niedziela, 12 grudnia 2010

Epizod 6

Obserwował go. Od chwili powrotu do domu nie spuszczał z niego oka. Najpierw dokładnie przyglądał się jego małej wojnie z chwastami w ogródku. Potem wodził wzrokiem za każdym ruchem jego zgrabnych rąk, które z gracją tworzyły niewielkie wgłębienia w ziemi. Przy każdej czynności dało się zauważyć blask śnieżnobiałych zębów. Położył wygodnie nogi na parapecie i z zainteresowaniem przyglądał się dalszym poczynaniom złotowłosego. To pierwszy raz. Pierwszy raz kiedy zapragnął poznać bliżej kogokolwiek. Czuł w środku, że ta osoba jest od niego zupełnie inna a jednocześnie tak bardzo podobna, że sam sobie nie potrafił tego wytłumaczyć. W jego głowie myśli przewijały się jak kalejdoskop. Od pytania typu „A po co on tutaj w ogóle przyjechał?” do rozumowania w sposób zupełnie dla niego nienaturalny „Ciekawe jak ma na imię? A może by tak iść z nim pogadać? Cholera o czym ja myślę?”. Tak, nie znał jeszcze jego imienia. Nie usłyszał go ani razu, a jego duma nie pozwalała zapytać o to kolegi z drużyny. Można by powiedzieć, że byli jak olej i woda.
  Naruto w tym przypadku robił za olej (nie dlatego że olej jest złotego koloru xD). Ze swoim uśmiechem, radością życia wypływał za każdym razem na powierzchnię. Był czymś w rodzaju bariery przez którą żaden inny uśmiech nie śmiał się przebić. Biła od niego radość. Był szlachetny, przyjazny, pomocny, energiczny i pełen życia. Dla niego liczyli się wszyscy i wszystko w około.
  Sasuke był wodą, która nie potrafiła pochłonąć swoją granatową głębią tej uporczywie tłustej emalii. Wodą w której zatopione były setki uczuć. Te od smutku przez ból aż do gniewu napierały całą swoją siłą na powierzchnię, a radość, szczęście, bliskość innej osoby topiły się w ciemnych głębinach. Był zimny, oschły, zdystansowany i ograniczał się do więzów kapitan – podwładni. Liczyła się przede wszystkim reputacja i jego „posada” kapitana.
  Teraz gdy obserwował to wszystko z za firany, wygodnie ułożony na fotelu, te wszystkie uczucia postanowiły w końcu nauczyć się pływać. Nie wiedział ile czasu mu to zajmie, ale postanowił spróbować. I w momencie kiedy zobaczył zagłębiającą się twarz w innym świecie sam odruchowo sięgnął po książkę i ze zdumieniem stwierdził, że ma ten sam tytuł. Przypomniała mu się sytuacja w bibliotece.
- Ale ze mnie idiota – powiedział do siebie uświadamiając sobie, że zapewne w tamtym momencie chodziło chłopakowi właśnie o książkę. Bowiem Sasuke nie był głupi bardzo dobrze kojarzył fakty i jego inteligencja była na wysokim poziomie. W końcu kapitan drużyny nie może być matołem. Kiedy zachodzące słońce oświeciło swoją czerwoną poświatą twarz blondyna z Czarnowłosego ulotniły się wszystkie myśli. W czerwonej łunie oczy chłopaka przybrały pięknego blasku połyskującego tysiącami różnych kolorów a włosy mieniły się na rudo-czerwono. Sasuke mimowolnie podniósł do góry jeden z kącików swoich ust. Otwierając szeroko oczy odchylił się lekko do tyłu bowiem teraz twarz blondyna zwrócona była właśnie w jego stronę a wzrok spoczywał – w przekonaniu Sasuke – na jego oknie. Jednak szybko zauważył że tak właściwie to jego oczy pochłaniały piękny widok jakim było oczko wodne w ogródku Uchihy. W świetle zachodzącego słońca oddawało ono w pełni swoje skrywane dotąd oblicze. Uśmiech blondyna powiększył się widząc kilka płatków wiśniowego kwiatu, które lekko unosiły się na powierzchni. Czarnowłosy mimowolnie się zarumienił widząc uradowanego blondyna. Gdy poczuł tylko ciepło na swoich policzkach przeklął.
- Kuso! Do jasnej cholery co się ze mną dzieje – powiedział szeptem do siebie
- No Sasuke tak właściwie to co ty tam widzisz za tym oknem takiego ciekawego. Siedzisz tu już ponad godzinę, a  książka w twojej ręce jak nie otwarta tak zamknięta. – usłyszał nagle za sobą głos swojego brata.
- Patrzę jak kwitną wiśnie – powiedział szybko po czym wstał i ruszył w stronę schodów prowadzących na piętro.
- Taaa...szczególnie ta złota pięknie rozkwita – powiedział chytrze Itachi wywiercając wzrokiem ciekawości dziurę w ciele Sasuke.
- Idę spać, dobranoc – powiedział tylko na zaczepny ton brata i wszedł po schodach na górę. Usłyszał za sobą tylko, że kolacja będzie o 20 i zamknął drzwi swojego pokoju. Położył się na łóżko i przekręcił na prawy bok. W jego głowie na powrót krążyły tysiące myśli.
 - Kuso! Ze mną naprawdę jest coś nie tak – powiedział do siebie po czym przyłożył rękę do czoła – gorączki to ja nie mam – stwierdził po czym usnął w spokojnym śnie.
   Itachi stał przy oknie i obserwował blondyna. Przymrużył lekko oczy, skrzyżował ręce na piersi i zastanawiał się. Nad czym? Sam nie wiedział. Miał nieodparte wrażenie, że już gdzieś widział takie oczy i te blond włosy. Patrząc tak jeszcze chwile na twarz chłopaka, która teraz miała zamknięte oczy i zwrócona była w stronę słońca, zapewne w celu nacieszenia się ostatnimi już dzisiaj promykami krzyknął
- Wiem! – prawie wybiegł z domu. Po drodze jednak się opanował bo pomyślał, że to by wyglądało jakby chciał napaść na chłopaka. Powolnym krokiem przeszedł przez ulicę i stanął w niewielkiej odległości przed chłopakiem.
- Widzę, że mamy nowych sąsiadów – powiedział spokojnym głosem na co blondyn lekko się wystraszył. Otworzył oczy i spojrzał na przybysza. – Uchiha Itachi – dodał po czym wyciągnął rękę w stronę chłopaka.
- Ten? Ten Uchiha Itachi? – zapytał i zrobił wielkie oczy. Czarnooki nie za bardzo wiedział o co mu chodzi ale przytaknął – Autor tych wszystkich thrillerów i dramatów? – dodał aby się upewnić.
- We własnej osobie – odpowiedział trochę zmieszany Itachi i lekko się zarumienił. Nie przypuszczał, że osoby w tak młodym wieku czytają jego książki, oczywiście oprócz Sasuke.
- Uzumaki Naruto – powiedział i złapał za wyciągniętą w jego stronę dłoń Uchihy.
- U..uzu...uzumaki? -  Itachi zrobił wielkie oczy ze zdziwienia. Podejrzewał, tak naprawdę to był pewien ale nie sądził, że gdy usłyszy to nazwisko jeszcze raz, to przeżyje taki szok.
- Tak, czy coś się stało? – Uzumaki nie był pewien jak ma się zachować widząc twarz sąsiada.
- Ale jak to skąd wy tutaj? Przypuszczałem jak Cię zobaczyłem, ale, ale jak? – Itachi zaczął chodzić na około chłopaka przyglądając mu się z każdej strony. Naruto stał w miejscu i wodził wzrokiem za nowo poznanym mężczyzną. „ Czy on coś bierze? To dlatego wymyśla takie historyjki do swoich książek!” w jego głowie pojawiło stwierdzenie. – Ty zapewne jesteś jego synem. Cholernie podobny, powiedziałbym jak dwie krople wody. Rodzice w domu? – zapytał Itachi.
- Rodzice? – powtórzył blondyn i zrobił dziwną minę
- Rodzice – powiedział i się uśmiechnął
- Moi rodzice? – Naruto zadał głupie pytanie na co Itachi zmarszczył brwi i chwile się zastanawiając odpowiedział
- No chyba nie moi, oczywiście, że Twoi – powiedział i na jego twarz powrócił uśmiech
- Nie żyją – rzucił bez cienia jakiegokolwiek smutku czy tęsknoty Naruto
- Gdzie? – zapytał dalej uśmiechnięty Uchiha, ale gdy po chwili dotarło do niego co powiedział chłopak uśmiech momentalnie zniknął z jego twarzy. Przybrał teraz kolor prawie, że biały, a jego oczy ukazywały przerażenie. Podtrzymując się barierki usiadł na werandę. – Nie...nie żyją? – skierował w stronę blondyna pytanie, które ledwo przeszło mu przez gardło. – Ale jak to? – dodał.
- Tak po prostu – rzucił beznamiętnie blondyn – mieli wypadek samochodowy, zginęli na miejscu, miałem wtedy jakieś 3 miesiące – powiedział i spojrzał na Uchihe, który dalej nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- 3 miesiące? Dlaczego ja nic o tym nie wiem? – zapytał sam siebie, a w jego oczach pojawiły się ledwo zauważalne, ale jakże złośliwe dla oka łzy.
- Ty znałeś moich rodziców prawda? Jacy oni byli? – zapytał z zaciekawieniem blondyn i usiadł koło czarnowłosego.
- Oni byli..jakby to powiedzieć, jedyni w swoim rodzaju – powiedział i lekko się uśmiechnął – Kushine znałem od piaskownicy, zawsze razem się bawiliśmy, jeżeli jej się coś nie podobało to potrafiła dać nieźle w kość, była moją najlepszą przyjaciółką – powiedział i spojrzał na blondyna, którego twarz wyrażała zafascynowanie. Uśmiechnął się i zaczął mówić dalej – Minato, cóż to był kawał dobrego kumpla. Poznaliśmy się na studiach, postanowiłem przedstawić go twojej matce, a oni od razu przypadli sobie do gustu. Ostatni raz ich widziałem kiedy ty byłeś jeszcze w brzuchu – powiedział i poczochrał chłopaka po włosach – Nie spodziewałem się, że coś takiego się wydarzyło. Chociaż przez tak długi czas nie dostałem ani jednej odpowiedzi na moje listy. – spojrzał przed siebie i wstał – ale co będziemy tak tutaj siedzieć, może wpadniesz o 20 na kolację, porozmawiamy sobie dłużej, co ty na to? – zapytał blondyna na co ten twierdząco kiwnął głową – to będziemy czekać, do zobaczenia – powiedział i przeszedł przez ulicę.
- Będziemy czekać? – zapytał sam siebie – Kuso!  Zapomniałem o tym całym Sasuke – wziął kubek, książkę i wszedł do domu. Umył naczynie i poszedł na górę się przyszykować. Wziął prysznic i założył ciemne, wytarte jeansy i błękitną koszule w pomarańczowe pionowe paski.
- Zapomniałbym – powiedział stojąc przed drzwiami wyjściowymi i cofnął się do łazienki. Wziął z umywalki pomarańczową bransoletkę ręcznej roboty i wyszedł z domu. – przedstawienie czas zacząć - powiedział do siebie kiedy stanął przed drzwiami posiadłości Uchihów i nacisnął dzwonek.

1 komentarz:

  1. Czytam od początku i muszę skomentować :]
    Świetnie opisałaś Naruto jako olej i Sasuke jako wodę ;d
    Ten moment jest megaa ! Czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń