środa, 15 grudnia 2010

Epizod 23

- Co teraz? – zapytała dziewczyna uspokojona nieco wiadomością, że operacja się powiodła.
- Musimy tylko czekać aż się obudzi – odpowiedział lekarz – Teraz najlepszym lekarstwem jest w tym przypadku solidny wypoczynek, nie może także nadwyrężać psychiki, bo to ona najbardziej tutaj ucierpiała – spojrzał ostro na dwójkę nastolatków stojących przed nim – W takich przypadkach jak ten, lekarz ponosi obowiązek odpowiadania na trudne pytania, proszę więc abyście starali się unikać odpowiedzi, a ja się wszystkim zajmę gdy uznam, że już pora  – dodał po czym odwrócił się chcąc odejść – Acha, odwiedziny są surowo zakazane przez kolejną dobę, potrzebuje teraz ciszy i spokoju. Nie ma sensu, abyście tu siedzieli, najlepiej by było gdybyście wypoczęli, bo jak sądzę zamierzacie spędzić tu sporo czasu – powiedział na koniec i odszedł uśmiechając się uspokajająco.
- Dzięki Bogu – dziewczyna odetchnęła z ulgą, a po jej policzku spłynęła łza szczęścia. Stojący opok chłopak przyciągnął ją do siebie obejmując ramieniem, pozwalając tym samym wypłakać się w swoją zielonkawą koszulkę.
- Już dobrze, wszystko będzie w porządku, teraz musimy powiadomić jeszcze całą resztę – odpowiedział z westchnięciem oznaczającym, że kolejne kilka dni, nie będzie sielanką.

***

- Dlaczego nas tutaj przyprowadziłeś? Wybacz ale za godzinę mamy trening i nie mamy czasu na spotkania towarzyskie – powiedział jak zwykle głosem zimnym i obojętnym kapitan szkolnej drużyny siatkarskiej, Uchiha Sasuke.
- Rozumiem Twoje niezadowolenie, nie mniej sądzę jednak, że dotyczy to także Ciebie jak i wszystkich innych w tym gronie. – odpowiedział jak nigdy ostrym tonem ciemnooki.
- Mam nadzieję, że nie rozczaruję Cię mówiąc, że nic mnie z wami nie łączy i oprócz z kilkoma zebranymi tutaj, poza siatkówką nie mam nic wspólnego – odpowiedział sucho brunet.
- Uwierz, że wiem jak bardzo chcesz aby Cię tutaj nie było, wiem też, że gdyby nie Twoje wklepane maniery po prostu odszedłbyś sobie bez słowa, ale wydaje mi się, że sprawa, o której chcę wam opowiedzieć, jest można to ująć związana z Tobą bardziej niż Ci się wydaje – wysyczał już niemal wyprowadzony z równowagi ciemnooki i tylko sińce po nie przespanej nocy, ukazywały powagę sytuacji. Sama sytuacja okazała się dosyć niespodziewana, gdyż nagle po ostatniej lekcji, krótkie rozkazy chłopaka, które nigdy z jego ust nie padły nad wyraz stanowczo, wywołały natychmiastowe stawienie się grupki przyjaciół koło fontanny na głównym dziedzińcu.
- Tak więc im szybciej powiesz co masz do powiedzenia, tym szybciej będziemy mogli stąd iść? Proszę, zaczynaj – powiedział obojętnie Uchiha chociaż barwa głosu, którą został obdarowany wywołała w jego wnętrzu wzburzenie. Miał on w planach przedstawienie kilku zagrywek pewnemu blondynowi, co niestety będzie musiało zaczekać i za co pewnie dostanie mu się od Kakashi’ego. Reszta grupy czekała aż sprawca ich niespodziewanego spotkania rozpocznie swoje, można powiedzieć oświadczenie. W owej grupce znajdowało się 3 członków szkolnej drużyny siatkarskiej, którzy siedzieli jak na szpilkach obawiając się, że nie zdążą usłyszeć całej opowieści przed rozpoczęciem treningu, za co potem będą zbierać baty.
Była tam długonoga blondynka i jej granatowo włosa przyjaciółka o mlecznych oczach oraz Chouji, który z niecierpliwością zajadał się chipsami ziemniaczanymi oczekując aż Nara Shikamaru, który pierwszy raz w życiu nie potrafił wymyślić idealnej strategii na przedstawienie tego co chciał przekazać, rozpocznie swoją przemowę.
- Tak naprawdę to co mam wam do powiedzenia, jest bardzo kłopotliwe – westchnął wypuszczając głośno powietrze, spojrzał na ciemnowłosą, która niepewnie skinęła głową po czym zaczął mówić dalej – Sakura jest w szpitalu – wypowiedział szybko i wstrzymał powietrze wyczekując reakcji na twarzach zebranych. Oczy wszystkich nagle się powiększyły, twarz Ino pobladła ze zdenerwowania, Chouji przestał jeść zatrzymując rękę w połowie drogi do ust, Kiba zagryzł mocno wargi patrząc złowrogo, Hinata miała spuszczoną głowę, Naruto nie wiedział co zrobić z rękami, a Sasuke stał jak stał z miną nie wyrażającą żadnych uczuć.
- Dlaczego…co się stało? – z ust blondynki wyrwało się pytanie, na które podświadomie wolałaby nie znać odpowiedzi.
- Znaleźliśmy ją razem z Hinatą wczoraj wieczorem – powiedział patrząc w niebieskie oczy blondynki po czym odwrócił wzrok – Jak wiesz jej rodzice wyjechali i mają wrócić dopiero w połowie tygodnia więc…więc zaprosiła nas do siebie…
- Wydało nam się dziwne gdy przyszliśmy pół godziny później, a nikt nam nie otworzył, wtedy…wtedy Shikamaru zauważył, że drzwi są uchylone – przerwała mu Hinata, a gdy po krótkiej wypowiedzi sama nie była w stanie nic więcej powiedzieć, spuściła na powrót głowę chowając ją w swoich dłoniach.
- Znaleźliśmy ją w salonie na podłodze, przy stoliku, na którym stał telefon, widocznie próbowała zadzwonić…
- Czy z  nią wszystko w porządku? – zapytał nagle Naruto, przerywając brunetowi.
- Jej stan jest stabilny, ale potrzebuje odpoczynku – westchnął głęboko i przejechał nerwowo dłonią po włosach
- Więc co jest nie tak? – zapytał Uzumaki, który zauważył wyraźne zdenerwowanie na spiętej twarzy ciemnookiego.
- Bo…cholera jasna ona tam tak po prostu nie zemdlała, leżała na tej podłodze w kałuży krwi, miała pełno…zadrapań i siniaków…pierwszy raz w życiu nie…nie wiedziałem co robić, nie miałem żadnego planu…tylko stałem jak taki idiota, zamiast czym prędzej zadzwonić po pomoc…czułem się tak beznadziejnie otępiały, że gdyby nie było tam ze mną Hinaty mogłoby by skończyć się inaczej…Kuso! – Shikamaru w nerwowych spazmach uderzył z całą swoją siłą w filar fontanny, z której posypał się tynk. Syknął lekko i zjechał po nim plecami, siadając na ziemi. – Czuję się…jakbym był za to odpowiedzialny…
- Nie obwiniaj się – urwał mu krótkim, ostro wypowiedzianym zdaniem blondyn, w którego oczach była determinacja. – Wydaje mi się, że wiem kto może być za to w pełni odpowiedzialny – syknął wściekle i spojrzał na płonące złością oczy Kiby. I gdy już wymienili ze sobą znaczące spojrzenia, uśmiechnęli się złowieszczo, po czym puścili pędem na boisko do koszykówki, znajdujące się po drugiej stronie budynku.
- Hinata, zaopiekuj się moją torbą - powiedział spokojnie po czym mięśnie jego twarzy spięły się – Kretyni – syknął po czym złapał Narę za koszule podnosząc do góry – idziesz ze mną – powiedział władczo po czym pobiegł za chłopakami. Biegł tak mając nadzieje, że dogoni ich zanim zrobią coś głupiego gdy Shikamaru nagle się zatrzymał. – Co jest? Nie mamy czasu na odpoczynek – zatrzymał się i cofnął po Narę. Zbliżał się do zgiętego chłopaka opierającego ręce na kolanach i łapiącego szybko powietrze. Gdy chciał złapać go z ramię i pociągnąć aby się pospieszył, zauważył, że chłopak drży. Zdziwiło go to bo nie spodziewał się po nim łez. Jednak kiedy Shikamaru się podniósł na jego twarzy nie było ani śladu słonych kropli, jego szczęka była mocno zaciśnięta, brwi ściągnięte, a spojrzenie tak palące, ze sam Uchiha na chwile stracił oddech. Ocknął się gdy chłopak ruszył wściekle w stronę boiska. Gdy już tam dobiegli zauważyli drużynę koszykówki, na czele której stał Aidou. Naprzeciwko niego stali Naruto z Kibą. Chłopak stał z piłką w ręce, którą obracał spokojnie i patrzał na przybyłą dwójkę.
- O co chodzi panowie? – powiedział swobodnie, a jego głos przesączony był jadem.
- Będziesz udawał głupka? – zapytał wściekle Kiba mrużąc złowrogo oczy. Wyglądał jak wilk broniący swojego stada.
- Nie wiem o czym mówisz, ale jeżeli zamierzacie przeszkadzać w naszym treningu, będziemy musieli interweniować – mówiąc to, Aidou odwrócił się do kolegów i kiwnął głową. – To jak? – zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
- Nie kpij z nas! – warknął Inuzuka. – Nie z nami takie gierki, dokładnie wiemy, że to Twoja sprawka! – mówiąc to zrobił krok do przodu jednak nic więcej nie zdążył poczynić. Trwało to zaledwie kilka sekund i nikt tak naprawdę nie zdążył zareagować. Shikamaru wściekłym krokiem wyminął Kibę i jednym szybkim ruchem wycelował prosto w szczękę kapitana drużyny koszykarskiej. Ten stracił równowagę i upadł na ziemię. Nim zdążył jednak cokolwiek powiedzieć lub wykonać jakiś ruch, Nara uklęknął jedną nogą na jego klatce piersiowej i złapał mocno za gardło uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Wszyscy stali wpatrzeni tępo w jego osobę. Niespodziewani się po nim takiej agresji, a co za tym idzie, że posiada chociaż trochę siły. Nikt nie przypuszczał, że jest w stanie podnieść rękę na kogoś takiego jak Aidou.
- Hej! Mieliśmy ich powstrzymać przed robieniem głupot, a nie sami się w nie mieszać! – krzyknął Uchiha, który nie zdążył zatrzymać bruneta.
- Jak się teraz czujesz!? Jesteś szczęśliwy!? Odpowiadaj do cholery! Czy sprawianie bólu słabszym napełnia Cię satysfakcją!? Czy wyrządzanie krzywdy dziewczynie, która Cię kochała wprawia Cię w euforię!? Ty skurwysynie, czy zdajesz sobie sprawę z tego co się z nią będzie działo!? Odpowiadaj do cholery! – Krzyczał ciemnooki coraz mocniej zaciskając rękę na jego szyi.
- Opanuj się Shikamaru! Udusisz go! – krzyknął Naruto i doskoczył próbując go odciągnąć. Jednak na marne. – Sasuke pomóż mi do cholery! Czego tak stoisz! – rzucił w jego stronę po czym obydwoje trzymali już chłopaka, próbując go unieruchomić.
- Co Ci do łba strzeliło!? Miałeś pomóc mi ich powstrzymać, a tymczasem sam się na niego rzucasz! – skarcił go Uchiha wykręcając rękę do tyłu, gdy ten zaczął się wyrywać.
- Jak się teraz czujesz, ha!? No jak? Nie potrafisz odpowiedzieć? Nie masz wyrzutów sumienia? Hę? A może będziesz je miał, gdy powiem Ci, że zabiłeś swoje dziecko!? – wykrzyczał w gniewie ostatnie słowa, chwila nieuwagi ze strony Uchihy skończyła się tym, że Nara znów doskoczył do sparaliżowanego jego słowami Aidou. Szybkim ruchem znów pozbawił go równowagi, a z wargi chłopaka pociekła krew. – Ty śmieciu! Ona była w drugim miesiącu! Jak długo to trwało!? – powiedział po raz kolejny wyprowadzając cios, jednak przy następnym uderzeniu jego ręka została powstrzymana przez blondyna, który teraz wraz z Kibą próbowali go unieruchomić. – Jak długo ją gwałciłeś!? Jak długo pytam!? – krzyczał osuwając się bezradnie na kolana. W tym momencie Sasuke podszedł do kapitana drużyny i podniósł go z ziemi łapiąc za koszulkę. W jego oczach szalała istna burza. Wystarczyło jedno spojrzenie na pozostałych członków jego drużyny koszykarskiej, a żaden nie wykonał ani jednego ruchu.
- Pamiętasz? Mówiłem Ci, co z Tobą zrobię gdy dowiem się o Twoich wybrykach, mówiłem jak Cię potraktuję kiedy po raz kolejny skrzywdzisz Sakurę – powiedział diabelsko opanowanym głosem prosto w ucho oprawcy. Oczy chłopaka momentalnie się rozszerzyły. – Ale zmieniłem zdanie ponieważ dostałeś już za swoje. Myślę, że większa kara spotka Cię gdy sprawa trafi przed sąd, tym razem jednak postaram się jak najbardziej, aby Twoje występki zostały solidnie ukarane, a uwierz…mam kogoś kto się tym zainteresuje. W więzieniu to ty będziesz robił za ofiarę. – ostatnie zdanie wypowiedział szeptem, na co chłopak drgnął. Puścił go po czym odwrócił się do towarzyszy. Wyciągnął komórkę z kieszeni i wykręcił numer.
- Czekaj, chyba nie myślisz, że policja Ci uwierzy, nie zapominaj, że to wy mnie teraz napadliście…jak sądzisz komu policja uwierzy – powiedział po czym zaśmiał się histerycznie. Brunet odwrócił się z telefonem przy uchu i spojrzał ostro.
- Itachi, mam do Ciebie małą prośbę – powiedział, a na jego twarz wstąpił kpiący uśmiech.

2 komentarze:

  1. Masakra'!'wow! ;]
    Nie mam słów, rozdzialik mega mi się podoba!
    Aż żal mi Sakury..


    Yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń