wtorek, 14 grudnia 2010

Epizod 16

Nie mógł uwierzyć w słowa, które usłyszał przed chwilą. Teraz, gdy zaczął rozchylać ciężkie wrota swojej arktycznej bariery, gdy zrobił krok w przód, nagle jak na przekór wyrósł przed nim wielki mur. Jak mógł stwierdzić, że jest on aż tak samolubny? Owszem, liczyła się reputacja, potrzeba pięcia się w górę może i była trochę większa niż u innych, dawało mu to swego rodzaju satysfakcję, ale przecież to nie było dla niego najważniejsze. Nie od czasu gdy tydzień temu po raz pierwszy zobaczył te idealnie rozświetlające niczym diamenty swym radosnym blaskiem, błękitne tęczówki. Usta w kolorze moreli łączące się delikatnym konturem z opaloną skórą, której towarzyszyły połyskujące wesołymi iskrami złote kosmyki. Dlaczego więc oskarżył go o brak zainteresowania osobami żywiącymi do niego cieplejsze uczucia?
Może dlatego, że to wiercąca dziurę w sumieniu, boląca prawda. Czuł jeszcze jak skóra go pali pod niedawnym dotykiem smukłych palców. Odruchowo złapał się za miejsce, w którym ostatnio spoczywała dłoń blondyna. Poczuł jak się czerwieni i potrząsnął głową próbując pozbyć się wszelkich myśli.
- Kapitanie - dobiegł go niski głos Sai'a, który niespodziewanie pojawił się w szatni kładąc na ławeczkę dużą sportową torbę - Cóż to za niepewna postawa? - zapytał, z góry wiedząc, że nie dostanie odpowiedzi. Otrzymał w zamian tylko gniewne spojrzenie ciemnych oczu, a czarna czupryna minęła go szybko opuszczając pomieszczenie - Ten to ma dobrze...Ma wszystko i wszystkich gdzieś głęboko, zdecydowanie ma najlepiej...nawet nie musi się martwić, że w następnym meczu, jeżeli się nie postara na treningach, może go nie być w głównym składzie...taaak...przecież to kapitan, on nie ma takich problemów...- marudził pod nosem zmieniając strój. Gdy wyszedł w pełni gotowy na rozgrzewkę, jego uwagę zwrócił nienawistny wzrok Uchihy spoczywający na dwóch roześmianych osobach - A może jednak ma jakieś problemy - uśmiechnął się pod nosem analizując postawę bruneta.
- Serio myślałem, że coś Ci się stało, ale widzę jednak, że po ostatniej wymianie poglądów z Uchihą nie doszło do rękoczynów - zaśmiał się i poklepał blondyna po ramieniu - To co się z Tobą działo przez te dwa dni? Raz nawet wysłałem Neji'ego, ale nikogo nie było, pomyśleliśmy nawet, że to sprawka Aidou - spojrzał uważnie na niebieskookiego domagając się wyjaśnień.
- Aidou? - zapytał nie wiedząc tak naprawdę o kogo chodzi.
- No wiesz, były chłopak Ino...ten co chciał Ci przyłożyć, bo przerwałeś mu wiesz co - powiedział już ciszej. Blondyn otworzył tylko oczy w zdumieniu gdy po głowie przeszła mu myśl, że Inuzuka nie powinien o tym wiedzieć.
- Skąd...o tym wiesz? - zapytał zmieszany. W końcu była to tajemnica, która miała ujrzeć światło dzienne tylko za pozwoleniem ofiary.
- Sakura oznajmiła to gdy Shikamaru wypytywał ją o Twoją nieobecność...Dzięki temu wiemy, że nie jest zdzirą tak jak o niej myśleliśmy...teraz wszytko jest widoczne w innym świetle, za namową Nary i Ino, założy ona sprawę w sądzie o przestępstwo na podłożu seksualnym...Tego psychopatę musi spotkać kara - Kiba zacisnął pięści pod napływem nagłej złości, a Uzumaki odetchnął z ulgą i ucieszył się, że sprawa się jako tako wyjaśniła - To jaki był powód Twojej absencji?
- Coś mi wypadło - na twarz blondyna wkradł się sztuczny uśmiech co obserwujący Sasuke od razu zauważył. Nadal był zdania, że Naruto nie powinien wychodzić z domu. Według niego liczne pytania zadawane przez kolegów z klasy mogą tylko go jeszcze bardziej pogrążyć. Zdecydowanie było za wcześnie.
- Tak, tak...coś mi się wydaje, że kłamiesz gołąbeczku, nie odbierałeś komórki i powiem Ci nawet, że Uchihy też nie było, a to żeście się nie pobili stawia sprawę zupełnie inaczej...Znikacie razem i zjawiacie się razem...to jak? Może go przepraszałeś? - w oczach Inuzuki pojawił się zboczony błysk, a gdy do złotowłosego dotarło prawdziwe znaczenie wypowiedzianych słów, z impetem przyłożył szatynowi i naburmuszył się nabierając lekkich rumieńców.
- Musiałem pozałatwiać kilka spraw związanych z przeprowadzką - skłamał próbując przywołać naturalny koloryt swojej skóry jak i również odgonić wspomnienia z poprzednich dni.
- Niech będzie, że Ci wierzę, ale...- spojrzał na opartego niedaleko o ścianę czarnowłosego chłopaka, który przyglądał się niezauważalnie - ...podoba Ci się? Co nie? - objął blondyna ramieniem, odwrócił w stronę obserwatora i kiwając głową do Sasuke w geście przywitania, poruszył znacząco brwiami. Uzumaki momentalnie zrobił się rumiany na policzkach i po raz kolejny przyłożył wścibskiemu Inuzuce - Idę się przebrać - powiedział rozmasowując obolałe miejsce i ruszył w kierunku szatni.
- Pewnie mówili o Tobie - usłyszał koło swojego ucha i odwrócił się w stronę głosu - Jak myślisz? - zapytał szczupły brunet i po raz kolejny został obdarowany zimnym spojrzeniem kapitana.
          Przez połowę treningu dręczył go trącący fałszem humor właściciela lazurowego nieba. Sztuczne uśmiechy napełniały tylko kielich niepokoju, który powoli zaczął się przelewać. Jak sobie z tym radzi? Jak bardzo to przeżywa? Nie mógł się w ogóle skupić na grze, gdy jego głowę wypełniały pytania bez odpowiedzi.
- Uchiha! - usłyszał wściekły głos Kakashi'ego gdy po raz kolejny tego dnia spieprzył zagrywkę.
- Czego?! - odpowiedział krzykiem, poirytowany własnym stanem w jakim się znalazł.
- Chodź no tu! - zawołał go do siebie wyraźnie zbulwersowany jego postawą, wskazując ręką na miejsce przed sobą. Reszta drużyny była zaciekawiona powodem roztargnienia bruneta i teraz stali obserwując w milczeniu cichą wymianę zdań pomiędzy trenerem a kapitanem.
- Wynocha! - usłyszeli nagle donośny krzyk srebrnowłosego, który lekko nimi wzdrygnął. - Nie chcę Cię tu dzisiaj więcej oglądać, marnujesz tylko czas drużyny, jesteś kompletnie nieprzydatny, wróć na trening gdy złapiesz kontakt z rzeczywistością! A teraz żegnam! - Sasuke stał przed nim z chęcią mordu w oczach za upokorzenie go przy całej drużynie - Na co czekasz? Won! - krzyknął, a niektórym po plecach przeszedł zimny dreszcz - A wy co?! Ktoś jeszcze nie jest w stanie dzisiaj grać? - spojrzał wymownie na Uzumakiego. Blondyn przez chwilę nie wiedział co zrobić. Nieznacznie zachwiał się dokonując ostatecznego wyboru jakiem było opuszczenie tego miejsca razem z Uchihą - Tak myślałem...reszta wracać do gry! - wrzasnął i wyrwał z transu zadziwienia chłopaków.
          Nie wyobrażał sobie zostania na treningu gdy wytrąciło go z psychicznej równowagi zachowanie bruneta. W chwili jego wejścia do szatni, czarnooki z pasją wyżywał się na metalowej szafce rzucając obelgi za poniżenie jego osoby.
- I co do cholery mają z tą pieprzoną rzeczywistością?! - zirytowany podniósł ton.
- Przestań tworzyć iluzję, a problem się rozwiąże - usłyszał za sobą dobrze znaną mu nutkę umoralniającą.
- Wracaj na sale, tracisz czas - rzucił nie odwracając się i zaczął wykręcać szyfr.
- Wpędziłeś mnie w swojego rodzaju poczucie winy, nie mógłbym pozwolić sobie na kontynuację treningu - westchnął i zamknął za sobą drzwi.
- Dlaczego sądzisz, że to z twojego powodu? Przecież sam niedawno paplałeś o tym jaki to jestem bezinteresowny, myślisz, że takiego egoistę jak ja gryzie sumienie? - zapytał z sarkazmem, ale w odpowiedzi poczuł tylko oplatające go silnie ramiona - Co Ty robisz? - wysilił się na ten sam opanowany ton co wcale nie było łatwe.
- Wiesz...to nie miało na celu urażenia Cię lub zmuszenia do zmiany swojego postępowania...powiedziałbym raczej, że to miało Cię nakierować...cóż może powinienem to ukazać bardziej klarownie - wyszeptał ponętnym głosem po czym przygryzł płatek jego ucha, przesuwając powoli ręce z doskonale umięśnionego brzucha na biodra chłopaka. Uchiha spiął się na ten gest śmiałości z jego strony lecz zaraz rozluźnił czując, że blondyn odrywa od niego dłonie.
- Czy Ty przypadkiem nie próbujesz mnie sprowokować? I kto tu jest manipulatorem? - zapytał wychodząc już przebrany z szatni. Nie zwrócił nawet uwagi na wlepione w niego liczne pary oczu. Tak naprawdę po głowie chodziło mu tylko jedno pytanie "W co on sobie pogrywa?". Stanął przed budynkiem i oczekiwał pojawienia się niebieskookiego.
- Miło, że na mnie zaczekałeś - usłyszał głos blondyna, który pojawił się w drzwiach wyjściowych.
- Tak, muszę Ci zadać kilka pytań - powiedział, a na twarzy kolegi zaobserwował nieznaczny uśmiech tryumfu.
- Pytaj - powiedział śmiało spoglądając oczekująco na bruneta.
- Po pierwsze, w co ty ze mną pogrywasz? - zapytał z nieukrywanym oburzeniem
- A po drugie? - usłyszał tylko w odpowiedzi co rozjuszyło go jeszcze bardziej.
- Po drugie, dlaczego wokół mojej iluzji tworzysz swoją własną? - powiedział starając ukryć swoją złość gdy nie uzyskał odpowiedzi na pierwsze pytanie.
- Trzeciego pytania nie będzie? - zapytał bawiąc się znienawidzoną przez Uchihe postawą wszechwiedzącego mędrca.
- Odpowiedz - powiedział uspokajając się w duchu. Wiedział, ze krzyki czy groźby tu nic nie pomogą gdyż blondyn okrył się barierą, która promieniowała mądrością i opanowaniem.
- Na pierwsze czy na drugie? - zapytał a gdy zobaczył w grafitowych oczach iskry żalu pomieszanego ze złością postanowił nie dręczyć już dłużej ich właściciela - Nie pogrywam sobie z Tobą, szczerze mówiąc nawet nie śmiałbym...staram Ci się tylko udowodnić, że Twoja zdystansowana prezencja nie zawsze będzie przysparzała Ci wielbicieli...niektóre osoby naprawdę muszą się natrudzić, abyś je zauważył. - Powiedział łagodnym głosem, a Sasuke spojrzał na niego zaskoczony.
- Niby kto taki? - zironizował słowa blondyna
- Kakashi-sensei...jego dzisiejszy wybuch oznaczał, że troszczy się o Ciebie i Twoją karierę, a wcześniejsze słowa potwierdzały tylko, że zna Cię nie od dziś - powiedział patrząc ciepło na bladą twarz okrytą czarnymi kosmykami - Hinata...twierdzi, że nie jesteś taki zły na jakiego się zgrywasz, a Kiba i Neji mimo wszystko Cię lubią choć ukrywają to pod szacunkiem do Twojej osoby, nawet Sai nie raz próbował do Ciebie zagadać i to nie dlatego, że jesteś kapitanem, ale tez dlatego, że jesteś człowiekiem jak każdy inny i może w końcu dasz się ze sobą zaprzyjaźnić - dokończył poważnym głosem i stanął przed brunetem.
- Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zdołałeś zauważyć tyle rzeczy, skąd wiesz, że to nie kolejne złudzenie? - zapytał zatrzymując się gdy blondyn zastąpił mu drogę.
- Widzisz, dorastałem w otoczeniu, które jednak nie pałało do mnie sympatią, zawsze stałem z boku i obserwowałem. Nauczyłem się rozróżniać fikcję od realiów.
- Odpowiedz mi teraz na moje drugie pytanie - brunet spoważniał nagle i spojrzał badawczo w oczy koloru niezapominajek.
- I tu jest kłopot bo to nie ja tworzę iluzję...Problem leży w tym, że twoje złudzenie rzuca cień na świat obiektywny, który istnieje dookoła Ciebie, wydaje Ci się, że wszyscy grają a to za sprawą tego, że nie chcesz ich poznać. - powiedział niebieskooki ruszając przed siebie - Tworzysz łańcuch, w którym jedno ogniwo pociąga następne i tworzy wizję świata, do którego inni ludzie mają zakaz wstępu. Gdybyś się otworzył zobaczyłbyś, że są to prawdziwe zachowania osób, a nie tylko wyobrażenia. - westchnął i zatrzymał się na światłach - Poznałem już nie jeden rodzaj naigrawania się ze świata realnego. Nawet ja mam swoją własną krainę, jednak tylko kiedy czytam wybieram się w podróż do mojego królestwa - powiedział a czarnookiemu od razu przypomniała się sytuacja sprzed kilku dni. To była prawda i zaczynał odczuwać jej skutki gdy cały ciężar jego imaginacji zaczął uciskać jego żołądek. - Życie jest trudne i nie sposób przejść przez nie samemu - dodał gdy zapaliło się zielone światło
- A Ty? Przecież sam musiałeś radzić sobie ze wszystkim - zapytał nie za bardzo rozumiejąc silną psychikę blondyna. Tak naprawdę myślał, że to on jest tym, który potrafi sobie poradzić bez niczyjej pomocy jednak się pomylił. Człowiek, który szedł obok niego wydawał się jeszcze silniejszy. Może ta jego radość dawała mu tą potęgę? Chciał znać sekret jego egzystencji w tej zatrutej fałszem rzeczywistości.
- Nie zapominaj o tym, że ja w końcu znalazłem kogoś dla kogo potrafiłem wzlecieć jeszcze wyżej, poza tym nie znałeś mnie wcześniej...Nie byłem taki jak teraz...Szczerze mówiąc...byłem taki jak Ty - Naruto stwierdził, że nie ma sensu owijać w bawełnę jeżeli znał sytuację bruneta - może z małą różnicą...ja nie byłem akceptowany i moja iluzja nie była pokryta nienawiścią do świata, a powinna...Zmieniłem się gdy poznałem bratnią duszę i nie tworze już swoich fałszywych zachowań. Jak już mówiłem, życie jest trudne i nie warto samemu pchać się przez przeszkody - spojrzał w szerlitowe tęczówki - Chciałbym abyś Ty zaakceptował mnie jako swoją bratnią duszę - uśmiechnął się pogodnie ukazując białe, równe zęby - Lubię puzzle i wzleciałbym jeszcze wyżej gdybyś pozwolił mi ułożyć idealny obraz Twojego szczęścia. - Ta krótka dyskusja ciągnęła się przez całą drogę do domu chłopaków - Wejdziesz na kawę? - zapytał, a w zamian otrzymał serdeczny uśmiech Sasuke, który nie był okryty już żadnym kłamstwem gdyż wydobywał się prosto z serca, które zaczynało odrzucać na bok wszelkie lodowe zapory.
- Co tak szybko? - zapytał Itachi witając uśmiechniętych chłopaków w drzwiach.
- Wyrzucili nas - blondyn spojrzał na bruneta, który o dziwo z trudem powstrzymywał śmiech i dokończył gdy zobaczył przestraszone spojrzenie starszego Uchihy - z treningu rzecz jasna - rzucił i obaj wpadli we wręcz histeryczny śmiech. Cała sytuacja choć poważna była owiana jednak nieco irracjonalnym zachowaniem obu chłopców. Bo przecież nie zawsze twardy Sasuke jest w kropce, a Uzumaki nie chwali się swoją filozofią na temat świata każdej napotkanej osobie.
- Rzeczywiście jest się z czego śmiać - mruknął Itachi i wyszedł z posiadłości zostawiając ich samych.
- Wyglądasz zupełnie...inaczej...gdy się...śmiejesz - powiedział Naruto w przerwach łapiąc powietrze - łagodniej - dodał gdy się już uspokoił.
- Ty natomiast...nie wyglądasz tak mądrze jak podczas...swoich wypowiedzi - odpowiedział mu siadając na krzesło w kuchni i uspokajając nieregularny oddech - powiedziałbym...niewinnie - dodał - niestety nie jest z Ciebie wcale taki anioł - spojrzał sprytnie na załzawione od śmiechu oczy.
- Mogę...- powiedział powoli podchodząc do bruneta - pokazać Ci moją diabelską naturę - dodał zalotnie i pochylił się lekko nad czarnookim wychwytując metaliczny błysk podniecenia w jego oczach. Ich twarze dzieliła niewielka odległość, a brzoskwiniowe usta kokieteryjnie owiewały dobrze wykrojone czerwone wargi. Brunet przejechał subtelnie gładkimi palcami po miękkich ustach, patrząc w krystaliczne tęczówki by po chwili zastąpić je delikatnym muśnięciem, niczym wiśniowe płatki. Po chwili jednak rozwinął pocałunek zamieniając go w pociągający taniec zmysłów. - Woda się zagotowała - z ust blondyna wydobyło się szybkie zdanie gdy tylko na ułamek sekundy się od siebie oderwali. Brutalnie wyrwał on drugiego chłopaka z krainy fantazji, w którą się przeniósł na tę krótką chwilę. - Z mlekiem? - usłyszał jeszcze tylko i spojrzał na twarz blondyna na, której pojawił się przebiegły uśmieszek.
- Z mlekiem i pół łyżeczki cukru - powiedział lekko zawiedziony i poszedł do salonu klnąc w duchu.

1 komentarz:

  1. Po pierwsze.. to, jak opisałaś iluzję Sasuke, jak ją zgłębiłaś, a przede wszystkim kreacja Naruto.. serio niebanalne , a wręcz brak mi słów :d
    Tak łatwo rozgryzł Uchihę.. Niby my, czytelnicy, to wszystko wiemy, ale Ty okalałaś to takimi słowami, że aż dech zapiera :] serio.

    OdpowiedzUsuń