może nigdy więcej nie dojdzie między nimi do czegoś, co mogłoby dać podstawę plotkom. Że to wszystko co stworzyli w ciągu tego krótkiego miesiąca, właśnie się skończyło. Osunął się po ścianie i usiadł, wyciągając nogi przed siebie. Westchnął głęboko i przeczesał włosy, spoglądając ukradkiem na bruneta i wyłapując jego spojrzenie. Było bezbarwne tak jak kiedyś. Zadrżał mimowolnie i spuścił głowę. Chciał coś powiedzieć, zadać pytanie, ale zaschło mu w ustach.- Myślę, że powinniśmy zwolnić - do jego uszu dotarł zimny głos. Poderwał szybko głowę do góry patrząc przestraszonym wzrokiem w czarne oczy. Chwilę później znów ją spuścił czując zbierające się w jego oczach łzy. Wiedział, że może się właśnie tego spodziewać. Rozumiał, że dla Sasuke to za wcześnie by ujawnić ich związek zwłaszcza, że połowa szkoły interpretowała ich jako wrogów i rywali. Wiedział, że brunet czuje się upokorzony tym, że wydało się to w ten sposób. Znał go dobrze i zdawał sobie sprawę, że taki właśnie może być skutek, jednak mimo wszystko było to dla niego bolesne. Po raz kolejny poczuł się bezwartościowy, jak ktoś kogo trzeba skrywać przed światem bo swoim istnieniem nie przynosi nic dobrego, tylko wstyd. Pomimo tego, że rozumiał uczucia Uchihy, jego strach i wiedział, że nie poświęci reputacji dla kogoś, kto ledwie miesiąc temu bezceremonialnie wpakował się w jego spokojne życie, nie mógł zatrzymać myśli, które świadczyły o jego beznadziejności. Odetchnął dławiąc się lekko powietrzem i zakrył usta dłonią, próbując powstrzymać rozrost tej wielkiej kluchy w gardle, która nie pozwalała mu na wypowiedzenie żadnego słowa. Pociągnął nosem przełykając bolesne uczucie pustki.- Jak...bardzo? - zapytał, chociaż znał odpowiedź. Najgorsza była lekko tląca się gdzieś w środku nadzieja. Nadzieja na to, że wcale nie trzeba tego kończyć, że może da się coś z tym zrobić, że Sasuke znajdzie inne wyjście z tej sytuacji. Łudził się, że tak jak on nie przejmie się tym, że ludzie o nich wiedzą. Zaakceptuje to i pokaże im, że to nie oni kierują jego życiem, że nie boi się tego uczucia i nie wstydzi. Nadzieja na to, że chociaż raz będzie dla kogoś najważniejszy. Znów się pomylił. Po raz kolejny nie wykorzystał szansy, którą dostał. Znowu dostaje od życia w dupę.- Całkowicie - głos bruneta lekko zadrżał, ale starał się tego nie okazać i miał nadzieje, że niebieskooki tego nie słyszał. Dla niego byłby to znak, że jest jakaś nadzieja na pociągnięcie tego dalej. Nie chciał mu tej nadziei dawać. Wiedział, że nie ma sensu tłumaczyć się przed całą szkołą. Za jakiś tydzień powinno się ukazać sprostowanie, a poza tym nie czuł się niczemu winny. Był tylko świadomy uczucia pustki, tego, że coś się skończyło i nie do końca jeszcze to rozumiał. To wszystko stało się tak szybko, że nie miał czasu uporządkować swoich uczuć. Nie mógł jednak pozwolić sobie na takie upokorzenie przed tymi wszystkimi ludźmi. Utratę szacunku i wyśmianie. Czuł się jak w piekle i jedyną osobę, która była w tym piekle razem z nim, musiał od siebie odsunąć. Nie chciał go ranić, to było jednak nieuniknione. Zdawał sobie sprawę, że będąc z nim teraz, mógłby go zranić jeszcze bardziej. Nie był przygotowany na taki rozwój wydarzeń i wewnątrz niego szalała panika. Dopóki sobie tego wszystkiego nie ułoży, musi trzymać się od blondyna jak najdalej. Nie chciał się wyładowywać na nim. Nie chciał go za nic winić. To on gdzieś popełnił błąd, był tego pewien.Usłyszał ciche szuranie i spojrzał jeszcze raz w stronę złotowłosego. Niebieskooki bez słowa wstał i przytrzymując się ściany, skierował w stronę zejścia z dachu.- I co? Nic nie powiesz? - zapytał zdziwiony, zrywając się z ziemi i patrząc za blondynem - Tak po prostu się z tym pogodzisz? - zmarszczył brwi i podniósł ręce w geście niezrozumienia. Chłopak zatrzymał się i spojrzał w bok, przełykając ciężko ślinę. Jego profil był dobrze widoczny dla czarnych oczu, które niecierpliwie oczekiwały odpowiedzi, wyjaśnienia.- Ja...to...- niebieskie oczy niespokojnie wędrowały po dachu, szukając w głowie reszty słów, niestety nie znalazły - Przepraszam - westchnął drżąco i zniknął za rogiem by brunet mógł po chwili usłyszeć trzask. Został sam. Poczuł pustkę. Coś się skończyło.


***

Szybkie kroki na schodach i gwałtowny oddech. Z trudem powstrzymywał napływające do oczu łzy. Starał się jednak wytrzymać do momentu, w którym nie znajdzie się w czterech ścianach własnej rezydencji. Postanowił zignorować resztę lekcji i po prostu wrócić do domu, gdzie będzie mógł dać upust zbierającym się w nim emocjom. Otworzył drżącą ręką drzwi i jeszcze zanim się zamknęły, upadł na kolana zanosząc się głośnym szlochem i zasłaniając twarz rękoma.- Kuso..- wyszeptał, pociągając nosem - Chikusho! - po pustym domu rozniósł się krzyk pełen rozpaczy i cierpienia.Na cholerę budził w sobie tą resztkę nadziei? Czego oczekiwał po tej sytuacji? Że Sasuke go przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze? Żeby się nie martwił bo on jest przy nim i go nie zostawi?Chyba tak. Pozwolił wyrwać się sercu spod kontroli, co nie przyniosło mu nic prócz bólu i straty. Zawsze myślał racjonalnie, dlatego potrafił się ochronić przed tym wszystkim co go w życiu spotkało i dalej stawiać mu czoła. Nigdy się nie poddawał, a teraz po raz kolejny stracił osobę, która była dla niego ważna. Cała ta sytuacja otworzyła niedawną ranę po stracie przyjaciela. Doszedł do niego fakt, że w ciągu miesiąca poniósł kolejną porażkę. Pozwolił odejść już drugiej osobie. Może i nie było to aż tak tragiczne odejście, ale i tak kolejna osoba go zostawiła. Wydedukował z tego, że wina musiała leżeć po jego stronie.Uświadomił sobie, że jego beznadziejne życie zawsze zostanie tak samo beznadziejne, bez względu na to jak często będzie próbował je zmienić


***

Był już bardzo późny wieczór, a w kuchni Uzumakiego wciąż paliło się światło. Sam chłopak siedział pod ścianą niedaleko lodówki z butelką wody mineralnej w ręce. Nie płakał już i tylko dostarczał organizmowi wody. Czuł się słabo, skronie mu pulsowały tępym bólem, a głowa wydawała się niesamowicie ciężka. Nic dziwnego, w końcu ledwie godzinę temu przestał płakać. Oczy były całe zapuchnięte i przekrwione. Nos podrażniony od ciągłego smarkania. Siedział tak rozmyślając nad tym wszystkim, a raczej wspominając to co było. Nie czekał na Sasuke, wiedział, że dzisiaj nie wróci. Pewnie u kogoś przenocuje, co było bardziej niż pewne.
Siedział bo bał się iść do łóżka. Bał się, że koszmar, który teraz przeżywa będzie trwał nawet po tym jak się obudzi. Wolał to przeboleć teraz i mieć nadzieje na głupie nieporozumienie, niż przetwarzać tą chorą sytuację, gdy jego umysł się ostudzi i będzie w stanie sobie to wszystko wyjaśnić, a wtedy mógłby dojść do wniosku, że jego życie jest faktycznie do dupy i nigdy się nie zmieni.
Podniósł oczy na zegar. 00:14. - "Przeklęta liczba" - pomyślał, popijając wodę.


***

Sasuke już trzecią godzinę siedział w fotelu, w niezmiennej pozycji i wpatrywał się tępo w ścianę. - Sasuke, już późno - westchnął jasnooki brunet wychodząc z łazienki i patrząc na zegar. - Prześpij się - powiedział łagodnie kładąc dłoń na ramieniu chłopaka, chcąc dodać mu tym gestem otuchy.- Przepraszam za to najście - mruknął przecierając zatoki- Nie ma sprawy, przyjaciele powinni sobie pomagać. Po tym jak usłyszałem o wszystkim od Kiby, nie mógłbym Cię zostawić na lodzie - odparł klepiąc go po ramieniu i usiadł obok w fotelu. - Nie musisz tu ze mną siedzieć, idź spać. Zaraz zgaszę lampkę - powiedział wbijając się bardziej w fotel- Daj spokój, nie mam jutro zajęć, poza tym Kiba śpi i jak widzisz światło mu nie przeszkadza - spojrzał z uśmiechem na wtulonego w poduszkę szatyna. - Piwa? - zapytał na co brunet przytaknął.- Więc? Opowiesz mi dlaczego nie wróciłeś do domu? - podał butelkę chłopakowi i usadowił się na miejscu, gdzie siedział. Czarnooki odetchnął głęboko, upił łyk i spojrzał na długowłosego. - Nie jesteśmy już razem, a z Itachim się jeszcze nie pogodziłem - odparł i powrócił do kontemplacji ściany. Jasne oczy otworzyły się szeroko i chłopak uniósł brwi- Jak to? - zapytał zdziwiony- Tak, po prostu- Zostawił Cię? - Raczej ja jego - napił się po raz kolejny i podwinął nieco nogi.- Dlaczego? Przecież świetnie wam się układało, zrobił coś nie tak? - zapytał zdezorientowany- Nie, Neji - zirytował się lekko i spojrzał na przyjaciela - Bo to wszystko się wydało, rozumiesz? Jak mnie teraz ludzie odbierają? Śmieją się za plecami, wytykają palcami i ubliżają, co poniektórzy odważniejsi - mruknął niechętnie- I o to chodzi? Dlatego go rzuciłeś!? - zmarszczył gniewnie brwi i wbił ostro wzrok w bruneta - Nie mogę uwierzyć, że jesteś aż tak słaby. Przecież już nie jednej osobie pokazałeś jak bardzo Ci na nim zależy, że jest dla Ciebie ważny. Weźmy na przykład, siostrę tego Gaary - warknął głośno, ale po chwili opamiętał się, sprawdzając czy Inuzuka się nie obudził - Będziesz się teraz tego wypierał, uciekał od prawdy i niszczył życie osobie, która jest Tobie najbliższa? - Nie mogę pozwolić na to by ludzie postrzegali mnie jako pedała! - syknął groźnie, po chwili reflektując jakie to było nie na miejscu.- Ale, kurwa, Sasuke! Jesteś nim!- Lubię kobiety - odparł wojowniczo- Ale jesteś z facetem, co to za różnica czy jesteś bi czy jesteś gejem? Tak czy siak lubisz facetów, przestań sobie zaprzeczać! Ranisz nie tylko siebie ale i Naruto - w Nejim zaczęło się gotować, wiedział, że Uchiha walczy o reputację, ale po tym jak Uzumaki zdołał go otworzyć na ludzi i uszczęśliwić, nie spodziewał się, że ten go rzuci przez coś tak błahego.- Ale wszyscy nie muszą o tym wiedzieć!- Myślałeś, że będziesz sobie żył swoim dotychczasowym życiem, udawał kogoś kim już nie jesteś, a Naruto krył przed całym światem? Im bardziej coś ukrywasz tym bardziej staje się ciekawsze dla ludzi. Pomyślałeś jak musiał się czuć Naruto w roli zabawki, którą rzuciłeś w kąt jak życie rzuciło Ci kłodę pod nogi? - zapytał z nadzieją, że Uchiha znów nie zamknął się w swojej skorupie obojętności - Pięknie, właśnie pokazałeś jak bardzo był dla ciebie cenny, jak szmaciana lalka - warknął, odwracając głowę.- Co niby miałem zrobić? Powiedzieć wszystkim, że wole Naruto bardziej od dziewczyn? - Przestać się z tym tak krygować, jak ludzie się dowiedzą z jakiego powodu go zostawiłeś, dopiero wtedy stracą do Ciebie szacunek. Poza tym, zawsze znajdzie się ktoś, komu nie przypadnie do gustu taki związek. Ale nie żyjesz po to aby ten ktoś był szczęśliwy, tylko dla swojego szczęścia - westchnął drapiąc się po głowie - Popatrz na mnie i Kibe, mieliśmy sporo problemów ale jest wspaniale, pomimo tego wszystkiego. Zawsze będą problemy, a razem łatwiej je rozwiązać. Odsuwając od siebie jedyną osobę, która je rozumie, nigdy nie będziesz szczęśliwy - westchnął pochylając się lekko do przodu - Posłuchaj Sasuke, nie możesz od tego uciekać, nawet jeśli to w końcu nadejdzie ten dzień, w którym to się na Tobie odbije, a wtedy sam będziesz musiał sobie z tym radzić.- Ale ja nie mogę znieść tych wszystkich spojrzeń, szyderstw. Nie chcę żeby Naruto przez to przechodził...- Teraz jak go zostawiłeś będzie przechodził przez to całkiem sam. Ludzie nie dlatego o was mówią bo ich to śmieszy czy odrzuca. Oczywiście są tez tacy - pomachał głową w prawo i lewo, uśmiechając się przyjaźnie - Mówią o was bo dowiedzieli się o tym w taki, a nie inny sposób. Będą się z Ciebie śmiać dopiero wtedy gdy temu zaprzeczysz, a wyjdzie na jaw, że to była prawda. Nie pozwól na to, bo wtedy będziesz cierpiał jeszcze bardziej.- To...co ja mam zrobić? Nie mam pojęcia skąd to...O kurwa! - przejechał dłonią po twarzy gdy nagle go olśniło.
Jedyna osobą, która o nich wiedziała, a nie należała do grona zaufanych znajomych, przyjaciół Naruto, była...- Temari! - warknął groźnie, zaciskając mocno zęby. - To wszystko musiało wyjść od niej...w dodatku, to wszystko moja wina - zwiesił głowę, zaciskając pięści - Neji, mam prośbę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz