niedziela, 12 grudnia 2010

Epizod 5

Opublikowano: 26 maja 2008

- Żonkile! - krzyknął już do siebie, zamykając za sobą drzwi. - Może w pobliżu jest kwiaciarnia? - dokończył co mu na sercu leżało i postanowił podejść szybko do Hinaty. Nie minęła chwila, a stał już pod jej drzwiami, czekając aż otworzy mu uśmiechnięta dziewczyna. W drzwiach jednak pokazał się długowłosy chłopak.
- Tak? - zapytał, nieco zaskoczony jego obecnością.
- Przepraszam za najście, zastałem może Hinate? - zapytał uśmiechnięty i trochę jakby zaniepokojony, że dzisiaj nie zdąży już posadzić kwiatów.
- Przykro mi, Hinata wyszła do przyjaciółki - powiedział z grzecznością.
- Cholera. - Naruto przeklął cicho i spuścił głowę w geście zrezygnowania.
- Pomóc w czymś? - zaproponował
brunet.
- Kwiaty. Chciałem kupić kwiaty - powiedział smętnie, jeszcze przed chwilą rozradowany Uzumaki. Czarnowłosy nie potrafił zrozumieć nagłej zmiany nastroju chłopaka. Niby zwykłe kwiaty, a potrafiły ukraść ten nieschodzący uśmiech z twarzy blondyna. Chłopak obserwował go przez okno, gdy ten wczoraj kosił trawnik. Był wtedy cały czas uśmiechnięty, nawet kiedy z kosiarką zaczęły występować problemy, a teraz? Teraz smutny, stał z rękami zwieszonymi wzdłuż ciała, jakby ktoś mu na ramiona ogromny ciężar zrzucił. Przecież dookoła jest tyle kwiatów. A może chciał kupić je dla kogoś? Nie mógł patrzeć na smutny wyraz twarzy blondyna. Pragną,ł aby znów zagościł na niej uśmiech, który tak cieszył jego oczy. Już dawno nie widział nikogo, kto robiłby wszystko z taką radością, a nawet kiedy ktoś się uśmiechał, to niezbyt szczerze. Jego uśmiech wypływał z samego środka serca i chłopak chciał sprawić, aby znowu umilał mu nudną rzeczywistość.
- Market jest otwarty - powiedział nagle do blondyna. - Tam jest dział ogrodniczy, kwiaciarnie już są pozamykane. - Zaskoczony nagłym potokiem słów wypływających z ust gospodarza domu, przed którym stał, patrzył na niego chwilę. Kąciki ust zaczęły się unosić, wyginając usta na kształt banana i ukazując białe zęby. Chłopak ucieszył się w duchu na widok radości wstępującej w niebieskookiego.
- Uzumaki Naruto - powiedział, wyciągając rękę do chłopaka, bowiem dopiero teraz przypomniało mu się, że się nie przedstawił.
- Hyuuga Neji - odparł, ściskając rękę Naruto. - Może cię zaprowadzę? Hinata nieprędko wróci, a potem mogą zamknąć - dopowiedział i uśmiechnął się lekko.
- Jasne, dzięki! - krzyknął szczęśliwy tym faktem i zrobił krok do tyłu. Trochę zdezorientowany tym wszystkim zapomniał, że za nim znajdują się schodki na werandę, co spowodowało, że stracił grunt pod nogami. Szybka reakcja nowego kolegi sprawiła, że Naruto uchronił się od upadku na twardą kostkę brukową. Stali teraz w trochę dwuznacznej pozycji. Neji trzymał Uzumakiego w objęciach, który z kolei ręce opierał na jego klatce piersiowej. Wyglądało to trochę jak scena z telenoweli argentyńskiej. Dopiero po chwili, słysząc jak ktoś cichym chrząknięciem daje im do zrozumienia, że się przygląda, oderwali się od siebie. Owym gapiem, okazał się napotkany wcześniej Uchiha. Stał teraz spokojnie, obserwując poczynania chłopców.
- Cześć, przeszkadzam? - zapytał chłopaka. Ten tylko się zarumienił. Naruto nic sobie z tego nie robiąc, zszedł po schodkach i nie zwracając uwagi na Sasuke, po prostu go ominął.
- To było nieuprzejme z twojej strony. - Naruto usłyszał za sobą głos chłopaka. Przystanął, odwrócił się i obdarował go takim samym obojętnym spojrzeniem, jak wtedy w bibliotece, patrzył się na niego Uchiha. W tych błękitnych oczach, Sasuke przyuważył jeszcze nutkę pogardy. Nie były to te same roztańczone iskierki, co przed chwilą, było w nich teraz coś na kształt zadowolenia. Nie za bardzo przypadło mu do gustu spojrzenie blondyna. Stał tak chwilę, wpatrując się w jego tęczówki i rozmyślając, dlaczego nie ma w nich tego blasku. Dlaczego, jak patrzy w jego stronę, widzi tylko pogardę w oczach Uzumakiego? Usłyszał jeszcze głos blondyna, co wyrwało go z zamyślenia.
- Ja skoczę po pieniądze, bo jeszcze mi zamkną - powiedział już uśmiechnięty w stronę Neji'ego, czego Sasuke mu trochę zazdrościł i do czego z trudem się przed sobą przyznawał. Po chwili blondyn zniknął mu z oczu. Odwrócił się do Hyuugi.
- Przeszkodziłem? - rzucił ponownie, nie dostając odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.
- W czym? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Przypomniało mu się, że jeszcze chwile temu obejmował blondyna. - A, o tym mówisz? - zapytał ze zdziwieniem. - Nie, nie przeszkodziłeś - powiedział i się uśmiechnął. Uchiha chwile tak stał, zastanawiając się, czy Neji nie powinien zacząć się tłumaczyć. Jak może na spokojnie coś takiego powiedzieć? Przecież to widział. Czy nie jest mu wstyd? Myślał gorączkowo. Neji jednak nie zastanawiał się nad tym, jak to mogło wyglądać. Naruto miał coś w sobie, co go pociągało. U nikogo, nigdy nie widział takiej radosnej twarzy i nie mógł się już doczekać, aż zobaczy ją ponownie. Sasuke wiedział o orientacji kolegi. Tak, kolegi. Uchiha nie miał przyjaciół, a może raczej, nie chciał ich mieć. Tak twierdził. Utrzymanie dystansu pomiędzy nim a innymi, reputacja, to było najważniejsze. Aby utrzymać pozycję kapitana męskiej drużyny siatkarskiej, nie dopuszczał do siebie nikogo. Musiał być bezwzględny wobec innych i nie mógł okazywać słabości.
- Jutro na osiemnastą, jest trening - rzucił szybko na odchodne, widząc jak blondyn wychodzi z domu. Odwrócił się i skierował w stronę swojego, od którego dzieliło go zaledwie kilka kroków. W głowie, niczym na bilbordzie, latało mu ostatnie zdanie, wypowiedziane przez Neji'ego.
- Będziesz z nim chodził do klasy. Zazdroszczę Ci. - Uchiha jeszcze nie wiedział, czego tak naprawdę zazdrości mu Hyuuga. Przeklął w myślach. Jeszcze brakowało mu w klasie pobudzonego mądrali. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Naruto patrzył tylko ze zdziwieniem, że dom którym się zachwycał, należy do czarnowłosego chłopaka o idealnie wyrzeźbionym ciele. Zarys jego sylwetki zniknął i Naruto przeniósł wzrok na Neji'ego, czekającego po drugiej stronie ulicy. Skierowali się do marketu, a Uzumaki zastanawiał się czy może jednak nie kupić  krokusów.
- Żonkile - usłyszał głos chłopaka. - Zdecydowanie - powiedział Neji i spojrzał na niego. Wydawało mu się, że Naruto ma wypisane swoje myśli na twarzy. Można było czytać z niego, jak z książki. Popołudniowe słońce nadawało jego włosom niesamowitego, złotego połysku. Jego oczy błyszczały milionami kolorów i wyglądał bardzo korzystnie, co pociągało bruneta jeszcze bardziej. Uzumaki napotkał wzrok kolegi, który teraz błądził gdzieś po umięśnionych, w granicach rozsądku, ramionach chłopaka.
- Czemu się tak patrzysz? - wyrwał długowłosego z zamyślenia.
- Ćwiczysz? - zapytał ni stąd, ni zowąd.
- Nie - powiedział zgodnie z prawdą.
- A wygląda, jakby... - nie dokończył, bo blondyn mu przerwał.
- Trochę gram w siatkę, ale tak dla siebie. - Przypomniało mu się jak w szkole nie przyjęli go do drużyny. "Mamy komplet", przypomniał sobie słowa kapitana drużyny. Jego zamyślienie umknęło oczom Neji'ego.
- Też gram - powiedział, na co Naruto nadstawił uszu. - W waszej drużynie szkolnej - dodał.
- W naszej? To znaczy? - zaskoczony Naruto spojrzał na chłopaka, trzymając w ręce cebulki żonkili i krokusów.
- Skończyłem ją rok temu, jestem od was starszy o rok. - Spojrzał na blondyna i wziął z jego ręki cebulki żonkili, po czym włożył je do koszyka. Opuszkami palców dotknął przy tym dłoni chłopaka, spodziewając się aksamitnej skóry. Jego ręce, choć drobne, były raczej suche i trochę zaniedbane. Domyślił się, że nie miał lekkiego życia tam, gdzie mieszkał.
- A co z kapitanem? Spoko jest? - zapytał, na co Neji się tylko uśmiechnął.
- Uchiha Sasuke - rzucił i mimowolnie kąciki jego ust, powędrowały w górę. Naruto zastygł, nie mógł uwierzyć w swojego pecha.
- Nie mam szans. - Zrezygnowany rzucił krótko, uśmiechnął się i zapłacił. - Miłego dnia! - dodał wesoło, na co ekspedientka uśmiechnęła się, aby podziękować. Neji trochę zdziwiony dobrym humorem niebieskookiego, też się uśmiechnął. Wyszli ze sklepu i ruszyli do domu.
- Może jak się postarasz - powiedział już prawie pod domem Neji.
- Co, jak się postaram? - zapytał Naruto.
- No, jak pokażesz mu, co potrafisz... to może się dostaniesz do drużyny - powiedział.
- Taaaa... już widzę to jego spojrzenie, jakby ludzie mu tylko zawadzali. - Przypomniał sobie w myślach wzrok "wielkiego" Uchihy i się naburmuszył. I tu Neji musiał się z nim zgodzić.
- Aż tak to widać? - usłyszał za sobą nagle ten obojętny ton. Obaj chłopcy odwrócili się i zobaczyli Sasuke, z rękami w kieszeniach. Wcale się tym nie zraził, nie zasmucił, można powiedzieć, że po prostu to po nim spłynęło. - Trening został przesunięty na szesnastą - rzucił i czekał na odpowiedz długowłosego. Złote słońce, które chyliło się już ku zachodowi, lekko oślepiało Sasuke. Przymknął oczy i jego twarz nabrała zupełnie innego wyrazu. Jakby delektował się każdym promykiem. Przeniósł wzrok na Naruto i musiał przyznać, że kolor jego włosów dorównuje słońcu. Neji postanowił wykorzystać chwilę i pomóc Uzumakiemu.
- Mamy nowego zainteresowanego - powiedział do Uchihy, który spojrzał się na niego, czekając na wyjaśnienia. Nie przyznawał się, ale nie zrozumiał, o co mu chodzi. - Siatkówką - dodał po chwili. Sasuke leniwie przeniósł wzrok z powrotem na Naruto i zmierzył go od dołu do góry, zatrzymując się na ramionach, jakby szukając jakiegoś dowodu, co do jego umiejętności. - Może zajmie moje miejsce.
- Jutro o szesnastej - powiedział, odwracając się. - Sprawdzę go - rzucił i poszedł do domu.
- Ale jak? Twoje miejsce? Dlaczego? - Uzumaki wymachiwał rękami, jakby chcąc zaprzeczyć odebrania pozycji.
- Ja teraz na studia idę i tam, mam już zapewnioną pozycję w drużynie akademickiej - powiedział, patrząc w słońce. - Twoje kwiaty. - Wyciągnął rękę w stronę Naruto, który zabrał swoje zakupy i podnosząc tylko dłoń w geście pożegnania, przebiegł przez ulice.
- Neji! - krzyknął jeszcze, stojąc w drzwiach. - Powiedz Hinacie, że wpadnę po nią jutro rano. Potrzebuję przewodnika! - Uśmiechnął się szeroko i jeszcze raz machnął ręką. Zamknął za sobą drzwi.
- Dasz rade Naruto - powiedział pokrzepiająco do siebie, na myśl o rozpoczynającym się nowym roku szkolnym. - Tu idzie ci znacznie lepiej. - Uśmiechnął się na wspomnienie dwójki nowych przyjaciół, z nadzieją na zwiększenie tej liczby. Wstawił wodę na kawę i poszedł przebrać się w jakieś inne ciuchy. Miał zamiar posadzić kwiaty. Tak więc, jak pomyślał, tak zrobił. Z uśmiechem na twarzy i kubkiem w ręku, wyszedł na werandę. Usiadł na chwilę, aby rokoszować się smakiem ciepłego napoju. Podniósł się i zaczął grzebać w ziemi, w celu zrobienia miejsca na cebulki. Kiedy skończył, sięgnął po kubek. Kawa była jeszcze ciepła. Już prawie zachodzące słońce, nie dawało jej wystygnąć. Wszedł do domu po zakupioną wcześniej książkę i wyszedł z powrotem na werandę. Usiadł i zaczął czytać. Powoli odbiegał od rzeczywistości i przenosił się w krainę stworzoną przez autora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz