poniedziałek, 27 grudnia 2010

Epizod 45

Otworzył oczy gdy po raz kolejny zapomniał o zsunięciu zasłon, co zaowocowało rażącą pobudką. W ciągu kolejnych pięciu sekund jego mózg zaczął kojarzyć fakty z poprzedniego wieczora. Zamknął oczy z postanowieniem zostania w łóżku. Nawet nie pofatygował się spojrzeć w bok. Nie chciał wiedzieć czy osoba, z którą się pokłócił znajduje się w łóżku, czy już dawno się zmyła aby uniknąć z nim konfrontacji.
Nie dane mu jednak było wylegiwać się i mieć wszystko w dupie. Do jego uszu dobiegł dźwięk budzika, a usta wykrzywiły się w niezadowoleniu. Ręka powędrowała do telefonu aby wyłączyć irytującą melodyjkę po czym opadła na twarz, zasłaniając oczy. Wziął głęboki wdech, a powietrze zostało w płucach gdy obok siebie wyczuł poruszenie.
Wypuścił powietrze powoli, starając się nie wydać z siebie żadnego głosu. Oczy miał szeroko otwarte, wpatrujące się w rękę, która wciąż leżała na twarzy. Spiął wszystkie mięśnie, oddychając płytko. Po chwili ruch ustał, a do uszu dobiegło niewyraźne mamrotanie, zdradzające stan rzeczy. Wyraźnie się rozluźnił dochodząc do wniosku, że melodia nie obudziła towarzysza. Ostrożnie wysunął się spod pościeli i usiadł na skraju oglądając się lekko za siebie. Jedyne co dostrzegł to roztrzepane wśród złotego brokatu, czarne kosmyki i nagie plecy. Wstał pośpiesznie i łapiąc komórkę wyszedł cicho, zabierając swoje rzeczy.
Dopiero na dole rozluźnił się całkowicie i wziął kilka głębszych oddechów. Wszedł do łazienki, w której zazwyczaj nie bywał. Białe wnętrze poraziło go po wciąż zaspanych oczach. Przetarł je mocno i postanowił wziąć szybki prysznic co dobrym posunięciem się nie okazało, gdy po skończonej kąpieli nadszedł czas na osuszenie się. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu ręcznika, jakiegokolwiek. Nie znalazł.
Warknął głośno i przeklął kilka razy pod nosem. Usiadł na brzegu dużej wanny obmyślając kolejne posunięcia. Aby się wytrzeć musiałby wejść na piętro, gdzie znajdowały się czyste ręczniki. Żeby było śmieszniej, wszystkie. No tak nie pomyślał wcześniej nawet o korzystaniu z tej łazienki. Łazienka na górze okazała się wygodniejszym rozwiązaniem, co też przyczyniło się do diagnozy, że dolna jest nie do użytku.
- No tak, bo po co mi dwie? – zapytał cynicznie i założył szybko spodnie dresowe na mokre ciało. Zdecydowanie niewygodne rozwiązanie, na szczęście tymczasowe. Wziął ciuchy i szybkim krokiem skierował się na schody. Wszedł pośpiesznie nie zwracając na odgłosy towarzyszące wbieganiu. Klapnięcie z głuchym echem niejednokrotnie poniosło się po domu, docierając także do sypialni, w której kolejna osoba idąc za przykładem, obudziła się.
Wskoczył pospiesznie do łazienki zamykając drzwi i wziął suchy ręcznik. Wytarł się po czym ubrał i ułożył potargane włosy. W zasadzie to zaserwował nieład w drugą stronę. Nie zważając już na to czy hałasuje czy też nie, otworzył szeroko drzwi omal nie doprowadzając do wypadku. Na szczęście refleks i wyćwiczone ramiona na coś się przydały. Pociągnął bruneta który odruchowo wyciągnął przed siebie ręce i wpadł do otwartej łazienki. Gdyby nie to, czarnooki z pewnością spadłby ze schodów.
Teraz to wyglądało trochę inaczej. Owszem Uchiha leżał, ale nie piętro niżej i nie na dole, a raczej u góry, a lądowanie też miał dosyć miękkie. W przeciwieństwie do Naruto, który po drodze uderzył głową w futrynę. Jak to się mówi? Wypadki chodzą po ludziach?
Może nie po wszystkich ale dla blondyna mogłaby to być codzienność. Niestety tak do bólu, jak do wypadków nie mógłby się przyzwyczaić. Teraz głowa pulsowała mu tępym bólem, a oczy zaciskał odruchowo, nie puszczając jednak bruneta, po chwili jednak zreflektował i rozluźnił palce puszczając chłopaka. Mimo wszystko nie podniósł się z ziemi, wolną już ręką złapał się za potylicę i uchylił jedno oko. Usiadł i odetchnął głęboko, otwierając drugie.
- Wszystko w porządku? – zapytał z troską brunet, klęcząc przed nim. Chłopak podniósł głowę, a niebieskie tęczówki spojrzały na bladą, lekko zamazaną, twarz chłopaka.
- Nie, nie jest w porządku – burknął pod nosem z zamiarem podniesienia się.
- Boli Cię? – zwrócił wzrok na rękę blondyna i podniósł swoją, automatycznie kierując ją do głowy chłopaka.
- Tak, boli – powiedział odtrącając zbliżającą się dłoń – Boli mnie to, że nie powiedziałeś wczoraj ani słowa jak wróciłeś do domu! I to, że wciąż traktujesz mnie z rezerwą! I to, że masz gdzieś to czy się o Ciebie martwię czy też nie! – wyrzucał z siebie po kolei powoli się podnosząc. Złapał się umywalki stając już prosto – A najbardziej boli mnie to, że obwiniasz mnie o swoje uczucia! – dodał na koniec puszczając się umywalki i wycelował palcem w klatkę piersiową bruneta.
Niefortunnie jednak zamroczyło go na chwile przez co stracił równowagę opadając w przód. Silne ramiona podtrzymały go, a opalone dłonie wsparły się na nagim torsie kochanka.
- Nic Ci nie jest?
- Trochę zakręciło mi się w głowie – powiedział oddychając płytko, starając się przywrócił do regularnych uderzeń serca. Zamrugał oczami i stanął o własnych siłach odrywając ręce od bruneta. Zamrugał jeszcze raz kontemplując obraz malujący się przed nim. Mianowicie na bladej skórze bardzo wyraźnie odznaczała się krew. Spojrzał na rękę, na której także znajdowała się szkarłatna ciecz.
- Krwawisz – powiedział z zaskoczeniem czarnooki i złapał jego dłoń.
- Zauważyłem – sarknął Uzumaki i dał się odwrócić tyłem do chłopaka.
- Masz rozciętą głowę. Zadzwonię po karetkę – stwierdził łapiąc go w pasie i nie słuchając żadnych sprzeciwów, zaniósł do sypialni. Posadził na łóżku i wziął do ręki swój telefon.
- Zwariowałeś, nie rób z tego afery to tylko mała ranka – powiedział próbując odwieźć go od tego absurdalnego pomysłu.
- Ta mała ranka nadaje się do szycia, a krwawi jakby Ci co najmniej palec ucięli – warknął wybierając numer pogotowia – Poza tym możesz mieć wstrząśnienie mózgu, skoro uderzenie rozcięło Ci skórę – wywnioskował czekając na wolną linię – Zajęte – poinformował i poszedł do łazienki, by po chwili powrócić z ręcznikiem
- Potem jeszcze uderzyłem o kafelki – mruknął gdy czarnowłosy zatamował mu krew, przykładając materiał.
- No właśnie – skomentował ponownie wybierając numer i łącząc się z pogotowiem. Po chwili karetka była już w drodze. – Jesteś beznadziejny – mruknął uśmiechając się lekko i usiadł koło blondyna.
- He he, dobrze wiedzieć – mruknął niemrawo – Mogę wiedzieć dlaczego? – zapytał śmiejąc się i spojrzał na kochanka
- Wyciągasz ze mnie to co zawsze staram się ukryć – spojrzał intensywnie w niebieskie oczy.
- Więc to raczej jest jakiś dar – mruknął – Szkoda byłoby z niego nie korzystać – westchnął ciężko
- Postanowiłem nie pozbawiać Cię tej przyjemności – szepnął mu do ucha na co ten zareagował zaskoczoną miną – Zawsze potrafisz nazwać emocje, które ukrywam, a które są ważną częścią życia. Może do tej pory nie mojego, ale myślę, że właśnie nadszedł czas by to zmienić
- Ale to znaczy, że będę Ci grzebał w mózgu i wywyższał się swoją filozofią, nie przeszkadza Ci to? – zapytał zdziwiony
- Pewnie będzie, pokłócimy się nie raz ale w końcu stanę się człowiekiem – westchnął głaszcząc go po biodrze
- A kim niby jesteś teraz? Zombie? – zapytał prychając śmiechem
- Coś w ten deseń – zaśmiał się – Chcę, żebyś dzięki temu poczuł do mnie to, co ja czuję do Ciebie – powiedział z powagą i spojrzał w oczy. Oczy czekające na kontynuację, chcące usłyszeć to czego usta nie były jeszcze gotowe wypowiedzieć.
- A co do mnie czujesz? – zapytał szeptem
- Jeszcze nie mogę Ci tego zdradzić – wymruczał tajemniczo przy zbliżających się dźwiękach syren.
- A skąd wiesz czy ja nie czuję tego samego? – zapytał owiewając jego ucho ciepłym oddechem.
- Nie wiem, niech to pozostanie na razie Twoja tajemnicą – mruknął całując go lekko i mimo protestów wziął na ręce, wydając przy tym bliżej nieokreślony dźwięk – Przytyłeś? – zapytał z kpiną, która wróciła na swoje miejsce.
- No wiesz, jak śmiesz, powiem o wszystkim przyjaciółkom – naburmuszył się i odwrócił ostentacyjnie głowę. Uchiha postawił go dopiero przed drzwiami frontowymi, otwierając sanitariuszom, którzy bez zbędnych czynności zaprowadzili blondyna do karetki
- Jadę z Tobą – uśmiechnął się brunet
- Jasne – uznał blondyn
- Czy jest pan z rodziny? – zapytał pielęgniarz
- A czy to ma jakieś znaczenie? – zapytał z niezrozumieniem
- Ależ i owszem, jeżeli nie są panowie spokrewnieni nie może pan jechać – powiedział z pewnością siebie, na oko dwudziestopięcioletni, szatyn.
- Więc jestem z rodziny – odpowiedział równie pewnie co mężczyzna.
- Czy ma pan jakieś dokumenty…
- A czy pan ma za dużo czasu? On musi jechać do szpitala – powiedział stanowczo Uchiha na co niebieskooki parsknął śmiechem po chwili próbując go stłumić. Nie za bardzo mu to jednak wychodziło i wciąż chichotał pod nosem, do czego przyłączył się także nieśmiały chichot drugiego pielęgniarza.
- Nic mu nie będzie
- Skąd pan wie? Jest pan lekarzem? – zapytał cynicznie brunet.
- Nie, ale…
- Skoro pan nie jest lekarzem to proszę robić to co do pana należy. I choćby pan na głowie stanął jadę tą karetką
- Nie może pan…
- Sasuke, chodź już – zawołał zniecierpliwiony Uzumaki czekając aż chłopak podejdzie i wsiądzie do karetki.
- Ale…!
- Oj daj już spokój i wsiadaj za kierownicę – ponaglił go pielęgniarz zajmujący się blondynem
- Dzięki – mruknął Uchiha wsiadając i sadowiąc się koło niebieskookiego. Ten bezceremonialnie złapał go za rękę wciąż się podśmiewając.
- Co Cię tak śmieszy? – zapytał ponuro utrzymując poważną minę.
- Twoja mała konwersacja, aż tak się o mnie martwisz? – zapytał z szerokim uśmiechem ni zwracając uwagi na sanitariusza, który znajdował się z nimi, zajmując się rozcięciem na głowie blondyna. Ten syknął lekko ale po chwili znów wstąpił mu na twarz uśmiech.
- Chciałbyś – burknął
- Właśnie, czy będzie potrzebny numer ubezpieczenia? – zapytał mężczyzny ale wciąż patrzał na bruneta
- Jeżeli jest pan ubezpieczony, pański numer będzie widniał w bazie danych. Jeżeli natomiast nie albo nie będzie miał pan miał zabiegu bądź będzie pan musiał za niego zapłacić – odpowiedział zawijając szybko bandaż.
- Jesteś ubezpieczony? – zapytał Sasuke
- Tak,gdzieś tam są jakieś papierzyska – westchnął – A jeżeli zmieniłem niedawno miejsce zamieszkania to czy macie może dostęp do danych z Okinawy? – zapytał podnosząc do góry jedną brew.
- Owszem, jeżeli figuruje pan w komputerze to na pewno, jeżeli nie…
- To zapłacę – stwierdził – Nie chcę Cię wysyłać po głupi papierek – skierował słowa do Sasuke, który uśmiechnął się lekko
- To są panowie spokrewnieni? Niestety muszę wypełnić formularz – westchnął pokazując im kartkę.
- Nie jesteśmy – mruknął brunet co mężczyzna odznaczył
- Czy mogę odłożyć tę procedurę do momentu, w którym odjedziemy do szpitala? Strasznie trudno się pisze
- Jasne i jeszcze raz dziękuję, że pozwolił mu pan jechać – niebieskooki uśmiechnął się szeroko
- Czasami więzy przyjaźni są mocniejsze niż więzy rodzinne – uśmiechnął się – Poza tym to niewygodne dla ludzi, którzy nie mają rodziny, a mają przyjaciół. Nikt nie powinien zostać pozbawiony wsparcia – powiedział uprzejmie
- Dokładnie – zapalił się Uzumaki – Prawda Sasuke?
- Taa – powiedział niemrawo
- Hej, co jest? – zapytał od razu bystrzejąc
- Tak sobie pomyślałem, że opuściliśmy egzamin z japońskiego – westchnął ciężko
- Myślisz, że nam odpuszczą?
- Na pewno, to tylko głupi test, poza tym Ty nie jesteś w stanie myśleć – burknął
- Ej! Sugerujesz, że jestem głupi? – wydął policzki
- Biorąc pod uwagę, że niedawno śmiałeś się z czegoś co wcale śmieszne nie było, to tak – powiedział po czym dostał z pięści w ramię
- Dupek – burknął po czym nachylił się i pocałował go delikatnie
- Rozumiem, że to jest nagroda za to, że Ci ubliżam - stwierdził z kpiną i pogłębił pocałunek.

1 komentarz:

  1. Jak ten Sasuke postępuje względem Naruto.. to znaczy postępował w poprzedniej frakcji.. ught! Zabić.
    A Naruto jak zawsze fajtłapa :d fajnie

    OdpowiedzUsuń