poniedziałek, 27 grudnia 2010

Epizod 44

- Nie rozumiem –westchnął zrezygnowany blondyn i odbił się rękami od oparcia fotela, o które się opierał.
- To chyba ja to powinienem powiedzieć – burknął przez zaciśnięte zęby czarnooki – Czego Ty nie rozumiesz? – zapytał poirytowany i przeczesał palcami włosy.
- Ciebie, do cholery, nie rozumiem! – warknął rozkładając ręce
- O co ci chodzi?!– zapytał nie kryjąc zdziwienia i podniósł się, odkładając rękopis.
- O to twoje parskanie, warknięcia, komentarze! – rzucił ostro nie spuszczając oczu z czarnych tęczówek.
- Nie powiesz mi chyba, że ani trochę cię ta książka nie zraża!? – zapytał zdezorientowany pretensjami chłopaka.
- Dokładnie! Ani trochę, w najmniejszym nawet stopniu! A ty się zachowujesz tak jakby co najmniej miało cię to wpędzić do grobu! – podniósł głos, gestykulując żywo.
- A co ty myślałeś?Że przeczytam to z uśmiechem na ustach i pochwalę za stylistykę? – sarknął z szokiem wypisanym na twarzy – Ty chyba, kurwa, nie dostrzegasz powagi sytuacji!– Krzyknął, momentalnie napinając mięśnie twarzy.
- Więc przedstaw mi w skrócie co tak bardzo cię w tym wszystkim wyprowadza z równowagi za każdym razem? – burknął zakładając ręce na piersi i oczekując wyjaśnień.
- I tak nie zrozumiesz, nie mam zamiaru ci się z tego tłumaczyć – odparł zabierając rękopis z fotela i skierował się na górę
- Uważasz, że nie jestem w stanie zrozumieć twojego systemu wartości? To dlatego, że jestem taki głupi czy, że moje korzenie nie wychodzą poza ściany sierocińca? – zapytał z mieszającą się w oczach pogardą i niezrozumieniem.
- Słucham? –czarnowłosy zatrzymał się momentalnie, zanim postawił nogę na pierwszym stopniu. Odwrócił się w stronę chłopaka i spojrzał na zdenerwowaną opaloną twarz. – Do czego niby zmierzasz? – zapytał kierując się w stronę blondyna.
- Do tego, że traktujesz mnie jak dziecko! Nie chcesz mi wytłumaczyć dlaczego tak bardzo ubodło cię to, że Itachi znalazł sobie faceta! Nie dzielisz się ze mną swoimi obawami i sądzisz, że jestem zbyt tępy aby zrozumieć twoje uczucia! – powiedział z niemałym zdezorientowaniem w oczach.
- O czym ty do cholery mówisz!? Nigdy nie powiedziałem, że jesteś tępy i mówiłem ci z jakiego powodu mi się to nie podoba! Dlaczego uważasz, że nie traktuje cię poważnie? –zapytał podchodząc bliżej do chłopaka i zatrzymując się na kilka centymetrów przed nim.
- Bo czuję jak mi się wymykasz, jak wymijasz się od odpowiedzi rzucając tekstami o tym jak bardzo przejmujesz się ludźmi, którzy przeczytają książkę! A ja dobrze wiem, że to nie jest prawda, do cholery! – podniósł głos i zaciskając zęby, wyminął czarnowłosego trącając go ramieniem.
- Naruto! Proszę cię, przestań wyolbrzymiać, przecież ci powiedziałem prawdę, nie rozumiem co cię tak bardzo zdenerwowało?! – ruszył za nim łapiąc chłopaka za ramię i zmuszając do zatrzymania się.
- Nie rozumiesz? – prychnął, niby rozbawiony – A myślałem, że twój geniusz jest w stanie pojąć wszystko, a ty po prostu nie rozumiesz. – Spuścił głowę kręcąc nią na boki, zaśmiał się.
- Co jest w tym takiego śmiesznego? – zapytał marszcząc brwi. – Oskarżasz mnie o nieszczerość i dziwisz się, ze nie rozumiem powodów? – zapytał wyczekująco.
- Bo jesteś nieszczery! Przynajmniej przed sobą się przyznaj! – warknął zirytowany.
- Do czego?!
- Do tego jak bardzo boisz się, że Itachi już cię nie będzie potrzebował! – warknął, a po chwili zorientował się, że powinien ugryźć się w język. – Przepraszam, nie powinienem..
- Tak, nie powinieneś! Pieprz się! – warknął, kierując się w stronę drzwi wyjściowych.
- Sasuke, przepraszam, nie pomyślałem, gdzie idziesz? – zapytał, podbiegając i stając przy ubierającym buty brunecie.
- Daleko od ciebie – warknął, a opadające włosy zasłaniały jego napiętą w złości twarz.
- Sasuke, późno jest, proszę cię…
- Daj mi spokój – urwał mu wpół zdania, zakładając skórzaną kurtkę i łapiąc za klamkę.
- Sasu…- Reszta wypowiedzi zginęła w głośnym huku, który towarzyszył zamknięciu drzwi.
- Kurwa! – warknął pod nosem brunet, zeskakując z werandy. Rozejrzał się na boki i ruszył w prawo, poprawiając kołnierz kurtki. Wsunął ręce w kieszenie i przyspieszył kroku. Już zbliżał się do zakrętu gdy zauważył dwie postacie idące z naprzeciwka. Wykrzywił usta w grymasie niezadowolenie i postanowił zignorować zbliżające się sylwetki.
- Dobry wieczór, Sasuke-kun – usłyszał gdy stanęli ze sobą twarzą w twarz.
- Dobry wieczór, Hinata – odpowiedział z grzeczności, lecz nieco zduszonym głosem. Przeniósł wzrok na drugą postać i skinął tylko głową, nie mając najmniejszego zamiaru się powtarzać. Chciał jak najszybciej ich minąć
- Właśnie szliśmy odwiedzić Naruto – powiedziała dziewczyna z ciepłym uśmiechem, a czarne tęczówki chłopaka zarejestrowały rękę owijającą się wokół jej talii.
- Powodzenia – mruknął od niechcenia i przymierzył się aby ich wyminąć.
- Coś się stało? – zapytała zmartwiona, zatrzymując bruneta w pół kroku.
- Nic – odparł beznamiętnie i nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem, ruszył przed siebie.
- Myślisz, że naprawdę nic się nie stało? – zapytała dziewczyna spoglądając niespokojnie na znudzoną twarz chłopaka.
- Myślę, że nie muszę udawać, że mnie to kompletnie nie interesuje – powiedział z rezygnacją, wzdychając głęboko.
- Shikamaru! – huknęła na niego długowłosa
- No co? Przecież wiesz, że nie mam z nim nic wspólnego, nie oczekuj ode mnie nagłego zainteresowania – rozłożył ręce i przewrócił oczami – To jak? Idziemy do Naruto?
- Tak, chodźmy. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak – westchnęła łapiąc chłopaka za rękę.
- Ja tam myślę, że z nim zawsze jest coś nie tak – mruknął i dał się poprowadzić.

***

- Sasuke! – szepnął blondyn gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Zeskoczył z blatu kuchennego, na którym siedział i pił herbatę, by popędzić w stronę drzwi. Dopadł klamki otwierając je zamaszyście – Sasu…ke? – spojrzał na równie zdziwionych przybyszów, którzy na Sasuke nie wyglądali. – Ee….Cześć – powiedział spoglądają ponad ich ramionami i rozglądając się po okolicy – Wejdźcie – szepnął zrezygnowany, a gdy tylko goście znaleźli się w środku zamknął drzwi i oparł się o nie, czekając aż się rozbiorą.
- Cześć Naruto – brunet uścisnął chłopakowi rękę uśmiechając się przyjaźnie. Blondyn odwzajemnił uśmiech i wskazał dłonią drogą do salonu.
- Napijecie się czegoś? Herbaty, kawy, soku może? – zapytał z grzeczności. Niebieskooki przyjął zamówienie na dwie szklanki soku i po chwili z powrotem był w salonie. – Co was do mnie sprowadza?
- Odprowadzałem Hinata i pomyślałem, że może odwiedzę kumpla. Wiesz ostatnio jakoś nie mamy okazji pogadać – mruknął upijając łyk i odstawił szklankę.
- No tak, fakt – podrapał się po głowie zakłopotany – Widzę, że wam się układa? – stwierdził analizując pozycję w jakiej siedzieli. Hinata spuściła lekko zarumienioną twarz, a Nara uśmiechnął się szelmowsko.
- Tak – odparł spokojnie – Zapomniałbym, masz pozdrowienia od Sakury
- Oh, wielkie dzięki, co u niej? Jak się czuje? – prawdę mówiąc blondyna w ogóle to nie interesowało i nie miał ochoty na konwersację. Siedział tak zadając pytania ina pytania odpowiadając. Jego myśli krążyły jednak wokół Uchihy
- Naruto? – zapytał brunet gdy niebieskooki po raz kolejny zdawał się go nie słuchać – Naruto?
- T-tak? – zapytał sprowadzony na ziemię – Przepraszam zmyśliłem się, co mówiłeś? – zapytał zakłopotany i uśmiechnął się tuszując swoje roztargnienie.
- Pytałem się jak poszły ci egzaminy, ale teraz to nieważne, co z tobą? – zapytał zmartwiony obserwując chłopaka.
- Tak, tak wszystko ok. – odparł chowając się za uśmiechem
- Właśnie widzę, jesteś kompletnie rozkojarzony – powiedział zmartwiony, wpatrując się uważnie w blondyna.
- Przecież powiedziałem, że jest w porządku – warknął, wstając i wychodząc z salonu – Cholera! – przeklął wchodząc do kuchni i oparł się ciężko o blat. Wyjął z kieszeni telefon i chwilę wpatrywał się w ekranik analizując godzinę. Było lekko po dwudziestej drugiej, westchnął kładąc telefon przed sobą i zastanawiając się chwilę. W końcu zdecydował się i wziął telefon do ręki. Wyszukał w książce numer Uchihy i westchnął głośno, naciskając zieloną słuchawkę. Po chwili usłyszał pierwszy sygnał, później następny i kolejny, aż w końcu odezwała się poczta. Przeklął odłączając się i spróbował ponownie. Znów to samo. Powtórzył to kilka razy, bez zmian. Rzucił telefon niedbale na blat i przeczesał dłońmi włosy.
- Naruto? – usłyszał za sobą dźwięczny  głos i odwrócił się z uśmiechem na ustach.
- Hinata?
- Naruto, co się stało? – zapytała podchodząc do chłopaka i kładąc mu rękę na ramieniu.
- Nic, naprawdę, to nic takiego – westchnął głęboko, uśmiechając się lekko.
- Spotkałam Sasuke po drodze, pokłóciliście się?
- To taka mała sprzeczka, naprawdę nic się nie stało tylko… nie chcę was wyganiać, ale chciałbym… zostać sam – powiedział, drapiąc się po karku.
- Jasne, nie ma sprawy – uśmiechnęła się uprzejmie i pocałowała chłopaka w czoło – Nie martw się, na pewno wszystko się ułoży – powiedziała, próbując dodać mu otuchy. – Pójdę do Shikamaru, pożegnam go od ciebie – powiedziała, wychodząc z kuchni.
- Dzięki – szepnął, na powrót kładąc ręce na blacie i patrząc się tępo w telefon. Postanowił spróbować jeszcze raz, jednak i tym razem nie udało mu się nawiązać połączenia. – Cholera jasna!– krzyknął, chcąc rzucić telefonem, jednak po chwili zorientował się, że byłoby to po prostu głupie. Nie pozwolił ponieść się złości i ścisnął go tylko mocno w dłoni, po czym wrzucił do kieszeni. Gasząc światło, poszedł na górę. Położył telefon na szafkę nocną i przebrał się w spodnie od dresu. Położył się, wpatrując w sufit i pochwycił telefon. Wypuścił głośno powietrze i któryś już raz z kolei wybrał numer bruneta. Po raz kolejny ogarnęła go fala złości, gdy po drugiej stronie usłyszał pocztę głosową, tym razem jednak nie rozłączył się. Poczekał na sygnał, po którym mógł zostawić wiadomość.
- Sasuke, przepraszam, martwię się… - dalszą część wypowiedzi przerwał cichy trzask drzwi wejściowych.
Uzumaki wstał pośpiesznie z łóżka, naciskając czerwoną słuchawkę. Po cichu wyszedł z pokoju i stanął na szczycie schodów, wyczekując. Na dole zobaczył czarną, skórzaną kurtkę Uchihy kierującą się do kuchni, a po chwili światło się zapaliło. Zszedł powoli po schodach, klapiąc bosymi stopami po drewnianej powierzchni, zszedł na dół i stanął w wejściu do kuchni, łapiąc się dłonią futryny.
Przy stole stał brunet z butelką wody w jednej ręce i szklanką w drugiej. Niebieskie oczy wpatrywały się w ignorującą go postać chłopaka. Czarnowłosy zakręcił i odstawił wodę, odwracając się do blondyna tyłem, oparł się o stół podnosząc szklankę do ust. Czuł na sobie wyczekujące spojrzenie lazurowych tęczówek i starał się je usilnie zignorować, co wcale łatwe się nie okazało. Miał ochotę po prostu podejść i przytulić do siebie tą opaloną sylwetkę i wdychać zapach grejpfruta, który uchował się w jasnych kosmykach. Jednak nie mógł. Jego duma znów wysunęła się na pierwsze miejsce, nie pozwalając mu na okazanie emocji.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że blondyn miał rację. Trafił w sedno i to tak bardzo go bolało. Bolało go to, że do tej pory właściwie nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie strach był powodem jego złości. Strach nie pozwalał mu zaakceptować związku jego brata, to właśnie przez to uczucie nie dopuszczał do siebie myśli o wypuszczeniu książki na rynek. Wziął głęboki wdech i odstawił szklankę do zlewu, spoglądając przez okno na drzewa lekko falujące na wietrze.
- Sasuke, przepraszam – usłyszał za swoimi plecami. Przymknął oczy starając się nie zwracać uwagi na melodyjny, ociekający poczuciem winy, głos. – Nie miałem prawa, mówić ci co czujesz, przecież ty wiesz lepiej – westchnął, chcąc zrobić krok w stronę chłopaka, powstrzymał się jednak i tylko zacisnął mocniej palce na futrynie. Przygryzł wargę i skierował się z powrotem na górę.
Przez całą drogę do sypialni wyrzucał sobie brak taktu i nie trzymanie języka za zębami. Wiedział,że nie ma prawa narzucania mu jego obaw, ale wiedział także, że ma rację. Mimo wszystko nie powinien mieszać w jego odczuciach dopóki czarnooki sam nie potrafił ich określić. Poniosło go co zaowocowało w takie, a nie inne skutki, które musi jakoś zniwelować.
Po około pięciu minutach do sypialni wszedł czarnowłosy, który dalej ignorował blondyna. Wyszukał jakiegoś podkoszulka i czystych bokserek, po czym skierował się do łazienki. Niebieskooki westchnął zrezygnowany i zgasił lampkę nocną, dalej jednak wpatrywał się w sufit, a w uszach słyszał wodę obijającą się o kabinę prysznicową. Z półsnu wybudził go odgłos zamykanych drzwi od łazienki, a chwilę potem poczuł jak materac łóżka ugina się pod ciężarem drugiego ciała. Chciał coś powiedzieć, przeprosić go jeszcze jeden raz ale nie miał odwagi się odezwać. Bał się, że Uchiha się zirytuje jego gadaniem i ucieknie spać na kanapie. Wydało mu się to nieco absurdalne ale jednak wolał nie ryzykować. Po chwili usłyszał dźwięk wysuwanej szuflady i zerkając kątem oka na chłopak zauważył w jego dłoni niewielki prostokątny przedmiot. Po chwili zorientował się, że to telefon komórkowy, gdy ekran się podświetlił.
Przełknął cicho ślinę i przekręcił się na bok, plecami do chłopaka. Usłyszał niewyraźny odgłos łączenia się z pocztą głosową, a po chwili w jego telefonie odezwał się dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej. Wziął telefon do ręki i przeczytał raport o odsłuchaniu pozostawionej na poczcie, wiadomości. Usunął smsa i odłożył telefon na szafkę. Usłyszał jak Uchiha robi to samo i zamknął oczy, starając się uspokoić oddech i przyspieszone bicie serca. Nienawidził tego, że brunet go tak ignorował. Wolałby usłyszeć jak go wyklina niż nie usłyszeć nic. Wolałby aby ten się na niego wściekał niż widzieć ten obojętny wyraz twarzy. Wolałby porządnie dostać w pysk niż nie poczuć jego najmniejszego dotyku. Rozmyślając o tym jak bardzo czuł się winny narzucenia uczuć brunetowi, zasnął.
Czarnooki wpatrywał się w sufit co chwilę zerkając na plecy blondyna. Tak bardzo chciał się do niego przytulić, pocałować, wybaczyć. Powiedzieć, że to już nie ma znaczenia bo zdał sobie sprawę, że to prawda. Powiedzieć, że to nie ma znaczenia bo zna go lepiej niż on sam zna siebie. Powiedzieć, że to nie ma znaczenia bo teraz on jest przy nim i nawet jeżeli stosunki z jego bratem się ochłodzą, oddalą się od siebie, to on jest osobą, która daje mu poczucie bezpieczeństwa i rodzinnego ciepła. Powiedzieć, że nie ma znaczenia bo to on jest osobą, którą kocha.
Ale nie mógł. Jego duma mu na to nie pozwalała. Dlatego dalej leżał wpatrując się w sufit dopóki nie zmorzył go sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz