poniedziałek, 27 grudnia 2010

Epizod 48

Po gabinecie rozniosło się niezbyt głośnie pukanie. Jednak wystarczające, aby oderwać długowłosego bruneta od pracy. Podniósł się z krzesła i podszedł powoli do drzwi łapiąc za klamkę. 
- Przecież wiesz, że nie musisz pukać - mruknął z uśmiechem, nie odrywając wzroku od kartki papieru, którą trzymał w ręku. Odwracając się, ruszył z powrotem w stronę biurka. 
- Myślałem, że nie lubisz jak ci się przeszkadza w pracy - mruknął młodszy z braci, niepewnie wchodząc do pokoju i zamykając za sobą drzwi. Momentalnie starszy Uchiha zatrzymał się i odwrócił w stronę przybysza. Na jego twarzy malowało się głębokie zdziwienie. Był on najmniej spodziewaną osobą w tym momencie. 

- Co tu robisz? - zapytał odkładając papier na biurko i spoglądając wyczekująco na gościa. Był pewien, że Sasuke przez najbliższy czas się nie zjawi. Po tym co się stało, wydawało mu się, że już się do niego nie odezwie. Nie licząc tego, że zapewne po przeczytaniu książki, przyjdzie i rzuci mu nią w twarz. 
 - Potrzebuję samochodu i przyszedłem się zapytać czy pożyczysz mi kluczyki - powiedział bez ogródek i z rękami w kieszeniach, oparł się o drzwi. 
- Nie musisz pytać, leżą tam gdzie zawsze - odparł wgapiając się w biurko. 
- Dzięki - rzucił tylko młodszy z braci i nacisnął na klamkę. 
- Sasuke? Możemy porozmawiać? - długowłosy podszedł do niego szybko, zatrzymując ręką i patrząc intensywnie. 
 - Nie wydaje mi się, żeby to była odpowiednia chwila - rzekł odwracając głowę - Ja jeszcze nie chcę o tym mówić, to za szybko, zrozum - powiedział spoglądając na jego rękę, z niemą prośbą o jej zabranie.
 - Ach tak, nie ma sprawy - pisarz momentalnie cofnął dłoń prowadząc ją do swojego karku i pocierając go niezgrabnie - Rozumiem - uśmiechnął się oszczędnie i skierował się z powrotem do biurka. 
- Itachi? Mogę zadać ci pytanie? - zapytał chwile wahając się, ale zdecydował odwrócić się w jego stronę. Brat skierował na niego wzrok i nie do końca pewien, kiwnął głową, powalając młodszemu kontynuować - Bo widzisz ja czytałem twoją książkę. Chcę żebyś odpowiedział szczerze, czy naprawdę napisałeś ją z jego powodu? - zapytał zaciskając dłonie w kieszeniach, wyczekując odpowiedzi. Itachi westchnął, odwracając się przodem do brata. 
- Nigdy nie powiedziałem, że napisałem ją z jego powodu - odparł wzdychając głośno i opierając się o krzesło - On był moim natchnieniem, na podstawie jego przeżyć postanowiłem ją napisać ale nie jest powodem, powodem są ludzie - dodał patrząc w czarne oczy - Chcę im ukazać prawdziwy świat, który nie zawsze jest taki kolorowy jak nam się wydaje, pokazać cierpienie i wyrzeczenia ludzi walczących ze stereotypami, z przeciwnościami losu i z dyskryminacją. To nie jest takie sobie moje widzi mi się, Sasuke - spojrzał ostro w oczy brata - Nie napisałem tej książki żeby zrobić ci na złość, a już na pewno nie po to aby wystawić cię na pośmiewisko - jego spojrzenie złagodniało.  
- Więc on naprawdę jest dla ciebie tylko jednym z wielu? - zapytał, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia. 
- Owszem, jest jedną z wielu osób, która musiała żyć w tym całym syfie, który chciałem pokazać ludziom, ale dla mnie jest kimś więcej - powiedział posyłając mu uśmiech pełen ciepła i jakiejś takiej nostalgii. 
- Kim?  
- Kimś kogo pokochałem - odparł siadając na krześle - Czy jest coś, o co chciałbyś jeszcze zapytać? - spojrzał wyczekująco, a w odpowiedzi dostał tylko krótkie "nie". Po chwili został w pokoju zupełnie sam.
***

Niebieskooki stał w oczekiwaniu na odpowiedź. Zastanawiał się czy takie pytanie nie jest zbyt bezpośrednie i czy w ogóle ma prawo, by o to pytać. Nie chciał być wścibski, chciał tylko lepiej zrozumieć całą sytuację. Wpatrywał się więc w złotookiego, który wyraźnie uciekał wzrokiem.
- Nie musisz odpowiadać, nie chciałem być wścibski - uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Nie, to nie to, tylko...- westchnął wyłamując sobie palce i patrząc zagubionym wzrokiem w podłogę - Tylko ja sam nie wiem...czy coś do niego czuję - wypuścił głośno powietrze i schował twarz w dłoniach.
Wyglądał na strasznie zagubionego w tym wszystkim. Blondyn westchnął i usiadł koło niego, klepiąc lekko po plecach by dodać mu otuchy
- Nie martw się tym tak bardzo - uśmiechnął się delikatnie - Wiem ile przeszedłeś i musiało być ci ciężko, wiem też jak trudno jest znów zacząć ufać ludziom - dodał patrząc na niego ciepło.
- Chodzi o to, że to wszystko stało się tak nagle, he he...- zaśmiał się podnosząc głowę - Może brzmieć dziwnie, że minione dwa lata nazywam "nagłym" zwrotem akcji, ale nie spodziewałem się, że to się tak potoczy. Na początku traktowałem go jak każdego innego klienta, tyle, że w porównaniu do innych...jego interesowały moje uczucia. No, a później jakoś potoczyło się tak, że większość naszych spotkań zaczynała i kończyła się na rozmowie - uśmiechnął się i odchylił na oparcie - Tylko na rozmowie, co w jakiś sposób mnie uszczęśliwiało. Mój tydzień polegał na tym aby zrobić to co należy do moich obowiązków, aby dni minęły jak najszybciej i znów przyszła sobota - chłopak założył ręce za głowę i spojrzał w sufit - Wtedy przychodził on i tylko to mnie interesowało. Uczucie, że komuś na tobie zależy... nie wiedziałem, że może być takie miłe. Najgorsze było to, że był jednym z tych ludzi, którzy mi płacą i pomimo tego, że większość naszych spotkań obywała się bez seksu, dalej czułem się jak dziwka, bo nadal dawał mi pieniądze - spojrzał na siedzącego obok blondyna. - Dlatego też nigdy nie pomyślałem, że w tej chwili będą robił to co robię teraz. Nigdy nawet o tym nie marzyłem. Naprawdę jestem wdzięczny mu za to, że wyciągnął mnie z tego bagna, które nazywałem życiem, ale wiem, że taki ktoś jak ja nie jest w stanie zapewnić mu tego na co zasługuje - wypuścił powietrze, spuszczając głowę w dół. - Dlatego nie powinienem się przywiązywać do tego życia, nie mam prawa stawać między nim, a jego bratem...Nie ja - zakończył, wstając z sofy i kierując się na piętro
- Myślę, że Itachi jest teraz bardzo szczęśliwy - Naruto oparł się o oparcie z delikatnym uśmiechem
- Skąd wiesz? - zapytał Nugato zatrzymując się
- Bo ma kogoś takiego jak ty - na twarz złotookiego wpłynął niepewny uśmiech i znów skierował się w stronę pietra. Odwracając się natrafił jednak na przeszkodę, w postaci młodszego Uchihy.
- Przepraszam - niemal wyszeptał i spuścił głowę, kłaniając się lekko i wymijając go, wbiegł szybko po schodach.
- A ty co taki rozanielony? - zapytał czarnowłosy stając w wejściu do salonu i machając kluczykami w górze.
- Cieszę się, że cię widzę - zamruczał podchodząc do bruneta i całując w szyję. Ten objął go lekko ręką, kierując się w stronę drzwi.
- Ta jaaasne - mruknął niezbyt usatysfakcjonowany odpowiedzią i przepuszczając blondyna w drzwiach, wyszedł z posiadłości Uchihów.

***

- Sasuke! Ty chcesz mnie wyprowadzić z równowagi, prawda? Już jeden wypadek miałem dzisiaj, zwolnij do cholery! Nie mam zamiaru drugi raz odwiedzać szpitala! - awanturował się niebieskooki, prawie wbity w siedzenie pasażera.
- Czy ty nie przesadzasz aby? - zapytał całkiem spokojnie czarnowłosy, u którego na liczniku wskaźnik zatrzymał się przy liczbie 110 km/h. Spojrzał kątem oka na na zezłoszczoną twarz niebieskookiego i westchnął. Zmienił bieg zwalniając do 80 km/h - Może być? - zapytał uśmiechając się i głaszcząc blondyna po udzie. Ten kiwnął głową i rozluźnił się, czując bardziej bezpiecznie.
- Rozmawiałem z Kyoushim - westchnął niebieskooki, a na jego twarz wpłynął uśmiech. Złapał lekko dłoń bruneta, spoczywającą na jego nodze i splótł z nią palce. Spojrzał uważnie na profil kochanka. Przez bladą twarz przebiegło zainteresowanie tematem, ale starał się tego nie okazywać. Złotowłosy wiedząc, że czarnooki nie pociągnie go za język, kontynuował - Myślę, że będą naprawdę szczęśliwi - dokończył, uśmiechając się szeroko. Brunet zabrał dłoń i położył na kierownicy, prychając pod nosem. - I znowu to robisz - burknął Uzumaki, opierając głowę na dłoni.
- Co robię? - zapytał, zatrzymując się na światłach i patrząc na blondyna.
- Prychasz na wszystko co jest związane ze związkiem twojego brata? - bardziej stwierdził
- Znowu chcesz się o to kłócić? - zapytał zirytowany i ruszył gwałtownie.
- Zacznij reagować dojrzale, to nie będziemy się o to kłócić - warknął złoszcząc się o ponowne przyspieszenie - Możesz zwolnić?
- Nie - burknął, skręcając w prawo i podjeżdżając pod niewielki, zadbany domek. Wyjął kluczyki ze stacyjki i odpiął pasy, chcąc wysiąść z samochodu. Ręka blondyna jednak mu na to nie pozwoliła - No co? - spojrzał na Uzumakiego, na powrót siadając.
- Może skończymy rozmowę, co? - powiedział bardziej rozkazując, niż prosząc. Brunet przewrócił oczami i zamknął drzwi
- Wydaje mi się, że nie rozwinęliśmy żadnego tematu - odparł zjeżdżając nieco w siedzeniu i zakładając ręce na piersi.
- To źle ci się wydaje...Nie uważasz, że powinieneś w końcu zacząć poważnie traktować wybór Twojego brata? - zapytał odwracając się bardziej w jego stronę
- A co? Uważasz, że nie traktuję tego poważnie? - warknął patrząc na niebieskookiego - Po prostu to wydaje mi się absurdalne! Dlaczego nie mógł zostać przy tych cholernych kryminałach?! Zachciało mu się zmieniać świat, też mi coś - syknął, uderzając dłonią o deskę rozdzielczą
- Widzisz, nie każdego interesuje tylko własny tyłek - burknął odwracając głowę
- A-acha, nie no skoro tak myślisz, to ok - powiedział przywołując na twarz beznamiętny wyraz. Pochylił się w jego stronę i przekładając przez niego rękę, otworzył drzwi. - Wysiadaj - rzekł spokojnie, a blondyn spojrzał na niego zaskoczony.- Chyba żartujesz? - jego zdziwienie wzrosło i teraz spoglądał na niego jakby zobaczył kosmitę
- A czy tak wyglądam? - spojrzał niesamowicie chłodno w szeroko otwarte oczy
- Nie mam przy sobie dokumentów, jak niby mam wrócić do domu? - zapytał z niedowierzaniem
- Nie interesuje mnie to, wysiadaj - brunet był nieustępliwy. Wiedział, że to szczyt chamstwa i zapewne Naruto się do niego nie odezwie, ale chciał mu pokazać w czynach to, co sądzi o nim blondyn.
Niebieskie oczy spojrzały na niego pełnie żalu i rozczarowania. Odpiął pasy i zawahał się jeszcze przez chwilę, po czym wysiadł z samochodu.
- Jesteś największym dupkiem jakiego znam - syknął, pochylając się jeszcze i zaglądając do środka. - Nie wiem, skąd weźmiesz materiały - westchnął i już chciał się wyprostować. - Acha, jeszcze jedno, śpisz na kanapie - powiedział nim zamknął drzwi i ruszył w stronę posiadłości, klnąc pod nosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz