wtorek, 14 grudnia 2010

Epizod 15

Wstał rano spokojniejszy niż wczoraj i zszedł do kuchni aby zrobić śniadanie. Przyszedł do sypialni z gotowym omletem i sokiem pomarańczowym dla Naruto, który już nie spał, a patrzał się w bezchmurne niebo za oknem. Uchiha mógł śmiało stwierdzić, że niebo było niczym w porównaniu z jego tęczówkami. Jego oczy były jeszcze czystsze niż boskie sklepienie. Siedział tak około 10 minut wpatrując się w niezmienną twarz blondyna, czekając aż ten sięgnie po posiłek. Ze zrezygnowaniem wstał i podszedł aby zabrać talerz. Wiedział, że nie zje tego co mu przygotował.
- Miał na imię Konohamaru – powiedział nagle do kierującego się w stronę drzwi bruneta.
Sasuke przystanął oniemiały jego nagłym zwierzeniem. Odwrócił się przez ramię i słuchał dalej tego co mówi blondyn – Zjawił się w naszym sierocińcu dwa lata temu i został przydzielony do mojego pokoju. Ucieszyłem się, że będę miał nowego współlokatora. Wiesz...długie rozmowy, zwierzenia, wspólne sekrety...Jego matkę zamordował jego ojciec, który trafił do więzienia, a zaraz po tym incydencie odesłali go do domu dziecka. Długo nie mógł się pozbierać...na początku nie odzywał się do nikogo, wiele razy próbowałem do niego zagadać, ale nie bardzo mi to wychodziło...Był ode mnie młodszy o 3 lata, traktowałem go jak młodszego brata. Wiedziałem, że zaczynam być za niego odpowiedzialny...Pewnego dnia gdy wracałem z zajęć dodatkowych spotkałem go na ławce w parku kompletnie odciętego od świata – Naruto się lekko zaśmiał – wtedy myślałem, że źle się czuje i może się przeziębił. Wyglądał strasznie – przybrał poprzednią minę, a Sasuke odstawił talerz siadając obok niego. Jednak nie za blisko, aby nie wystraszyć go. Spojrzał ze smutkiem na niego i wsłuchał się w słowa wypowiadane z jego ust. – Miał powiększone źrenice, bladą twarz i błogi uśmiech na twarzy. Byłem przerażony, wziąłem go pod ramię podtrzymując aby nie upadł postanowiłem zabrać ze sobą do ośrodka. Nic nie mówił, nie sprzeciwiał się, tylko wlekł się powoli wraz ze mną. Zrozumiałem co mu jest gdy zatrzymał nas radiowóz, a z niego wysiadło dwóch funkcjonariuszy. Pamiętam co wtedy powiedziałem. „Dobry wieczór panie władzo, mój kolega jest chyba chory czy mógłby pan wezwać lekarza?” zapytałem, a on patrząc na mnie wymówił słowa, które na początku nie docierały do mnie „Jemu odwyk jest potrzebny, a nie lekarz. Przecież on jest kompletnie naćpany!” krzyknął z pożałowaniem patrząc na niego i zaaresztowali nas. Przez cały następny miesiąc był na odwyku, a ja czekałem na niego, aż wróci. Martwiłem się strasznie gdy dowiedziałem się, że ośrodek jest całkowicie zamknięty i ludzie z zewnątrz nie mają do niego dostępu. Bałem się, że może mu się nie udać gdy dowiedziałem się od lekarza, że jest uzależniony od tak cholernie ciężkiego narkotyku jakim jest heroina...- przerwał na chwilę a głos mu lekko zadrżał – Udało mu się, byłem cholernie szczęśliwy. Rozmawialiśmy ze sobą ile tylko mogliśmy, potrafiliśmy przegadać całe noce. Pomagałem mu w nauce, razem graliśmy. Był bardzo twórczy, z niczego potrafił zrobić coś pięknego. Dostałem od niego tą bransoletkę – powiedział i dotknął nagiego nadgarstka, a po chwili przypomniał sobie o tym jak rozerwała się w kuchni – Tak, bransoletkę...chyba została w kuchni – uśmiechnął się, a w jego głosie można było wyczuć nutkę sarkazmu – Zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi, i tak naprawdę mieliśmy tylko siebie. Traktowaliśmy się jako taką małą rodzinę. Pamiętam jak wracałem ze szkoły i witał mnie w pokoju wołając „Naruto-onissan”. – Po jego twarzy wciąż zwróconej w stronę okna spłynęła powoli łza ginąc gdzieś w lśniących poduszkach – Postanowiłem...my postanowiliśmy, że zamieszkamy razem jak tylko skończy 18 lat...Nie wiedziałem, że...jak wyjadę...- jego głos coraz bardziej się załamywał i siłą już powstrzymywał łzy.
- Wiem...już nic nie mów – powiedział kojąco i otarł z jego policzka kolejną łzę, która niechciana wydobyła się z jego oka. Blondyn powoli odwrócił głowę i spojrzał załamanym wzrokiem na Sasuke.
- Sasuke...czy Ty też mnie zostawisz? – zapytał cicho i z przerażeniem czekał na odpowiedź
- Co Ty mówisz! Usuratonkachi! – powiedział i pochylił się nad nim odgarniając delikatnie złote kosmyki. Kciukami wytarł jego mokre policzki. – Nie mam najmniejszego zamiaru...i ochoty – powiedział czule muskając ustami jego czoło. Wstał i wziął talerz – jest jeszcze wcześnie, nie musisz wstawać jak nie chcesz  – powiedział z zamiarem opuszczenia pokoju
- Sasuke, Dziękuję...- powiedział Naruto i zaburczało mu w brzuchu
- Zrobię Ci nowe śniadanie – powiedział brunet uśmiechem żegnając niebieskie tęczówki.
            Naruto postanowił wstać z łóżka, nie czuł się zbytnio na siłach, ale zmusiła go natura. Poczłapał powoli w stronę łazienki aby opróżnić dokuczający mu pęcherz. Wychodząc poczuł słodki zapach naleśników i zmienił zdanie schodząc powoli po schodach. Nadal bowiem miejsce po wbitym szkle miał lekko opuchnięte i sprawiały mu ból zbyt szybkie i gwałtowne ruchy. Jego serce natomiast cierpiało jeszcze bardziej niż owa rana. Wszedł obserwując tym samym bruneta stojącego przy patelni i usiadł powoli na krześle. Patrząc przed siebie czekał aż czarnooki skończy i gdy to nastało spojrzał na zaskoczonego jego obecnością Sasuke.
- Lepiej się już czujesz? – postawił talerz z naleśnikami i sięgnął po dwa naczynia, postawił jeden talerz przed sobą, a drugi przed Uzumakim – Kawy? – zapytał stojąc i wskazując ręką na czajnik, ten tylko przytaknął. Uchiha wstawił wodę i usiadł naprzeciwko chłopaka.
- Nie przypuszczałem, że umiesz gotować – ciężką ciszę przerwał Naruto i rzucił przelotne spojrzenie w stronę kucharza.
- Musiałem się nauczyć, brat nie miał czasu gotować mi codziennie co było mu też nie na rękę, ojciec natomiast nie silił się na posiłki z rodziną, jadał w restauracjach, barach i tym podobnych – z ust Uchihy potoczyło się tyle słów ilu nawet się nie spodziewał. Nie zwierzał się, nikomu. Nie sądził, że zdobędzie się na coś takiego przed kimkolwiek. Nim zdążył się zorientować w sytuacji, było już za późno i teraz zastanawiał się nad powodem nagłego monologu.
- Co się z nim stało? – Naruto najwidoczniej zainteresował się nieco wzmianką o jego ojcu i spojrzał uważnie przeżuwając kawałek gorącego posiłku. Czarnooki nie miał zbytniej chęci opowiadania historii swojej rodziny, ale odpowiedział mimowolnie na jego pytanie.
- Miał wypadek, zmarł przy budowie swojego najnowszego projektu Tokyo Midtown – powiedział beznamiętnie.
- To on zaprojektował ten najwyższy wieżowiec? Szacuneczek – blondynowi zdecydowanie powrócił dobry humor co nieco zaniepokoiło bruneta.
- Musze dzisiaj zjawić się na treningu – powiedział niespodziewanie co wyrwało niebieskookiego z zamyślenia – przyjdzie do Ciebie Itachi – powiedział i wstawił talerz do zlewu.
- Nie potrzebuję niańki, nie jestem dzieckiem – zdecydowanie zaprzeczył temu pomysłowi
- Martwiłem się o Ciebie – powiedział cicho nie odwracając się – boję się pomyśleć co przyszło Ci do tego Twojego cholernego łba – powiedział najspokojniej jak potrafił jednak w środku miał istne piekło. Z trudem tłumił swoje emocje kłębiące się w nim od wczoraj – Drugi raz nie pozwolę Ci na takie wyczyny...boję się Twoich kolejnych planów – powiedział odwracając się już w jego stronę i spoglądając na niebieskie tęczówki, które wpatrywały się w niego z zaciekawieniem – Nie patrz tak! – krzyknął wściekły i ruszył w stronę salonu został jednak zatrzymany przez rękę chłopaka.
- Czego się tak boisz Sasuke? – zapytał Naruto dalej wpatrując się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał czarnowłosy.
- Boję się tego...że mnie opuścisz – powiedział cicho starając się zrozumieć samego siebie. Nie pamiętał aby kiedykolwiek tkwiły w nim jakieś poważniejsze uczucia. Nie rozpoznawał tej więzi, która utworzyła się między nimi od pierwszego spotkania. Od pierwszego spojrzenia w lazurowy ocean okryty wachlarzem czarnych długich rzęs i złote kosmyki zdobiące opaloną twarz. – Boję się...z całego serca – dodał jeszcze ciszej, a uścisk na jego nadgarstku się rozluźnił. Chłopak wstał i minął czarnowłosego zostawiając go zmieszanego i samego ze swoimi obawami. Ten usiadł bezradnie na krześle i schował twarz w dłonie powoli pozbywając się odczucia złości i bezsilności.

***

- Jest na górze - powiedział beznamiętnie do Itachi'ego - wrócę za około 3 godziny - dodał i złapał dużą czarną torbę.
- Też idę - w korytarzu pojawił się spakowany blondyn
- Zostajesz - powiedział czarnooki i wyszedł nie zwracając uwagi na jego reakcję. Niebieskooki minął starszego z braci i wyszedł za Uchihą.
- Sasuke! Poczekaj! - powiedział doganiając chłopaka, który mimo jego nawoływań dalej szedł przed siebie nie zwracając na niego większej uwagi - Sasuke - powiedział i złapał go za rękę.
- Miałeś zostać w domu - wyrzucił z siebie i dalej szedł nie przejmując się trzymającą go dłonią.
- Musze chodzić na treningi bo mnie wyrzucą z drużyny - powiedział rzeczowo i puścił chłopaka
- Nie sądzisz, że jest jeszcze za wcześnie? - powiedział sarkastycznie brunet
- Skąd wiesz co jest dla mnie lepsze, nie chcę siedzieć w domu - oburzył się Uzumaki
- Wiem na pewno lepiej niż Ty - wycedził gorzko i zmrużył oczy patrząc na złotowłosego
- Że co proszę? Jeżeli chodzi Ci o to co stało się w kuchni to..
- To co? - Uchiha zatrzymał się
- To przepraszam, ale zmieszałem się, co miałem Ci powiedzieć? - zapytał podnosząc ręce aby pokazać swoją skruchę
- Może przeprosić za, jak to nazwałeś? Zakupy? - drwiącym tonem wyraził swoje oburzenie jego bezmyślnością - Itachi mi powiedział za co Cię zamknęli - spojrzał przeszywająco na chłopaka na co ten odwrócił lekko głowę - Co Ty sobie myślałeś? Że tak będzie lepiej, a może, że fajnie będzie jak umrzesz tak samo? Odpowiedz do cholery! - krzyknął i zwrócił twarz blondyna w swoją stronę - Tak myślałem - puścił go kiedy nie uzyskał odpowiedzi - Jesteś cholernie skomplikowany! Daj się zrozumieć...kuso! że też akurat Tobą musiałem się zainteresować...wszystko jest takie popieprzone...jeżeli potrzebuję jakiegoś szyfru, klucza czy co tam jeszcze żeby do Ciebie dotrzeć, powiedz mi to, nie utrudniaj...
- Sasuke - przerwał mu blondyn - Ty jesteś kluczem - powiedział i przytulił się do niego delikatnie - Ja...już mówiłem, że boję się, że znowu ktoś mnie opuści...nie chciałem tego, nie chcę i cały czas się tego boję, a teraz...teraz jeszcze to uczucie, takie nagłe...ściska mnie w żołądku...nie wiem co to jest, ale strach przed tym, że to właśnie Ty mnie zostawisz jest...niewyobrażalny - wtulił swoją twarz w szyję i czekał na reakcję chłopaka
- Nie...nie zostawię Cię - powiedział lekko zszokowany wyznaniem blondyna i odsunął go lekko od siebie - chodźmy na trening - powiedział trzymając rękę na jego ramieniu na co ten tylko skinął głową i ruszyli przed siebie. Przez całą drogę milczeli lekko zażenowani zaistniałą sytuacją. Żaden nie wiedział co ma powiedzieć i woleli utrzymywać tą krępującą ciszę do momentu dodarcia na salę. Uchiha zawsze był punktualny, a nawet wolał wcześniej zjawić się na miejscu przeznaczenia tak więc po dotarciu do celu zastali prawie pusty budynek i tylko Kakashi siedział w swojej dyżurce.
- No widzę, że zjawiły się nasze gwiazdy, więc jakie masz wytłumaczenie? - zwrócił się do bruneta i spojrzał po obydwu.
- To moja wina - wtrącił się Uzumaki - miałem małe problemy, a Sasuke mi pomagał dlatego mnie też nie było - powiedział i zerknął na kolegę
- Nie wiedziałem, że taki z Ciebie dobry przyjaciel...co ja mówię, przecież Ty nie masz przyjaciół - zadrwił z niego i cynicznym spojrzeniem przeszył go od góry do dołu. Kakashi znał go nie od dzisiaj i bardzo dobrze rozeznany był w sytuacji kontaktów Uchihy. Nigdy nie widział aby z kimś się bliżej zapoznał czy zaprzyjaźnił. Nigdy nawet nie słyszał, że wielki Sasuke z wielką dumą i reputacją godną niejednego króla, ma kogoś na oku czy chociażby okazał trochę zainteresowania. A tu nagle pomaga nowemu z własnej i nieprzymuszonej woli. Można powiedzieć, że zdziwił się telefonem bruneta i barwą jego głosu. Była ona wtedy nienaturalnie zachwiana, nie miała w sobie tej siły i pewności lecz strach i niepokój. Wyczuł od razu, że to nie jest jakiś tam zwykły przypadek, że jego nieobecność nie jest spowodowana niespodziewaną wizytą na przykład. Wiedział, że coś się stało, ale nie spodziewał się, że jest w to zamieszany blondyn.
- Daruj sobie - prychnął na niego i minął kierując się do szatni.
- To było...dość nieuprzejme - powiedział nagle niebieskooki co zwróciło uwagę srebrnowłosego, który odprowadzał wzrokiem Uchihe.
- Co? - zapytał jakby nie wiedział o czym mowa po czym się lekko uśmiechnął i poczochrał chłopaka po włosach - Idź się przebrać - powiedział i wrócił do małego pomieszczenia dla nauczycieli, po czym zagłębił się w lekturze. Chłopak wykonał polecenie i po chwili pojawił się w szatni gdzie stał już pozbywszy się bluzki Sasuke. Lazurowe oczy momentalnie się rozszerzyły gdy zdał sobie sprawę, że ogląda go jak jakąś rzeźbę. Gdyby nie to, że Uchiha się poruszał można by było pomyśleć, że wyrzeźbiła go ręka artysty, który chciał stworzyć anioła i gdyby to była prawda blondyn śmiał stwierdzić, że mu się to udało.
- Czemu tak patrzysz? - w odległości zaledwie kilku centymetrów od niego stanął brunet i wlepił ciekawe grafitowe tęczówki, które teraz przybrały niesamowitego metalicznego połysku. Wzdrygnął się i lekko czerwieniąc szukał sensownego wytłumaczenia. Im dalej zaglądał w głąb własnego umysłu tym mniej ich znajdował. W końcu trafił  mu się dość nawet istotny punkt zaczepienia.
- Naprawdę nie masz przyjaciół? - pytanie lekko zszokowało stojącego przed nim chłopaka.
- Nie mam - mówiąc to na powrót przybrał bezinteresowną minę. Odwrócił się i skierował w stronę szafki wpychając do niej torbę.
- Dlaczego? - blondyn obserwował poczynania kolegi, który teraz na powrót wykręcał szyfr gdyż zapomniał ściągnąć zegarka.
- Nie mam takiej potrzeby...poza tym czemu się tym interesujesz to nie jest Twoja sprawa, mam rację? - powiedział nie patrząc na blondyna.
- Masz rację, nie moja - urażony słowami skierował się do swojej szafki. Brunet zauważył niezadowolenie kolegi.
- Mam znajomych, drużynę i brata, czy to nie wystarczy? - zapytał sam zastanawiając się co skłoniło go do zadania tego pytania.
- To nie moja sprawa - oznajmił tylko dalej zezłoszczony Uzumaki.
- O co tak naprawdę Ci chodzi? - brunet spojrzał przeszywająco na przebierającego się chłopaka.
- Naprawdę nie odczuwasz braku tak bliskich osób, jakimi mogą stać się dla Ciebie niektórzy ludzie? Czy rzeczywiście myślisz, że lepiej pielęgnować reputację niż bratnią duszę? - spojrzał przenikliwie w czarne tęczówki i dalej spokojnym wręcz do bólu głosem prowadził swój monolog. - Nie sądzisz, że jesteś, mógłbym rzec nawet, aspołeczny? To chyba dobre słowo, prawda? Bo przecież Twoje relacje z innymi ludźmi są tylko symulowane. Przez te kilka dni taki ktoś jak ja, jest w stanie wiele zaobserwować. Nie myśl, że Cię strofuję, nie...nic z tych rzeczy. Pozwól mi tylko wygłosić kilka faktów - uprzedził otwierającego usta bruneta - Niby nic, z pozoru dobry chłopak, umawiający się na randki, nienaganne oceny, kapitan najlepszej drużyny licealnej w Tokio, nieco zdystansowany do wszystkich, lecz uwielbiany przez tłumy pięknych kobiet, nie ma dziewczyny...czy coś tutaj nie gra? Czyżbyś był gejem? - zbliżył się stopniowo do bruneta przejeżdżając delikatnie ręką po jego torsie. - Ale nie o tym miałem mówić... - dodał gdy poczuł jak chłopak spina się i zaciska pięści, uśmiechnął się cynicznie - Tak jak powiedziałem, z pozoru...niby rzeczywistość, a jednak naciągana. Przemyślany scenariusz. Jednak realia nie są takie jak Ci przedstawiłem. W środku jest ukryta osoba o duszy porwanej w tak drobne kawałeczki, że wieczność zajęło by układanie tego od nowa w idealny obraz. A wystarczyło by tylko otworzyć ciężką bramę, a zaraz znalazłby się ktoś kto z chęcią pobawi się w puzzle. - pokierował rękę w górę unosząc palcem podbródek czarnookiego - Nieskazitelny owoc boskiego stworzenia - rzekł z ironią - Nietykalny...bo zatruty uczuciem gniewu...Silna oprawa - przejechał palcami po żuchwie chowając palce za uchem i wplatając w nie gładkie, hebanowe kosmyki - jak to się mówi, nie ocenia się książki po okładce. Twoja manipulacja otoczeniem, przyznam szczerze jest na perfekcyjnym poziomie, ale na mnie nie działa Twoja iluzja...nie wszytko można schować przed ludźmi...Czemu nie pozwalasz sobie na dopuszczenie do siebie osób, które Cię szanują, uwielbiają, podziwiają i tych co Cię kochają? Wiem co myślisz...nie...to nie jest słabość, Twoja duma na tym nie ucierpi, a jedynie dusza rozbita na kawałeczki, stopniowo sama zacznie układać swój wybrany kształt...cóż w końcu nawet ja nie wiem jaki zarys ma uczucie szczęścia - westchnął i opuścił dłoń lustrując intensywnie  zastygłą sylwetkę bruneta - zapewniam jednak, że euforia towarzysząca Tobie za każdym razem gdy widzisz uśmiech przyjaciela, wznosi Cię coraz wyżej i już niewiele brakuje by zrównać się z Bogiem, tworzy się Twój własny eden, z którego wyrwać może Cię tylko...- spojrzał w oczy połyskujące oburzeniem -...śmierć - zakończył, a Uchiha wzdrygnął się lekko. Nie wiadomo dlaczego miał wrażenie jakby chłopak był jego własnym sumieniem, a zarazem jakby opowiadał swoją historię nie wliczając w to pewnych kwestii. Już chciał coś powiedzieć jednak nie dostał na to żadnych szans, gdy chłopak minął go szybkim krokiem i opuścił pomieszczenie.

1 komentarz:

  1. Monolog Naruto.. genialny jednym słowem.
    Taką kwestię mogliby dać blondasowi w mandze ;]
    Świetnie. Jak widzisz, zaciekle czytam ;d . Żeby nie było tak słodko.. drażni mnie jedno słówko, którego używasz, a dokładniej 'patrzał', zamiast patrzył, ale jakoś przeżyję ^^
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń