środa, 15 grudnia 2010

Epizod 24

- Rozprawa sądowa odbędzie się w dniu 2 maja bieżącego roku, masz więc dwa tygodnie na załatwienie sobie dobrego adwokata. Dam Ci jedną dobrą radę chłopcze, nie ważne jak drogi będzie Twój adwokat, tym razem nie ujdzie Ci to płazem, o co postaram się osobiście. Więc nie ma sensu na marnowanie pieniędzy ojca - mówił spokojnym, chłodnym głosem Aruma Okazaki, który pod namową starszego Uchihy osobiście zajął się sprawą Haruno i obiecał ukarać jej oprawcę, którym po zbadaniu wszystkich dowodów okazał się Usagi Aidou. Jednym słowem nawet bogaty tatuś zasiadający na nie najniższym stanowisku w rządzie, nie będzie w stanie wyciągnąć go z bagna w jakie wpakował się z własnej, nieprzymuszonej woli. - Panowie, proszę odprowadzić podejrzanego do celi. Zostanie zatrzymany do czasu rozprawy. - zwrócił się w stronę dwóch funkcjonariuszy czekających przy drzwiach wyjściowych pokoju przesłuchań. Za wielkim lustrem weneckim znajdującym się w owych czterech, szarych ścianach, stał starszy Uchiha wraz ze swoim młodszym bratem.
- Jesteś zadowolony? - zwrócił się do młodszego.
- Jak najbardziej - odpowiedział czarnowłosy bez cienia jakiejkolwiek radości na twarzy. Spojrzał na brata i opuścił pomieszczenie z którego obserwował całe przesłuchanie. Wiedział, że wychodząc spotka po drodze szatyna zakutego w kajdanki. Mijając się w długim policyjnym holu, brunet zaobserwował na twarzy chłopak gniew i rezygnację. Za to na owym bladym obliczu pojawił się cyniczny uśmiech ukazujący zadowolenie ze swojej wygranej. Usiadł na krześle umiejscowionym pod ścianą kolejnego pokoju przesłuchań i czekał. Czekał na blondyna, który musiał zeznawać jako świadek w sprawie Haruno jak i w sprawie Nary, na którym policja także położyła swoje łapy za pobicie.

***

- Już czwarty raz mówię panu to samo, nie chcę pana obrazić, ale odnoszę wrażenie, że nie jest pan wystarczająco wykwalifikowany, aby obejmować stanowisko, które panu powierzono, jak przypuszczam, nie za sprawą pańskich umiejętności. Czy nie uważa pan, że lepiej było by gdyby ktoś o większym doświadczeniu zajął się tą sprawą, czy mam też powtórzyć panu piąty raz, za którym zapewne będzie znał już pan na pamięć wersję wydarzeń i nie będzie musiał pan zaglądać do raportu aby wysunąć wnioski? - w pokoju przesłuchań pewien blondyn po raz enty maglował ten sam temat z niewykwalifikowanym pracownikiem komisariatu. Temu małemu przedstawieniu z uśmiechem na ustach przyglądał się brodaty mężczyzna o kasztanowych włosach. Gdy usłyszał już wystarczająco dużo postanowił przerwać konwersację odbywającą się po drugiej stronie lustra.
- Dziękuję Tamaki - powiedział kładąc rękę na ramieniu funkcjonariusza - Myślę, że ta sprawa wykracza poza Twoje umiejętności i lepiej będzie gdy Cię odciążę. Możesz już iść, przejmuję sprawę - uśmiechnął się jakby z zamiarem pocieszenia mimo nieudolnej pracy i odprawił go, wskazując ręką drzwi.
- Mam nadzieję, że stał pan w pomieszczeniu obok wystarczająco długo aby usłyszeć moje zeznanie. Czy może jednak mam je powtórzyć po raz kolejny? - zapytał znudzonym jak i nie mniej zirytowanym głosem niebieskooki.
- Nie musisz, wszystko słyszałem i z tego co powiedziałeś wynika, że chłopak jest obciążony poważnymi oskarżeniami. Czy bierzesz pełną odpowiedzialność za swoje słowa? - zapytał odchylając się lekko na krześle i zakładając nogę na nogę.
- Tak, wiem też, że mogę mieć problemy z powodu moich zeznać. Jednak nie zamierzam ich zmieniać czy też się ich wypierać. To co tutaj powiedziałem zgadza się z biegiem wydarzeń. Czy to wszystko o co chcieliście mnie zapytać? - odpowiedział po czym wypuścił powietrze z nadzieją, ze go wypuszczą. Minęło sporo czasu od kiedy zjawili się na komisariacie, a on od rana nic nie jadł i oprócz tego, że był głodny reszta nie za bardzo mu przeszkadzała. No może oprócz tego przygłupa, który nie potrafił poprawnie przeprowadzić przesłuchania.
- Czy stawi się pan w charakterze świadka na rozprawie sądowej dotyczącej obu oskarżonych? To już ostatnie pytanie
- Nie mam nic przeciwko wydaje mi się, że powinienem tam być. Czy już mogę sobie pójść? - zapytał przechylając głowę w bok i przypatrując się czekając na odpowiedź, a kilka złotych kosmyków spadło mu na oczy.
- Tak, oczywiście - powiedział po czym wstał wyciągając rękę do chłopaka - Dziękuję za pomoc, twoje zeznania na pewno nam bardzo pomogą - uśmiechnął się i wskazał ręką drzwi, wymuszając pierwszeństwo na blondynie. Uzumaki wyszedł na korytarz kierując się w stronę wyjścia, gdy zauważył bladą sylwetkę siedzącą na jednym z krzeseł. Fakt iż osoba miała zamknięte oczy i głowę opartą o ścianę świadczył, że siedzi już ona tutaj od pewnego czasu. Zanim jednak Naruto doszedł do owej postaci, odwrócił się słysząc swoje imię. - Muszę przyznać, że jesteś bardzo podobny do ojca - usłyszał z ust funkcjonariusza i zaobserwował delikatny, dodający otuchy uśmiech. Odwzajemnił go po czym skierował się w stronę czarnowłosej postaci. Usiadł obok aby sprawdzić czy chłopak śpi czy tylko zamknął oczy. Okazało się, że chłopak spał jednak snem tak płytkim, że gdy Uzumaki przysunął się aby powiedzieć mu coś na ucho, czarne oczy momentalnie się otworzyły. Niebieskie tęczówki spojrzały zdziwione w dwie czarne źrenice.
- Dłużej się nie dało? - zapytał znudzony czekaniem i rozmasował sobie kark ręką.
- Wybacz, ale to nie moja wina, że przydzieli do przesłuchania mnie kolesia, który bawi się w kotka i myszkę i za każdym razem próbuje zgrywać detektywa - burknął i ziewnął demonstrując swoje zmęczenie.
- No tak, idziemy? - zapytał wstając
- Pewnie, jestem cholernie głodny, może skoczymy na miasto coś zjeść? Itachi na nas czeka? - zapytał blondyn i ruszył za czarnowłosym.
- Powiedziałem mu, że może jechać, zresztą miał jeszcze do załatwienia swoje sprawy, zrobił dla nas bardzo dużo i nie chciałem już go wykorzystywać - powiedział spokojnie otwierając drzwi przed blondynem po czym sam zdziwił się na ten gest.
- To może przejdziemy się do jakiejś knajpy, od rana nic nie jadłem - poskarżył się przybierając skrzywdzoną minę.
- Na co masz ochotę? - zapytał czarnowłosy wertując w głowie knajpy znajdujące się w zasięgu ich "głodu".
- Może jakieś europejskie żarcie - powiedział, a brunet skręcił w lewo.
- Chodźmy do "Bon appetit!", podają tam francuskie i angielskie potrawy, całkiem smakowite menu - uśmiechnął się delikatnie, a Naruto spojrzał na niego podejrzanie. - o co chodzi? - zapytał brunet wyłapując wzrok blondyna.
- Jesteś szczęśliwy - stwierdził i zrobił jakby przerażoną minę - Co się stało?
- Czy coś musiało się stać? - zapytał zaskoczony pytaniem
- Nieee...ale Uchiha zazwyczaj jest szary, bury i ponury, a dzisiaj błyszczy od Ciebie radością - powiedział chwile analizując swoje słowa.
- Powiedzieli, że tym razem na pewno mu się nie upiecze i wsadzą go na reszte życia jeżeli będzie taka możliwość - powiedział i odetchnął głęboko - A dzięki Twoim zeznaniom będzie to jeszcze łatwiejsze - dodał
- I to z tego powodu jesteś taki szczęśliwy? Nie poznaję pana - powiedział i uśmiechnął się zaczepnie
- Tak i jeszcze dlatego, że zjem z Tobą obiad, a potem w końcu możemy chwilę odpocząć - uśmiechnął się prawie niezauważalnie - chyba, że będziesz miał ochotę na deser - mruknął mu do ucha, a Uzumaki spiął się nieznacznie. Odwrócił się w jego stronę i spojrzał mu głęboko w oczy, uśmiechnął się delikatnie.
- Zboczeniec - szepnął mu prosto w twarz po czym odsunął się i ruszył przed siebie - to gdzie ta knajpa? Głodny jestem
- Aż tak Ci spieszno do deseru?

***

- To co z Tobą zrobią? - zapytał Kiba czarnowłosego chłopaka.
- Nic szczególnego - westchnął znudzonym głosem posiadacz najwyższego IQ w liceum. - W najgorszym wypadku wsadzą mnie na 3 dni za kratki, w najlepszym zaś będę musiał odpracować odpowiednią ilość godzin społecznych - spojrzał w orzechowe oczy wzrokiem oznajmiającym o tym, że nic go nie interesuje - tak czy siak wszytko mi jedno, odbębnię swoje tu czy tam i będzie dobrze, co nie oznacza, że mam wyrzuty sumienia, należało mu się, a teraz wybacz pojadę do domu, to wszystko jest tak kłopotliwe, że złapało mnie zmęczenie, do jutra - rzucił na koniec i wsiadł do autobusu, nie dając Inuzuce szansy na odpowiedź.
- Taa, do jutra - mruknął już do siebie szatyn - Neji! - przypomniało mu się nagle, że jest z nim umówiony i już wszystkie zmartwienia wyparowały. oprócz jednego, nie spóźnić się na spotkanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz