niedziela, 12 grudnia 2010

Epizod 8

- Przeklęty Sasuke! Co on sobie wyobraża, żeby mówić w ten sposób! Baka! Czy on ma w ogóle przyjaciół!? – powiedział z oburzeniem Uzumaki zamykając z  impetem drzwi wejściowe. Rzucił klucze na stolik w salonie a sam usiadł wygodnie na kanapie – Teraz to mogę tylko pomarzyć o siatkówce – powiedział do siebie. Spojrzał na książkę leżącą na stoliku. Wstał i poszedł do łazienki w celu doprowadzenia się do porządku przed snem.
   - Cholerny Naruto! Kim on jest żeby prawić mi morały!? Kuso! Zobaczymy na jutrzejszym treningu kto tak naprawdę tonie! – powiedział nieźle wkurzony Sasuke do swojego odbicia w oknie. – Przynajmniej poznałem jego imię – uśmiechnął się lekko do siebie – Cholera! Uchiha! Weź się w garść człowieku! – Skarcił się i wstał z parapetu.
- Sasuke mogę wejść – usłyszał zza drzwi głos brata
- „Jeszcze jego kazania mi brakowało” – pomyślał zrezygnowany – proszę, wejdź – powiedział już głośno do brata
- Co się z Tobą dzisiaj działo – zwrócił się do Sasuke i usiadł na łóżku
- Ze mną? A co takiego miało się dziać?
- Dziwnie się zachowywałeś przy kolacji
- Ty też masz zamiar mnie pouczać co do moich manier? – w Sasuke aż się gotowało ze złości
- Pouczać? To ktoś oprócz mnie miał czelność? – Itachi zadał sarkastyczne pytanie
- Nie żartuj sobie ze mnie! Wiesz o co mi chodzi! Po jaką cholerę wysłałeś tu tego blondyna!?
- Ja go wysłałem? – zapytał zdziwiony Itachi
- A niby kto? Sam przyszedł?
- Jakbyś zgadł – dodał starszy z braci na co Sasuke zrobił wielkie oczy
- Sam...tu przyszedł? I Ty mu pozwoliłeś?
- A co miałem go siłą na dole zatrzymać? Stwierdził, że to z jego powodu jesteś taki więc poszedł się dowiedzieć, po prostu – powiedział Itachi i wzruszył ramionami
- Tak...po prostu? – Sasuke nie mógł uwierzyć, że jego własny brat pozwolił obcej osobie ingerować w jego własne samopoczucie
- O co ci chodzi? Sasuke!? Przestań zachowywać się jak dzieciak, jesteś już dorosłym mężczyzną i mógłbyś jak na mężczyznę przystało traktować innych ludzi poważnie. Nie tylko Ty zasługujesz na szacunek! – Itachi nie wytrzymał napięcia – Następnym razem przyjmij to do wiadomości i okaż choć trochę zrozumienia tym którzy muszą z Tobą przebywać bo ja mam już Ciebie po dziurki w nosie – powiedział i skierował się w stronę wyjścia – i przestań się zgrywać na kogoś potwornie skrzywdzonego przez los i rozejrzyj się dookoła! Nie ty jeden przeżyłeś coś strasznego niektóre osoby muszą sobie radzić z tym same, a idzie im o wiele lepiej niż Tobie!
- Itachi...
- Jesteś strasznym arogantem i egoistą – powiedział zamykając za sobą drzwi
- Itachi ja...- Sasuke nie dokończył i kiedy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi jego emocje wzięły górę i kieliszek od wina wylądował na jednej z czarnych ścian pokoju Sasuke. Przez głowę przewijały mu się pytania czy naprawdę Itachi miał rację mówiąc to wszystko. Bo w gruncie rzeczy nie tęsknił jednak za ojcem. To za jego sprawą dźwigał na barkach ogromny ciężar. Poczucie winy narzucone mu przez niego. Przez 16 lat ojciec wmawiał mu, że to z jego winy umarła jego matka. Ale..no właśnie, ale miał jeszcze brata, który mimo wszystko zawsze się nim opiekował. To jego zawsze bardziej traktował jak ojca. To on uchronił go przed zagłębieniem się w przekonaniu ojca i przed przyznaniem mu racji. Jedynie mógł narzekać na śmierć matki, bo przecież gdyby nie to, to jego rodzina byłaby idealna. Ale czy tak by było w rzeczywistości? Czy tylko w jego wyobrażeniu? Co do tego że brakowało w ich domu rodzinnej atmosfery i matczynej opieki niema żadnych wątpliwości, ale... No właśnie zawsze jakieś się znajdzie – Wystarczy! Mam mętlik w głowie – powiedział niewyraźnie Uchiha i oparł ręce na parapecie patrząc przez okno. Po chwili zobaczył, że na piętrze domu stojącego po drugiej stronie ulicy zapala się światło. Zgasił lampkę i odsunął się trochę od okna, aby to przypadkiem jego niedawny gość go nie zauważył.
   Był wściekły, otworzył okno aby zaczerpnąć przed snem świeżego powietrza i w miarę się uspokoić. Chłodny wieczorny wiatr rozwiewał delikatnie jego włosy. Wziął książkę do ręki, która przyniósł ze sobą z salonu i otworzył w miejscu, w którym skończył. Usiadł na parapecie i zaczął czytać.
- „Zachowuje się tak jakby mu przez całe życie zastrzyki w tyłek robiono! Baka!” – Uzumaki nie mógł się skupić na książce, a jego twarz cały czas wyrażała oburzenie. – „Co ten idiota sobie myśli, że może tak na pierwszy rzut oka wyrażać swoją opinię!? Zaraz wróć, przecież to ja mu prawiłem morały! Aaaa! Dłużej tak nie wytrzymam!” – krzyczały myśli blondyna i pod wpływem impulsu zamknął książkę i wyrzucił przez okno. – MOJA KSIĄŻKA! – krzyknął sam do siebie i wychylił się lekko przez okno. Spuścił ramiona wzdłuż w geście zrezygnowania i zszedł z parapetu. – Opanuj się człowieku! Co jak co, ale jak śmiałeś wyrzucić coś tak cennego! Żaden Uchiha nie będzie mnie wyprowadzał z równowagi! – Mówił już nieźle czerwony na twarzy od uczucia gniewu, które go ogarniało od momentu wyjścia z posiadłości sąsiadów. Schodząc po schodach prawie nie wyrżnął się na ostatnim stopniu. Wyszedł przed dom i znalazł lekturę. – Su..ugoi – powiedział patrząc na granatową powłokę obsypaną złotym pyłem. Wystarczył mu tak piękny widok aby przywrócić jego twarzy naturalny wygląd, który dopełniał anielski uśmiech. Jedno spojrzenie i zmartwienia dzisiejszego dnia odeszły w niepamięć. Powrócił do swojej sypialni i ułożył się wygodnie na pościeli przykrywając się tylko satynową narzutą, zasnął.
   - Jego twarz...- całą tą sytuację obserwował z zamyśleniem Sasuke – nie było na niej uśmiechu, niemożliwe czyżby..! – Otworzył szeroko oczy – „...i co ten cały cyrk z kolacja ma znaczyć, myślałeś, że dzięki temu zapewnisz sobie miejsce w drużynie?...”, „...Nie ty jeden przeżyłeś coś strasznego niektóre osoby muszą sobie radzić z tym same, a idzie im o wiele lepiej niż Tobie!”, „Jesteś strasznym arogantem i egoistą” – słowa wypowiedziane dzisiejszego wieczoru krążyły w głowie młodszego Uchihy. – czyżby to z mojej winy?  Dopiero teraz uświadomił sobie jak słowa wypowiedziane przez niego muszą ranić wiele osób. Obojętność wypływająca z każdym wypowiedzianym słowem wżynała się „serca” dziewcząt ubóstwiających jego osobę, które zostały odrzucone, w „ambicje” chłopaków z drużyny, których kapitan po wygranym meczu nie pochwalił, nie obdarzył ciepłym słowem, a rzucił oschle „następnym razem musicie się bardziej postarać” i co najważniejsze w „miłość” brata, który oczekiwał chociażby jednego ciepłego uśmiechu ze strony tego młodszego. – Wystarczy! Czemu tak się przejmuję tym kretynem! To że raz nie był uśmiechnięty to chyba żadne wielkie halo! Dość, idę spać! –  Uchiha położył się na łóżku i przykrył czarną kołdrą – jutro trening, dobrze mi to zrobi – powiedział już spokojnie i oddał się w ręce Morfeusza.
- Mam nadzieję, że dasz mu radę, ma trudny charakter ale nie jest złym człowiekiem - skierował słowa do wchodzącego do domu blondyna, po przeciwnej stronie ulicy - Zapewniam Cię, że on też ma uczucia i Twój uśmiech, tak jasny, jest w stanie zdziałać o wiele więcej niż obaj jesteście tego świadomi - dokończył zdanie już szeptem, a jedna łza spłynęła szybko po policzku, chowając się w kołnierzu koszuli jakby chcąc zaprzeczyć temu, jak bardzo martwi się o brata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz