środa, 15 grudnia 2010

Epizod 25

- A deser? - zapytał spokojnie brunet wychodząc za niebieskookim z francuskiej restauracji.
- Kup sobie lody. Ja nie wiem w ogóle dlaczego dałem się namówić na to żarcie. - wyrzucał mu machając rękami złotowłosy chłopak - Jak mogłeś zamówić dla mnie tego płaza?! To było ohydne - żalił się rozglądając dookoła za najbliższym fast foodem.
- Mogłeś się zapytać co to za danie - powiedział najspokojniej jak potrafił i wzruszył tylko ramionami.
- Mówiąc "europejskie jedzenie" miałem na myśli jedzenie, a nie coś co tylko je przypomina - rzucił i stanął w kolejce bo hamburgera.
- Francja leży w Europie - przystanął i oparł się plecami o ścianę sąsiadującą z budką - Myślałem, że jesteś dobry z geografii - odparł i spojrzał leniwie, co było do niego raczej nie podobne.
- Z Tobą się nie da rozmawiać...poza tym, jak ty to przełknąłeś? - zapytał, Uchiha jednak odpowiedział mu kompletnym brakiem reakcji - Czy Ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytał rozgniewany i lekko szturchnął go w ramię.
- To co z tym deserem? - zapytał ignorując cały monolog swojego partnera.


- Teme!!
- Ależ nie denerwuj się tak, przecież nie stało się nic złego, a przy okazji dowiedziałem się, że nie lubisz francuskiej kuchni, na przyszłość będę pamiętał - Naruto spojrzał na niego z wyrzutem i odwrócił się tyłem - No nie przesadzaj, chyba nie jesteś o to zły? - zapytał z lekkim zdziwieniem
- Jestem głodny - warknął tylko przez ramię, a na potwierdzenie swoich słów odezwał się jego żołądek.
- Ja też - stwierdził robiąc krok w przód wraz z kolejką, może trochę za duży gdyż opierał się torsem o plecy niebieskookiego.
- Przecież zjadłeś wszystko co Ci podali! - wysunął wniosek, który brzmiał bardziej jak oskarżenie.
- Mam ochotę na deser - szepnął prosto do ucha i owiał je lekkim, ciepłym oddechem
- Mówiłem Ci już kup sobie jakieś lody albo galaretkę, wszystko mi jedno i najlepiej...
- Mam apetyt na Ciebie - przerwał mu i być może zrobił to zbyt głośno gdyż babka stojąca przed Naruto odwróciła się, spojrzała z obrzydzeniem i wyraziła swoją opinię, która zaczynała się od sponiewierania psychicznego ich osoby przez wystawienie na pośmiewisko przed tymi wszystkimi ludźmi, udającymi niezainteresowanie po wyzwanie od zboczeńców. Sama kobieta ulotniła się ze swoim hamburgerem i podwójnym shakiem waniliowym, w bliżej nieokreśloną stronę. Uchiha stał jak wryty. Czuł się bardzo urażony słowami nieznajomej. Bo przecież jeżeli wszyscy mają tak o nich myśleć, wytykać palcami, wyzywać i podejmować próby wmówienia im, że w ich psychice coś się zdrowo poprzestawiało, to może lepiej zrezygnować z takiego związku. Z pewnością nie musiał by przez to wszystko przechodzić, co tym samym uchroniło by także Uzumakiego. Z jego rozmyślań wyrwała go lekko ułożona ręka blondyna, która aktualnie wylądowała na jego ramieniu.
- W porządku? - zapytał z powątpiewaniem patrząc nieśmiało w czarne oczy - Jak chcesz to możemy już iść, są inne...
- Nie, poczekamy na twoje zamówienie - powiedział stanowczo i obrzucił ostrym wzrokiem kilku gapowiczów, którzy natychmiast się odwrócili. W końcu nie po to pozwolił sobie na chwilę szczerości z Nejim aby teraz się poddać i próbować wyprzeć wszystkiego co ich łączyło. To nie tak ma się potoczyć, prawda?
***
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałem małe problemy w szko...- tłumaczył się gorączkowo Kiba, który wbiegając do miejsca gdzie miał się spotkać z Nejim doznał szoku. Przy stoliku, w prawym rogu kawiarni tam, gdzie potencjalnie było jego miejsce, siedział niezwykle przystojny młodzieniec o ciekawym ubarwieniu oczu i lekko przydługich włosach z grzywką opadającą mu na oczy. Na przeciwko jego osoby usadowił się długowłosy, który wyglądał na znudzonego rozmową z nieznanym bliżej Inuzuce osobnikiem. Gdy jednak mlecznooki usłyszał urwane w połowie zdanie z tak dobrze mu znanych ust, odwrócił się natychmiast, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Wstał i podszedł do szatyna z zamiarem przywitania się, ten jednak mu na to nie pozwolił. Hyuuga uznał, że Kiba jak zwykle wstydzi się okazywać uczuć w miejscu publicznym.
- Może usiądziesz? - zapytał patrząc z lekkim zdziwieniem na niecodzienny wyraz twarzy szatyna.
- Kto to jest? - zapytał takim głosem, że tylko Neji go usłyszał, a jego ton nie wróżył nic dobrego.
- To jest Nugato Kyoushi, znajomy z uczelni - powiedział lekko uśmiechając się i wskazując ręką na chłopaka. Ten niechętnie spojrzał na Kibe i mruknął tylko coś w stylu "miło mi", po czym obaj usiedli.
- Więc co Cię zatrzymywało? - zadał pytanie długowłosy jednak odpowiedzi się nie doczekał. Inuzuka wiercił dziurę w sylwetce siedzącego na przeciwko chłopaka. - Ach wybacz Kyoushi, to jest mój chłopak Inuzuka Kiba - dodał gdy przypomniało mu się o tym, że zapomniał przedstawić szatyna.
- Miło, że sobie przypomniałeś - bąknął orzechowooki, a znajomy Hyuugi spojrzał z niechęcią na jego osobą. - Tak na marginesie dlaczego przyprowadziłeś go ze sobą, podobno to miała być randka - warknął niemiło patrząc na Nugato, na co ten tylko zmrużył oczy i ponownie wlepił wzrok w szybę.
- Właściwie to muszę Ci coś powiedzieć i chcę poznać Twoją opinię na ten temat - powiedział spokojnym, opanowanym głosem. Tak naprawdę to co miał mu do powiedzenia buzowało w jego wnętrzu od około tygodnia, ale za każdym razem brakowało mu odwagi na rozmowę o tym. Aż nadarzyła się okazja.
- Czy powinienem zacząć się martwić? - zapytał nadzwyczaj spokojnie jak na jego osobą, która miała gwałtowny charakter. Szatyn zastanawiał się, czy powinien już teraz wstać czy poczekać na te słowa z ust Hyuugi. Czy też wybuchnąć teraz czy pozwolić się mu wytłumaczyć. Ale jakie można mieć wytłumaczenie gdy chce się kogoś poinformować o tym, że ich związek właśnie przestał istnieć, a na przeciwko siedzi lepszy model?
- Posłuchaj, chciałem Ci to powiedzieć wcześniej, ale nie było okazji - zaczął Neji i odwrócił się w stronę szatyna - Wyprowadzam się
- Ee? - tylko tyle zdołało wyjść z ust Inuzuki. Był teraz bardziej zaskoczony niż na samym początku, gdy na jego randkę wprosił się nieznajomy.
- Tylko tyle? - zapytał oszołomiony słowotokiem partnera.
- Ee!! Oszalałeś?! Mówisz mi dopiero teraz? Kiedy o tym zadecydowałeś? Wyprowadzasz się do niego? - powiedział i spojrzał z niesmakiem na chłopaka siedzącego na przeciwko.
- Tak - odpowiedział tylko na ostatnie pytaniem co na Kibie odbiło się jak grom z jasnego nieba. Umilkł i spojrzał niepewnie na bruneta.
- Czyli, że Ty...- nie dokończył gdyż jego głos uwiązł w gardle, a oczy zaczęły niebezpiecznie piec. Złapał torbę. Chciał jak najszybciej stamtąd uciec jednak powstrzymała go silna ręka długowłosego i jego stanowczy głos każący mu usiąść z powrotem. Neji spojrzał na niego ostro.
- Jeszcze nie skończyłem - powiedział szorstko, a szatyn drgnął - Wyprowadzam się do akademika. Kyoushi jest moim współlokatorem. Wiesz jaka jest moja sytuacja w domu i myślę, że tak będzie najlepiej mam nadzieje, że zgodzisz się ze mną pod tym względem. - mówiąc to cały czas spoglądał w orzechowe oczy wypełnione rożnymi uczuciami - Muszę się spakować, przeprowadzka jest jutro. Kyoushi zdzwonimy się aby omówić szczegóły. - powiedział i wyszedł zostawiając oniemiałego szatyna i nowego współlokatora. Kiba tak chwilę patrzył na osobnika, który wydawał się niezainteresowany ich rozmową. Wstał i podniósł torbę, zarzucił na ramię i skierował się w stronę wyjścia.
- Nie wydaje mi się abyś miał powody mu nie ufać. Neji-san jest osobą, która nie pozwoliła by sobie na zdradę, a już na pewno nie zrobiłaby czegoś tak okrutnego, o czym Ty myślałeś od początku. Powinieneś mieć do niego więcej zaufania. - Kiba nie odwrócił się tylko wyszedł przed kawiarnię. Spojrzał w obie strony i westchnął ciężko.
- "On ma rację. Powinienem mu bardziej ufać ale od tego czasu kiedy poszedł na studia, zżera mnie od środka gdy pomyślę sobie ilu tam jest facetów lepszych ode mnie i za każdym razem boję się, że może mnie zostawić. Może powinienem mu o tym powiedzieć?" - myślał idąc przed siebie wpatrzony w ziemię.
- "Jak mógł w ogóle tak pomyśleć? Jesteśmy już tyle ze sobą a on nadal mi nie ufa. Nigdy nie dałem mu powodu do zazdrości co dopiero do tego aby pomyślał, że go zdradzam. Może to był jednak zły pomysł z przyprowadzeniem Nugato na naszą randkę. Chciałem tylko aby wiedział z kim będę mieszkał, czy to ma w ogóle jakieś znaczenie?" - wszedł do domu i poszedł prosto do swojego pokoju, nie witając się nawet z Hinatą, co było dość dziwne. Hinata od razu zauważyła, że coś musi być nie tak wolała jednak dać mu chwilę samotności i postanowiła porozmawiać z nim później. Jednym z powodów było także to, że jest umówiona i nie może pozwolić sobie na dłuższą rozmowę. Dokładnie, jest umówiona. Od dziecka wychowywana była  na damę. Jedna z zasad mówi, że dama nie powinna pojawić się przed czasem, natomiast najlepiej gdyby spóźniła się pięć lub dziesięć minut. W ten sposób nie będzie musiała czekać, a sama wywrze większe wrażenie na czekającym. Ona nie musiała przypominać sobie tych wszystkich zasad bo chociaż była wychowywana w ten sposób miała to we krwi. Cały czas musiała zachowywać się jak dama w domu i na różnych przyjęciach. Dlatego też nie sprawiało jej to problemu. Jej problemem była nieśmiałość i pomimo tego, że osoba, z którą się umówiła była jej znana nie od dziś trudno jej było przełamać wrodzony brak pewności siebie. Jednak gdy na zegarze ściennym wiszącym w korytarzu wybiła 18, dziewczyna nie miała innego wyjścia i musiała opuścić posiadłość by zdążyć na czas. Wzięła głęboki oddech i wyszła żegnając się z ojcem.
***
   W niewielkiej kawiarence, która wystrojem nie przypominała ani trochę charakteru najstarszej dzielnicy Tokio, siedział chłopak. Można było go nazwać młodym mężczyzną ale jak większość kobiet twierdziła "w tym wieku faceci myślą jeszcze jak dzieci". Tą większością kobiet była długowłosa blondynka, która sama znalazła sobie faceta młodszego od siebie i wbrew swoim wcześniejszym teoriom nazywała go mężczyzną. Chłopak nie wiedział dlaczego jego myśli zbiegły na ten tor. Pokręcił głową i wyprostował się przy stoliku, spojrzał na zegarek i śmiało stwierdził, że dziewczyna się spóźnia. Uśmiechnął się lekko i napił się wody. Siedział przodem do drzwi więc gdy zauważył sylwetkę dziewczyny na którą czekał, podniósł się z krzesła i pomógł jej usiąść. Chociaż była nieśmiała, stwierdził, że z pewnością wiedziała jak zrobić wrażenie.
***
- Sasuke? Mogę wejść? - zapytał blondyn uchylając cicho drzwi i czekając na przyzwolenie. Brunet tylko niewyraźnie kiwnął głową, a po chwili poczuł ja materac łóżka ugina się pod ciężarem blondyna. - Dobrze się czujesz? - zapytał i odgarnął mu włosy z twarzy. Brunet spojrzał na niego.
- Tak - westchnął i spojrzał w sufit
- Zrobiłem kawę, może się napijesz? - zapytał chociaż wiedział, ze Uchiha nie będzie miał ochoty. Tak jak przywidywał, chłopak pokręcił głową  - Więc powiedz mi, co Cię gryzie? - zapytał i położył się obok, wygodnie układając swoją głowę na jego torsie. Złote włosy delikatnie drażniły blady policzek a grejpfrutowy zapach szamponu wdzierał się do nosa. Uzumaki nie doczekał się odpowiedzi na swoje pytanie, postanowił sam zacząć rozmowę. - Myślałem o tym co nam się dzisiaj przydarzyło - powiedział spokojnie, kładąc rękę na brzuchu bruneta. - Doszedłem do wniosku, że...może lepiej byłoby dla Ciebie, gdybyś dał sobie z tym wszystkim spokój - powiedział w końcu i skupił wzrok na swojej ręce, która mięła kawałek koszulki czarnookiego.
- Jak to dał sobie spokój? - zapytał spokojnie - Z czym?
- No...z tym naszym...związkiem, ze mną i lepiej...dla Ciebie byłoby gdybyś wrócił do swojego dawnego życia, wiesz...do tego, w którym mnie jeszcze nie było - gdy to powiedział przestał bawić się jego koszulką i teraz próbował wygładzić pognieciony materiał.
- Czy Ty mówisz poważnie? Chcesz mi dać do zrozumienia, że mam Cię tak po prostu odstawić, wrócić do domu i zapomnieć o tym wszystkim? Mi się podoba to życie, nie chcę wracać do przeszłości, zwłaszcza teraz gdy już jeden krok w przód wykonałem. - powiedział i podniósł się do siadu zmuszając blondyna aby na niego spojrzał
- Ty nie rozumiesz...decyzje jakie podejmiesz teraz odbiją się na Twojej przyszłości...mogą zniszczyć Ci życie i...
- I co? Sugerujesz, że opcją, która zniszczy mi życie jesteś Ty? Moje życie legło by w gruzach gdybyś teraz z niego zniknął. Nie mogę brać pod uwagę tylko tego co myślą o mnie inni, owszem jest to dla mnie ważne, ale ważniejsze jest to jak się teraz czuję i co czuję, a czuję, że jeżeli teraz miałbym to wszystko zakończyć, zmieniłbym się znowu w zombie, którego nic i nikt nie obchodzi. Nie chcę tego, chcę się nauczyć od Ciebie tych wszystkich uczuć, których jeszcze nie znam, o których zapomniałem...
- Nawet za taką cenę? - zapytał patrząc matowymi oczami na twarz bruneta.
- Ta cena nie jest zbyt wygórowana, za to wszystko zapłaciłbym o wiele więcej - powiedział stanowczo. Teraz już wiedział, był pewien i miał nadzieje, że rozmowa z Nejim pomogła mu to sobie uświadomić, a gdy powiedział to wszystko na głos, nie mógł już temu zaprzeczyć. Takie miał zasady. Ujął lekko brodę blondyna i spojrzał mu w oczy, w których teraz pojawiły się małe iskierki. Przyciągnął go do siebie, obejmując jedną ręką w pasie. - Mam nadzieje, że doszliśmy do porozumienia? - szepnął mu do ucha, a Naruto pokiwał tylko lekko głową po czym odezwał się cicho.
- Niestety ja nie nauczę Cię tego, czego ode mnie oczekujesz - westchnął i oprał głowę na ramieniu bruneta.
- W takim razie, powoli będziemy się uczyć razem - szepnął mu prosto w usta i złożył na nich czuły pocałunek. Położyli się z powrotem do początkowej pozycji.
- Chcesz kawy? - zapytał po chwili Uzumaki
- Chętnie się napije - odpowiedział czarnooki i zeszli do kuchni. Naruto postawił na stole dwie filiżanki, a po chwili także dwa talerzyki. Podszedł do lodówki i wyjął z niego torcik czekoladowy.
- Masz jeszcze ochotę na deser? - zapytał i uśmiechnął się szeroko, a na jego policzki wpłynął, w mniemaniu Sasuke, uroczy rumieniec. Nałożył po kawałku i usiadł do stołu gdy nagle zadzwonił dzwonek. Spojrzał na Uchihe, a potem na zegarek. Była godzina 19. - Cóż, otworzę - powiedział i podszedł do drzwi i złapał za klamkę. - Czego? - zapytał gdy zobaczył przybysza i zrobił dziwna minę.
- Jesteś zajęty? - zapytał gość
- W sumie to nie za bardzo, wjedziesz? - zapytał a osobnik skinął tylko głową i wszedł do środka.

1 komentarz: