poniedziałek, 27 grudnia 2010

Epizod 49

- Yyy...cześć? - Nara Shikamaru nie ukrywał zdziwienia gdy po otwarciu drzwi zobaczył niebieskooką postać, od której bez wątpienia biła chęć mordu
- Cześć - odpowiedział blondyn próbując przywołać na twarz uśmiech, który raczej go nie przypominał. Bez zaproszenia wszedł do środka mijając czarnowłosego chłopaka i ściągnął buty. Spojrzał jeszcze raz na gospodarza, jakby w zastanowieniu i po chwili ściągnął także kurtkę.
- Jasne, wejdź i czuj się jak u siebie - uśmiechnął się sztucznie, kierując się do swojego pokoju wraz z gościem. Mijając salon krzyknął tylko do matki coś w stylu "będę u siebie, nie przeszkadzać" i podreptał pod drzwi z wywieszoną na nich tabliczką z napisem "proszę pukać".


- Widzę, że cenisz sobie prywatność - sarknął Uzumaki i posilił się na uśmiech, który znów mu nie wyszedł
- Tak jakby, wchodzisz? - zapytał i nie czekając na odpowiedź, wepchnął chłopaka do środka, po czym zamknął drzwi - To skąd się tu wziąłeś? - zapytał siadając na łóżku, na którym walało się kilka zeszytów i książek.
- Z samochodu - powiedział siadając na krześle obrotowym i podjeżdżając do bruneta
- Acha - powiedział przyglądając się opatrunkowi na głowie blondyna - A to co, sprzeczka kochanków? - prychnął opierając się o ścianę
- Coś w tym stylu - niebieskooki skrzywił się dotykając dłonią głowy i westchnął głęboko, jakby wykończony.
- No to świadczy o tym jak bardzo się kochacie - mruknął, unosząc kącik ust
- Nie no ja po prostu z nim nie wytrzymam! - uniósł się nagle Uzumaki i po chwili znów opadł na krzesło ze zrezygnowaną miną - Wiesz co zrobił? Nawet sobie tego nie wyobrażasz! - zmarszczył brwi, a złowroga aura znowu się pojawiła.
- Nie wiem, powiedz mi - mruknął niechętnie i przejechał ręką po włosach, napotykając niebieskie tęczówki, które patrzyły na niego z zastanowieniem - Co? - zapytał zabierając dłoń i opierając ją o łóżko, by po chwili zsunąć się i niedbale położyć, opierając głowę na łokciu.
- Dziwnie wyglądasz - skwitował go - Nieważne, wiesz co zrobił ten dupek?! - chłopak poniósł głos i zacisnął dłonie na oparci krzesła.
- Czekam aż mi powiesz - westchnął
- Wyrzucił mnie z samochodu! Rozumiesz? Mnie! - wskazał palcem na siebie i naburmuszył się tak, ze jeszcze trochę a mógłby pęknąć.
- Dlaczego? - zapytał nieco rozbawiony
- Jak to dlaczego? Nie wiem co Cie tak bawi, powinieneś być zaskoczony i mi współczuć! - burknął, a Nara lekko machnął dłonią w lekceważącym geście.
- Po nim można się wszystkiego spodziewać - westchnął - Dlatego pytam się z jakiego powodu Cię wyrzucił? - odparł - "Rany...jakie to kłopotliwe" - i jakby na potwierdzenie swoich myśli ziewnął szeroko.
- A czy to jest ważne? - jęknął - Ważniejsze jest to, że nie mam przy sobie ani dokumentów, ani pieniędzy, nie mówiąc już o tym, że będę musiał tyle kilometrów wracać na piechotę - spuścił głową i okręcił się na krześle, by po chwili jęknąć przeciągle, wyrażając swoje załamanie.
- No chyba bez powodu Cię nie wyrzucił? Nawet on nie jest aż taki chamski - uniósł lekko głowę wyrażając niewielkie zdziwienie - Musiał mieć jakiś powód - oparł ją z powrotem na dłoni, patrząc wyczekująco na chłopaka.
- Nooo...zaczęliśmy rozmawiać o pewnych sprawach...- westchnął Uzumaki. Nie chciał mówić, że rozmawiali o związku Uchihy Itachi'ego z pewnym młodzieńcem, w końcu to prywatne sprawy. Nie chciał też wspominać o książce, którą owy mężczyzna napisał. Książka nie została jeszcze opublikowana, i on wraz z Sasuke, byli jedynymi osobami, które wiedzą o czym ona jest, nie licząc Nugato, który jest jej główny bohaterem - Powiedziałem mu, że powinien zacząć traktować pewne rzeczy poważnie...- przerwał na chwilę, próbując przypomnieć sobie przebieg rozmowy - I że nie każdego, tak jak jego, interesuje tylko własny tyłek - westchnął unosząc dłonie - No i mnie wyrzucił...to wszystko - spojrzał na zmarszczone brwi Nary, które analizowały jego wypowiedz, a po chwili usłyszał jego śmiech. Uniósł brwi czekając na wyjaśnienie powodu takiej reakcji.
- Przepraszam - zachichotał cicho - To w jego stylu - westchnął, uspokajając się
- Że niby on tak regularnie wyrzuca ludzi z samochodu? - sarknął, opierając brodę na dłoni i spoglądając w okno.
- Nie wiem, może...chodziło mi raczej o to, że w jego stylu jest takie wyolbrzymianie - wzruszył ramieniem
- Wyolbrzymianie czego?
- Naruto, to Twój facet - westchnął i spojrzał w okno - Rozwiązywanie problemów jest takie kłopotliwe - mruknął pod nosem i zwrócił się w stronę blondyna - Nie wiem, może odebrał to jako wytknięcie mu jego wad?
- Ale tu chodziło o konkretną sytuację, a nie o to, że ma zmieniać swój charakter! - jęknął z rezygnacją - Ja lubię jego charakter - uśmiechnął się pod nosem
- Dlaczego mnie to mówisz, to nie mój problem, poza ty, dlaczego wysadził Cię właśnie pod moim domem? - zadał pytanie, które od początku cisnęło mu się na usta.
- Mieliśmy jechać do Ciebie po materiały na egzaminy - obrócił się na krześle raz i drugi - Oh! Już wiem! - w złotowłosej głowie zapaliło się światełko i niebieskie oczy spojrzały z tryumfem na bruneta - Masz rozpuszczone włosy!
- To nad tym cały czas myślałeś? - zapytał przejeżdżając dłonią po włosach i oboje się roześmiali
***

Czarna Toyota zatrzymała się pod wielką, zdobioną bramą. Brunet wysiadł zabierając z siedzenia obok kwiaty i zamknął samochód. Wziął głęboki oddech i ruszył po żwirowej ścieżce w odpowiednim kierunku. Zatrzymał się przy sektorze siódmym gdzie znajdowała się długa ściana pokryta tysiącem tabliczek. Przechodząc wzdłuż wyszukiwał wzrokiem odpowiedniej cyfry i gdy na nią natrafił, przystanął. Wyciągnął dwa kadzidełka i podpalił, po chwili rozniósł się wokół aromat drzewa Jinkoh. Pociągnął za mały sznureczek, zwisający z przyczepionego do daszku dzwoneczka i przy jego melodii, złożył ręce do modlitwy, chyląc nisko głowę.
- "Witaj Mamo, dawno Cię nie odwiedzałem, chyba miesiąc minął. Wiesz, ostatnio wiele się zmieniło i trochę Cię zaniedbałem" - uśmiechnął się, spoglądając na kanji wyryte w tabliczce, z których składało się imię Mikoto, widniejące tuż pod nazwiskiem Uchiha. - "Mam nadzieję, że ojciec nie sprawia Ci żadnych problemów. Ja mam ich ostatnio trochę na głowie" - kącik ust wykrzywił się w cynicznym grymasie na wspomnienie ojca, a oczy niechętnie odszyfrowały niżej wyryte Fugaku. - "Prawdę mówiąc nie za bardzo mi idzie i chyba coraz bardziej się w tym wszystkim pogrążam" - westchnął wlepiając wzrok w unoszący się dym z kadzidełek - "Chciałbym abyś tu była i mogła mi doradzić, tak bardzo jestem ciekawy co powinienem uznać za słuszne..." - spuścił głowę pogrążając się w tej jednostronnej rozmowie.
Gdy kadzidełka się wypaliły, znów sięgnął do sznureczka by tym sposobem pożegnać swoją "rozmówczynię" i położył kwiaty, schylając głowę. Odwrócił się powoli i ruszył w kierunku samochodu.
W drodze powrotnej jego uwagę przykuła witryna pewnego sklepu i po chwili, wyszedł z niego z niewielkim ładnie zapakowanym pudełkiem. Wsiadł do Toyoty i ruszył do domu. Po niecałych dziesięciu minutach zaparkował przed posiadłością Uchihów i postanawiając, że kluczyki odda później skierował się w stronę domu Uzumakiego, prawdę mówiąc "ich" domu. Już z daleka zobaczył złotą czuprynę wystającą zza barierki otaczającej werandę. Zatrzymał się na chwilę i odetchnął głęboko. Chłopak siedział do niego tyłem.
- "No tak, to ja mam klucze" - pomyślał i przeklął pod nosem. Podszedł, powoli wchodząc po małych schodkach i spojrzał na niebieskookiego, który automatycznie zmarszczył brwi i wstał, nie odzywając się ani słowem. Brunet przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi szeroko, czekając aż blondyn wejdzie do środka. Ten bez zbędnych dyskusji wszedł do posesji, ściągnął buty i ruszył na górę. Czarnowłosy zrobił to samo tylko w spokoju i poszedł do kuchni, kładąc na stole zakup. Wstawił wodę i oparł się o blat, obmyślając strategię. Wiedział, że nie powinien oczekiwać przeprosin od Uzumakiego, bo to on zawinił. Gorzej było wymyślić coś, dzięki czemu chłopak mu wybaczy.
Zalał dwa kubki z kawą i postawił je na stole. Mimo, że strategii nie posiadał w dalszym ciągu, postanowił zrobić krok. W końcu aby coś zyskać trzeba próbować. Nic nie robieniem, niczego się nie osiągnie.To była jego dewiza na...chwilę obecną. Stanął więc przy schodach i zawołał chłopaka, który jak się spodziewał, nie kwapił się z odzewem. Ponowił próbę...kilka razy, aż chłopak się w końcu pokazał. Niebieskooki chcąc, a raczej nie chcąc, zszedł na dół i stanął przy schodach, na przeciwko bruneta.
- Możemy porozmawiać? - zapytał z nadzieją na brak jakiejś ostrej riposty.
- Teraz to chcesz rozmawiać, tak? A wcześniej to bez słowa wyjaśnień wyrzuciłeś mnie z samochodu - syknął, patrząc nieprzychylnie na czarnookiego. - Tak bardzo przeraziła Cię perspektywa spania na kanapie? Bo jeżeli chodzi Ci tylko o to, żeby utargować sobie miejsce w moim łóżku, to lepiej spasuj już teraz - burknął złośliwie, czekając na to co chłopak ma do powiedzenia.
- Chciałem Cię przeprosić - powiedział z beznamiętnym wyrazem twarzy, za którym starał się schować złość za słowa blondyna i po prostu t przeboleć.
- Ostatnio robisz to tak często, że to słowo straciło na wartości - powiedział cynicznie, kierując się do kuchni - I nawet kawę zrobiłeś - uniósł brwi, kiwając głową z udawanym uznaniem. Usiadł przy stole i czekał aż Uchiha zrobi to samo. Brunet podszedł i usiadł po przeciwnej stronie stołu.
- Mimo wszystko i tak chcę Cię przeprosić - powiedział patrząc w niebieskie oczy
- Mimo wszystko? Czyli co? Przepraszasz mnie tylko dlatego, żeby był spokój?
- Przecież wiesz, że nie to miałem na myśli. Mimo tego, że moje przepraszam nie ma wartości to i tak chciałem to zrobić - powiedział zdecydowanie, na co chłopak kiwnął głową i upił łyk kawy. Czarnowłosy westchnął i oparł się o oparcie. - Posunąłem się za daleko. Powinienem raczej powiedzieć co myślę o tym, co powiedziałeś o mnie, a nie chcieć Ci to uświadamiać w czynach, przepraszam - spojrzał na blondyna, który teraz patrzył prosto na niego.
- Więc co powiedziałem takiego, co zmusiło Cię do wyrzucenia mnie z samochodu?
- Stwierdziłeś, że interesuję się tylko swoim dobrem, a to nie jest prawda - westchnął
- Gdybyś mnie nie wyrzucił z auta to byś zapewne wiedział, że nie o to mi chodziło - pochylił się lekko nad stołem, obejmując obiema dłońmi kubek.
- To co miałeś na myśli, mówiąc, że interesuje mnie tylko mój własny tyłek? - zapytał zrezygnowany, że znów jego interpretacje były mylne. Co zdarzało się ostatnio coraz częściej.
- Chodziło mi o sytuację Twojego brata, o to, że on jest osobą, która obchodzi dobro świata, a Ty nie bierzesz w tym większego udziału. Owszem, mogło Cię to obrazić, nawet miało...- zaśmiał się i oparł na łokciach - Miałeś po prostu spojrzeć na to z innej perspektywy, a nie wyolbrzymiać do rozmiarów wieży Eiffela - dodał
- Poczułem się tak, jakby moje starania były gówno warte, a przecież tak bardzo się zmieniłem od kiedy Cię poznałem - westchnął
- Wielu ludzi ma w dupie to co się dzieje na świecie, jeżeli nie dotyczy to ich bliskich albo ich samych, ale oni z tego powodu nie zostawiają ludzi na ulicy bez pieniędzy i dokumentów! - burknął wyraźnie wciąż zły na metody bruneta. - Jeżeli chciałeś mi uświadomić jak bardzo Cię to zraniło, to mogłeś to zrobić w taki sposób jak teraz, poprzez rozmowę. Przecież nie jestem idiotą - warknął
- Jak wróciłeś do domu? - zapytał zmieszany
- Podwiozła mnie mama Nary, ale co z tego jak musiałem prawie godzinę gnić na werandzie? I nie zmieniaj tematu!
- Przepraszam! Ile razy mam Ci to jeszcze powtórzyć abyś mi wybaczył? - zapytał marszcząc brwi.
- Nie wiem, może raz, ale z wyrazem twarzy, który zgadzałby się z tym co mówisz? - zapytał z żalem, a dwie grafitowe tęczówki spojrzały na niego pełne skruchy. Blondyn westchnął odwracając głowę w stronę okna jakby coś rozważając. - Ale i tak śpisz dzisiaj na kanapie...w ramach pokuty - uśmiechnął się lekko lecz z rezerwą. Wiśniowe usta natomiast wygięły się wyraźnie i już po chwili odnalazły swe miejsce na opalonym policzku. Sekundę później zgrabny tyłek kapitana, opadł z powrotem na krzesło.
- Dziękuję - uśmiechnął się jeszcze raz, patrząc w niebieskie oczy.
- Sasuke, ja lubię tego egoistycznego dupka, jakim jesteś, nie chcę żebyś to zmieniał. Ale nie jesteś osobą, która najpierw robi, a później myśli, więc co tak naprawdę chciałeś osiągnąć wyrzucając mnie z auta? - zapytał podejrzliwie.
- Chciałem Ci pokazać jak postępuje osoba, która ma wszystko w dupie - powiedział i podrapał się w głowę. Uzumaki pochylił się nad stołem i złapał chłopaka za przód bluzki.
- Zrób to jeszcze raz, a Twoje posłanie znajdzie się na werandzie - wyszeptał ze słodkim uśmiechem na ustach, po czym lekko musnął wargi bruneta, który znalazł się w lekkim szoku.
- Dla kogo to? - zapytał wskazując zapakowane papierem ozdobnym, pudełko.
- Ekhmm...Dla Ciebie - odchrząknął, wyrywając się z tego przejściowego stanu niemocy.
- Dwa prezenty w ciągu jednego dnia? - zapytał unosząc brwi i zaczął odwiązywać wstążkę.
- Pomyślałem, że teraz może Ci się przydać - powiedział nim blondyn zdążył odwinąć papier.
- Dziękuję - czarnooki uśmiechnął się lekko na widok dwóch zaskoczonych, ale i rozczulonych takim podarunkiem, oczu.
Złotowłosy pochylił się i przyciskając ramkę na zdjęcia do klatki piersiowej, złożył czuł pocałunek na wargach bruneta. Po chwili blada dłoń zmusiła go do wstania i pociągnęła na swoje kolana
- Podoba Ci się? - zapytał odbierając z jego rąk, półprzeźroczystą, kryształową ramkę ze szmaragdowym paskiem widniejącym po jej prawej stronie, przechodzącym od góry do dołu.
- Jest...śliczna - westchnął, obejmując jego szyję jedną ręką - Ale i tak śpisz dzisiaj na kanapie - uśmiechnął się wrednie.
- Nie śmiem polemizować - pocałował go w szyję, uśmiechając się pod nosem.

- Jutro jest trening - mruknął, opierając brodę na czubku głowy bruneta.
- Wiem, trzeba się jeszcze pouczyć do egzaminów i dowiedzieć się kiedy możemy zaliczyć dzisiejszy - westchnął, głaszcząc go po plecach
- Mam notatki od Shikamaru...ale nie wiem czy się nimi z Tobą podzielę - powiedział udając zastanowienie.
- Czy jest coś co muszę zrobić abyś rozważył pozytywnie swój dylemat? - zapytał unosząc głowę i patrząc w niebieskie tęczówki.
- Myślę, że...- powiedział, odkładając ramkę na stół i pochylając się w kierunku jego ucha -...jest coś co możesz zrobić - wyszeptał i wstał kierując się do wyjścia z kuchni.
Czarne oczy śledziły jego sylwetkę, która chwilę później zniknęła z ścianą, a kroki ustały. Wstał z krzesła i w tym samym momencie zza ściany wyłoniła się opalona ręka, trzymająca definitywnie, jeszcze tak niedawno temu znajdującą się na ciele blondyna, koszulkę.
Brunet uśmiechnął się cwanie pod nosem i ruszył w tamtym kierunku, podnosząc po drodze bluzkę leżącą na ziemi, to samo robiąc z kolejnymi rzeczami napotkanymi na swojej trasie. Ostatnia rzecz jaką podniósł znajdowała się przed drzwiami łazienki i nosiła nazwę "bokserki". Jego uśmiech się powiększył i wślizgnął się do pomieszczenia, także już pozbawiony odzienia, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do kabiny, w której leciała już woda, a przez nie do końca zaparowaną szybę widać był sylwetkę blondyna. Rozsunął drzwi dołączając do chłopaka. Objął go delikatnie w pasie zostawiając mokry ślad po pocałunku na jego karku. Wyłapał na jego twarzy uśmiech zadowolenia.
- Myślałem, że nie miałeś ochoty - mruknął, przygryzając jego ucho
- Jakoś mnie naszło, poza tym po dzisiejszym dniu potrzebuję się zrelaksować - odparł odwracając się przodem do czarnowłosego - Uważaj tylko na mój opatrunek - mruknął i pocałował go, lekko, niespiesznie w usta.
- Czy to jedyne ograniczenie? - zapytał zmysłowo i zjechał powoli dłońmi na jego pośladki, a w odpowiedzi usłyszał tylko ciche westchnięcie i dostał kiwnięcie głową. Chwilę później zatopił się w morelowych wargach, unosząc go i zmuszając do splecenia nóg na jego plecach.  Odwrócił się i błyskawicznie oparł go o ścianę. Zimne kafelki zetknęły się rozgrzaną skórą, opalonych pleców, a z ust wydarło się sapnięcie. Pocałunek z każdą chwilą się pogłębiał, a palce bruneta zapuszczały się w coraz to dalsze zakamarki. Blondyn wciągnął głęboko powietrze gdy jeden z nich wdarł się do jego wnętrza, przedostając się powoli przez zaciśnięte mięśnie. Jego oddech stał się cięższy kiedy dołączyły do niego kolejne dwa palce, rozciągając odpowiednio.  Usta czarnookiego zabłądziły gdzieś na jego szyi, a druga ręka pieściła sutki.
- Co chcesz żebym teraz zrobił? - zapytał seksownie, jak tylko niebieskooki zaczął poruszać niecierpliwie biodrami.
- Chcesz żebym...Ci powiedział? - wyjęczał, trzymając się mocno szyi kochanka i patrząc mu w oczy.
- Tak...chcę to od Ciebie usłyszeć...wyraźnie - szepnął w jego usta, zawieszając sobie jego nogę na zgiętej w łokciu ręce.
- Wejdź we...mnie - wystękał, patrząc intensywnie w grafitowe tęczówki - Głęboko - wyszeptał w usta i zatopił się w nich gdy tylko poczuł w sobie pulsującą męskość. Automatycznie zacisnął mięśnie, wywołując jęk u bruneta, po czym pozwolił mu na dalszą penetrację rozluźniając się powoli i rozkoszując intensywnością doznania.
Co chwila wzdychał cicho, oddychając coraz płycej. Z trudnością utrzymywał nogę na biodrze Uchihy, przekładając siłę na ręce. Czarnowłosy czując, że spełnienie jest blisko, sięgnął dłonią do uwięzionej między ich brzuchami, erekcji. Złapał ją mocno i zaczął powoli poruszać ręką, w tym samym czasie pogłębiając ruchy bioder i próbując dotrzeć do czułego punktu w ciele Uzumakiego. Chłopak oddychał coraz bardziej spazmatycznie, poddając się całkowicie bladym dłoniom, zwłaszcza tej jednej, która zaczęła szybciej poruszać się na jego męskości, doprowadzając go do szaleństwa.
- Nn...Tak! - sapnął z desperacją próbując utrzymać się na kochanku - Sasuke...głębiej - wydyszał, patrząc zamglonymi oczami na bruneta. ten uśmiechnął się kątem warg i pogłębił swoje ruchy, czyniąc je także silniejszymi
- Naruto...moja ręka...już...- wysapał z trudnością i postanowił przyspieszyć tępo.
Chwilę później poczuł zaciskające się mięśnie, a na dłoni nasienie kochanka. Pocałował go mocno, poruszając się w nim chaotycznie. Sam doszedł rozlewając się w nim i oddychając płytko. Dopiero teraz poczuł zaciśnięte palce na jego ramionach i ciepły, nierównomierny oddech w okolicach szyi. Puścił jego nogę i zjechał po kafelkach, klękając, tym samym pozwalając Uzumakiemu usiąść na nim okrakiem i się rozluźnić.
Wysunął się z niego i odetchnął głęboko opierając swoje czoło na jego czole. Przypatrywał się długim rzęsom, które były zwieńczeniem powiek, zakrywających tęczówki. Po chwili uniosły się ukazując przepiękny, zamglony lazur.
- Ręka mi zdrętwiała - westchnął - Myślałem, że Cię upuszczę - zaśmiał się, a w ślad za nim poszedł blondyn.
- Chyba mi się ostatnio...przytyło - zachichotał i pocałował go lekko, chowając się w jego szyi.

1 komentarz:

  1. Coś mi się wydaje, że lubisz, jak Sasuke jest winny i przeprasza Naru :d hehe.
    A ta akcja.. myślałam, że Uchiha nie wyrzuci Blondaska.. fajnie, fajnie

    OdpowiedzUsuń