wtorek, 14 grudnia 2010

Epizod 14

Obudził go okropny ból w krzyżu. Całą noc siedział na krześle koło łóżka pilnując blondyna. Musiał zasnąć jakoś nad ranem gdyż teraz słońce było już w zenicie. Spojrzał na śpiącego chłopaka, na którego policzkach widniały jeszcze zeschnięte ślady po łzach. Podszedł przykryć go pościelą, która w większości leżała na podłodze. Ciało niebieskookiego było spocone i gdzie nie gdzie występowały krople potu. Poszedł do łazienki po ręcznik, którym starł pot z czoła i szyi. Blondyn poruszył się niespokojnie, ale po chwili znów leżał nieruchomo.
- Powinienem iść się przebrać i zrobić jakieś śniadanie – powiedział szeptem do siebie i spoglądając uważnie na blondyna wyszedł z pokoju zostawiając uchylone drzwi. Zszedł do kuchni i zajrzał do lodówki. Nie było w niej wiele do zjedzenia. Postanowił wybrać się do sklepu aby zrobić zakupy na najbliższe dni. W końcu będzie dużo czasu spędzał z Naruto i raczej nie będą wychodzić. Spodziewał się też, że chłopak za dużo jeść nie będzie po tym co mu się przytrafiło więc nie ma większego sensu kupować zbyt wiele. Wziął klucze i wyszedł do sklepu.
            Obudził się gdy poczuł jak ktoś wyciera jego czoło. Nie chciał otwierać oczu. Miał nadzieje, że to co mu się wczoraj przytrafiło to zwykły sen, z którego chciał się jak najszybciej obudzić. Jednak bał się. Strach powstrzymywał go od podniesienia się z łóżka i wkroczenia w okropną rzeczywistość. Tak, los przyszykował mu okrutną niespodziankę. Gdy pozyskał już kilku przyjaciół w tak krótkim czasie, zaaklimatyzował się wśród obcych dla niego ludzi i gdy szło mu już bardzo dobrze spełniając swoje marzenie, ktoś bezczelnie podstawił u nogę. Podły los, który najwidoczniej zniesmaczony był przebiegiem jego spraw. Wiedział, że gdy się już podniesie to tylko z jednego powodu. Nasłuchiwał jak Sasuke wychodzi z jego pokoju. Wiedział, że to on, pamiętał choć nie chciał pamiętać tego co się wczoraj wydarzyło. Czekał, czekał tylko aż opuści pokój. Gdy kroki ucichły otworzył powoli oczy. Za oknami świeciło słońce i niebo było czyste jakby to co się wczoraj wydarzyło nie miało znaczenia. Jakby śmierć bliskiej jemu sercu osoby była tylko epizodem zapisanym gdzieś w jakiejś niepotrzebnej książce, której nikt nie czytał. Wiedział, że nie może obwiniać pogody. W końcu gdyby niebo miało płakać za każdą istotą nie było by dnia słonecznego. Po policzku spłynęła mu łza wymuszona przez rażące promyki. Wstał gdy usłyszał dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach wejściowych. Został sam. Wiedział co robić. Bez zastanowienia ubrał się i wziął pieniądze leżące w szufladzie szafki nocnej. Otworzył okno w pustym pokoju na dole, które wychodziło na tyły domu. Wyszedł przez nie i skierował się w stronę stacji metra. Wsiadł w pierwszy pociąg, który jechał do centrum Tokio. Wiedział, że tam bez problemu znajdzie to czego szuka. Wysiadł na stacji i rozglądając się na boki poszedł w najciemniejszą część dworca. Z niezmienną, beznamiętną mimiką twarzy podszedł to faceta starszego mniej więcej o 15 lat. Długie włosy, lekki zarost i byle jakie ciuchy. Stał oparty o jeden z filarów.
- „To on” – przeszło mu bezgłośnie przez myśl. Stanął przed mężczyzną, który uśmiechnął się cynicznie.
- Czego potrzebujesz? – zapytał zadowolony z nowego klienta.
- Heroiny – powiedział bez żadnych emocji wyciągając pieniądze z kieszeni.
- Nie wyglądasz jakbyś był na głodzie? – spojrzał podejrzanie na blondyna, którego oczy były puste i bez wyrazu – Więc?
- Chyba to jak wyglądam nie ma żadnego znaczenia prawda? Pieniądze mam i zapłacę nawet więcej jeżeli będzie trzeba – powiedział z opanowaniem – „I tak już nie będę ich potem potrzebował” – pomyślał jeszcze i czekał na reakcję ze strony „dilera”.
- Mogą Ci się przydać abyś mógł oddać je temu kto wpłaci za Ciebie kaucje – powiedział i się uśmiechnął – Jesteś aresztowany – dodał i szybkim ruchem zakuł chłopaka w kajdanki. Naruto zrobił tylko gniewną minę gdy jego próba samobójcza została oddalona na drugi plan. Po chwili jednak jego twarz przybrała poprzedniego wyrazu. Wepchnięty do radiowozu został dowieziony na główny posterunek policji w centrum Tokio.
- Sprawdziliśmy go! Nic podejrzanego, nawet nie jest stąd...to znaczy przeprowadził się tutaj niecały tydzień temu, mieszka w Asakusie, co jest trochę dziwne...- powiedział funkcjonariusz sprawdzając policyjną bazę danych
- Co w tym dziwnego...najczęściej bogate dzieciaki popadają w nałogi...mają różne powody...dobra, a jaki on miał powód?
- Jego rodzice zmarli w wypadku samochodowym, wychowywał się w domu dziecka, został tylko raz zatrzymany wraz z młodszym od siebie kolegą, który był naćpany...on był czysty...
- To w czym problem? – spojrzał na kolegę, który miał smutną minę
- Jego kolega popełnił samobójstwo wczoraj nad ranem, byli z tego samego sierocińca – powiedział smutnym głosem
- Jest ktoś kogo możemy powiadomić? – zapytał długowłosy
- Sprawdziliśmy jego komórkę i wszystkie numery, nic szczególnego, chłopak nie chce nic mówić, chyba jest w depresji – dodał młodszy posterunkowy i odwrócił się do wyższego rangą.
- Sprawdź, która z tych wszystkich osób mieszka najbliżej – wydał polecenie i odwrócił się kierując w stronę drzwi
- Okazaki-senpai...- powiedział niepewnie a ten się zatrzymał i spojrzał – ten chłopak...on był synem Namikaze Minato – powiedział z lekko drżącym głosem. Mężczyzna zatrzymał się.
- Minato-sama? Byłego komendanta? Jak ten chłopak ma na nazwisko? - zapytał
- Uzumaki...Uzumaki Naruto – powiedział spoglądając w kartę
- Nie był głupi...heh...wiedział co robi aby ochronić syna...ten wypadek zapewne nie był przypadkowy – powiedział i spojrzał na chłopaka siedzącego przed monitorem – wszystko co znajdziesz na jego temat, przynieś mi, niestety my nie możemy się nim zająć. Kuso! Znajdź tego kto może, jestem u siebie.
- Hai!
            Po domu rozległ się dźwięk telefonu, który wydobywał się z czarnych krótkich spodenek. Wyciągnął komórkę i nacisnął zieloną słuchawkę.
- Tak słucham – zapytał zimno do słuchawki pakując dalej swoje rzeczy – Tak to ja, o co chodzi? – bez jakiejkolwiek zmiany w głosie zapytał – Że co?! To chyba jakiś żart prawda? – zapytał przerażony Sasuke rzucając koszulkę na ziemię – Oczywiście zaraz będę – powiedział i schował telefon zbiegając po schodach na dół. – Itachi! Kluczyki, jedziemy na Centralny Posterunek! – powiedział popędzając brata
- A co takiego się stało? – zapytał lekko zaszokowany
- Naruto został aresztowany – powiedział wychodząc i kierując się do czarnej Toyoty
- Jak to jest możliwe?- zapytał Itachi łapiąc młodszego brata i spoglądając ostro w oczy
- Zostawiłem go w domu, ale spał i nawet go zamknąłem...- zaczął się tłumaczyć młodszy Uchiha
- Czasami masz tak pusto w głowie, że aż słychać jak wiatr wieje – brutalnie przerwał mu Itachi – wsiadaj na co czekasz! – na co ten usiadł na tylne siedzenie.
- Czy mógłbyś jechać szybciej? – zapytał zaniepokojony Sasuke
- Jest już na posterunku, tam w porównaniu do Twojej opieki jest całkowicie bezpieczny – powiedział agresywnie spoglądając w lusterko wsteczne. Czarnooki wyłapał to spojrzenie i spuścił głowę. Wiedział, że nie powinien go zostawiać samego.
- Przepraszam - powiedział ze skruchą. Teraz martwił się tylko tym jak Naruto znalazł się na policji. Resztę drogi przejechali w ciszy.
***
        Szepty ucichły gdy do klasy wszedł nauczyciel. Uczniowie wstali, przywitali się jak należy po czym usiedli z powrotem.
- Więc mam jedną wiadomość. Mianowicie wracam prosto z gabinetu pani dyrektor. Zostałem poinformowany, że Uchiha Sasuke oraz nasz nowy kolega Uzumaki Naruto przez jakiś czas będą nieobecni. Niestety nie znam przyczyny, ale może ktoś z was jest mi w stanie coś na ten temat powiedzieć. - Skończył mówić i rozejrzał się po klasie - Czy Naruto miał jakieś problemy z dogadaniem się w naszej klasie? - zapytał podejrzliwie. Uczniowie pokiwali przecząco głową i zaczęła się normalna lekcja.
- Myślicie, że coś mu zrobił? - zapytała lekko zmartwiona zaistniałą sytuacją Ino.
- Wątpię - powiedział Shikamaru - Naruto nie jest głupi, wie kiedy dać sobie spokój - powiedział wysuwając szybki wniosek i spojrzał na Haruno. Wstał z ławki i podszedł powoli do dziewczyny. - Wiesz coś na ten temat? - zapytał z groźną miną, a dziewczyna pokiwała przecząco głową jednak po chwili odezwała się cicho gdy przypomniała sobie jak chłopcy ją wczoraj uratowali przed kolejnym gwałtem byłego chłopaka Ino.
- To znaczy, nie jestem pewna, ale...
- Ale co? - zapytał z zaciekawieniem, a dziewczyna lekko wystraszyła się zimnego wzroku Ino
- Czy możemy pogadać na osobności - nie chciała mówić przy byłej przyjaciółce o tym co się stało a w takiej sytuacji najlepiej by było gdyby porozmawiała o tym z twardogłowym Narą.
- To co się stało? - zapytał stojąc oparty o ścianę na korytarzu, krzyżując ręce na piersiach.
- Bo wczoraj Naruto usłyszał moją rozmowę z...- w tym momencie się zacięła i przełknęła głośno ślinę.
- Z Aidou zapewne - dokończył za nią błyskotliwy Shikamaru
- T-tak - dziewczyna lekko się speszyła jednak ciągnęła dalej swoją wypowiedź - I gdy wszedł do klasy Aidou chciał się na niego rzucić za to, że przerwał mu, ale wpadł nagle Uchiha, który także chciał mu zrobić krzywdę i...- nie wiedziała co ma powiedzieć. W tym momencie musiała postawić wszystko na jedną kartę, ale nie chciała oskarżać ani jednego ani drugiego o powód nieobecności Uzumakiego, który nadal nie odbierał telefonu.
- Czy oni mają coś z tym wspólnego? - zapytał wściekle Nara
- Nie jestem pewna czy Uchiha, ale kiedy Naruto powiedział mu dlaczego Aidou chce go uderzyć to Sasuke nagle skierował pięść do niego - powiedziała cicho mając zgdubną nadzieję, że nie będzie wypytywał, ale to jednak był Shikamaru i tu wpadła jak śliwka w kompot.
- A co takiego powiedział mu Naruto? - zapytał zdziwiony zachowaniem Uchihy.
- Powiedział mu...to co usłyszał z naszej rozmowy, mianowicie z tego samego powodu nam przeszkodził ...- znowu nie miała pojęcia co dalej powiedzieć.
- Czy rozmawialiście na temat Sasuke? Pewnie powiedziałaś Aidou co Uchiha obwieścił nowemu koledze, a ten go obrzucił obelgami. Mądry Uzumaki wykorzystał to aby się bronić. - powiedział tryumfalnie Nara wyprowadzając mylny wniosek.
- Nie do końca tak było, nie rozmawialiśmy o Sasuke, ale to nie jest ważne - powiedziała dziewczyna na obronę
- To jest bardzo ważne, bo widzisz, albo Uchiha moczył w tym paluchy albo Aidou zebrał koleżków i zajął się i jednym i drugim. Muszę mieć pewność - powiedział stanowczo
- Bo my...my rozmawialiśmy...to znaczy...- plątała się Sakura a chłopakowi przeszedł przez myśl najbardziej intymny scenariusz
- Szybki numerek? W tym wam przeszkodził prawda? - powiedział z pogardą na co dziewczyna spuściła głowę i postanowiła powiedzieć prawdę. Wzięła głęboki oddech i spojrzała w oczy koledze.
- Rozmawialiśmy o tym, że mnie zgwałcił, a Naruto to wszystko słyszał. Kiedy chciał to zrobić kolejny już raz do sali wszedł Naruto, a on się wściekł, że ten mu przerwał, ale gdy Uchiha wparował z takim samym zamiarem co Aidou, Naruto aby się bronić powiedział mu to i....- Przerwała swój zimny monolog i wytarła pojedynczą łzę - I Sasuke uderzył w ostatniej chwili Aidou - dokończyła, a Shikamaru ją przytulił. Wiedział, że to co mówi dziewczyna musi być prawdą. Nie mógł uwierzyć w to co usłyszał i w to jakie okropne musiały być dla niej ostatnie 3 miesiące. Zastanawiał się dlaczego nie powiedziała tego nikomu tylko skrywała głęboko w sobie. Zza rogu wyszła Ino ze świeżymi śladami łez na policzkach. Była wściekła, smutna, zmartwiona i zszokowana tym co przed chwilą usłyszała. Podeszła do przyjaciółki i przytuliła mocno zabierając tym samym do damskiej toalety aby doprowadzić się do porządku i wyjaśnić sobie wszystko dokładnie. Nara pobiegł pod klasę Kiby wołając go tym samym na korytarz. (Tam sale są pootwierane i uczniowie podczas przerwy siedzą w salach) Powiedział mu jaka jest sytuacja i zabierając ze sobą Sai'a poszli szukać oprawcy ich przyjaciółki oraz być może kolegów z klasy. Znaleźli go grającego w kosza na boisku szkolnym. Podeszli i przechwytując piłkę zabrali ze sobą na najbliższą ławkę usadawiając go na niej.
- Co jest? - zapytał udając głupka
- Wyjaśnijmy sobie coś - Powiedział Kiba z cynicznym uśmieszkiem - maczałeś w tym palce? - zapytał szorstko
- J-już dostałem za swoje - powiedział przestraszony chłopak
- Masz może na myśli gwałt na naszej koleżance? Za to niestety będziesz pokutował to końca życia gdy sprawa trafi do sądu - wysyczał mu do ucha Inuzuka -módl się abyś nie dostał dożywocia za takie wyczyny...
- Czekaj Kiba - powiedział Nara kładąc rękę na ramieniu chłopaka - Co masz na myśli mówiąc dostałem za swoje?
- Od Uchihy...przyrzekłem mu, że więcej jej nie dotknę, nie chcę mieć z nim problemów - wyspowiadał się szybko
- On nie ma z tym nic wspólnego - powiedział Shikamaru kierując się w stronę budynku. - Trzeba pogadać z Uchihą - powiedział do Kiby
- Też tak myślę - dodał Chouji i poszli do klasy.
- Najlepiej będzie jeżeli zadzwonię do Neji'ego i poproszę go aby sprawdził co i jak - i jak powiedział tak zrobił. Na następnej przerwie dostał smsa o takiej treści.
- "Oba domu są puste, nikt nie otwiera" - wyczytał na głos i spojrzał po zrezygnowanych kolegach.
- Może to się jutro wyjaśni, słuchaj Kiba macie trening w piątek prawda?
- Tak, wczoraj nie było o na treningu więc powinien się zjawić jutro, nigdy nie opuścił dwóch...przynajmniej od czasu kiedy ja jestem w drużynie.
- Więc jeżeli się jutro nie zjawi, chociażby na treningu to Kakashi-sensei powinien coś wiedzieć prawda? - drążył temat Shikamaru
- Masz racje, dowiem się co nieco, do jutra chłopaki - rzucił na koniec i wszyscy się rozeszli.
          ***
- Zostanę - powiedział zdecydowanie brunet.
- Na pewno nie chcesz wejść do środka? - starszy brat na próżno namawiał czarnookiego.
- Przecież powiedziałem już, zostanę - rzucił oschle i spojrzał groźnie.
- Jak chcesz, zaraz wracam - powiedział i ruszył do głównego wejścia na posterunek.
- W czym mogę pomóc? - zapytała recepcjonistka patrząc znudzonym wzrokiem w ekran monitora.
- Dzień dobry, zostałem powiadomiony telefonicznie aby stawić się do podkomisarza Arumy - powiedział a recepcjonistka wskazała mu drogę do biura. Stanął przed drzwiami i zapukał.
- Proszę - dało się słyszeć ze środka i starszy Uchiha nacisnął klamkę. - Nie Ciebie się tutaj spodziewałem, senpai - powiedział z lekką drwiną co dało się wyczuć - Więc co Cię do mnie sprowadza? - zapytał jakby z niewiedzą
- Dzwoniłeś do mojego brata o odebraniu niejakiego Uzumaki'ego - powiedział twardo
- Ach tak, więc? Gdzie jest Twój brat?
- Czeka w samochodzie, jakiej wysokości kaucję trzeba wpłacić? - zapytał rzeczowo
- Po co ta cała biurokracja, porozmawiajmy jak znajomi z dawnych lat, prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że tak wybitny uczeń jak Ty skończy z piórem w ręku - powiedział z wyższością
- Sam wybrałem taką drogę, praca w policji nie była mi na rękę, więc jaka jest ta kaucja?
- Zwłaszcza po wyjeździe Minato-sama - powiedział kpiąco i zapalił papierosa - poczęstujesz się? - zapytał wyciągając paczkę w stronę Itachi'ego.
- Nie dziękuję, nie palę i mam nie dużo czasu - próbował go ponaglić
- Dobrze więc, powiem krótko, a może raczej spytam. Co o nim wiesz? - zadał dość dziwne pytanie
- O Naruto?
- Dokładnie, dlaczego chciał popełnić samobójstwo? - musiał upewnić się w swoim przekonaniu
- Wczoraj stracił kogoś bliskiego, niestety nie wiem kto to był - odpowiedział - mój brat siedział z nim cały czas, ale nic z niego nie wyciągnął, potem wyszedł do sklepu i to wszystko - dodał i podszedł do biurka
- Chłopak jest w depresji - powiedział z troską - potrzebuje opieki psychologa, nie można do niego dotrzeć siedzi tak od kiedy go przywieźliśmy - powiedział i odsłonił zasłonkę, a przez szybę dało się dojrzeć sylwetkę blondyna.
- Jak do tego doszło? - zapytał starszy Uchiha przyglądając się pustym niebieskim oczom wbitym w jeden punkt.
- Do czego?
- Do aresztowania - dodał i spojrzał na policjanta
- Chciał kupić heroinę - powiedział i spojrzał się w biurko
- Mój brat bardzo się o niego martwi. Okazaki, czy mogę już go zabrać? - zapytał z nadzieją
- Musisz jeszcze podpisać to i tamto, znasz się na tym i pamiętaj, zaopiekuj się nim jako były nadinspektor i będący najbliżej Namikaze-sama, ufam Ci najbardziej Itachi-senpai. On potrzebuje teraz kogoś bliskiego. - zakończył patrząc wyczekująco na bruneta
- To nie ja jestem mu najbliższy - powiedział kierując się do wyjścia - mój brat się nim zajmie - powiedział otwierając klamkę
- Przecież to on wyszedł do sklepu zostawiając go samego - stwierdził zbulwersowany
- Tak, ale mając na celu jego dobro. Wątpię by chciał aby chłopak głodował - powiedział ostro - To właśnie on jest mu teraz najbardziej potrzebny - dodał i wyszedł. Wpłacił kaucję i zabrał blondyna prowadząc go do wyjścia. Otworzył drzwi samochodu, w którym czekał zniecierpliwiony Sasuke. Ten z kolei nie miał odwagi by spojrzeć w te oceaniczne oczy. Czuł się winny z powodu jego ucieczki i wściekły zarazem, że mu na to pozwolił. Droga, która tak naprawdę zajęła im 10 minut, ciągnęła się młodszemu z braci niewyobrażalnie. Chciał już dotrzeć do domu Uzumakiego aby wszystko sobie wyjaśnić, na spokojnie aby nie sprawić, że chłopak zamknie się jeszcze bardziej w sobie. Gdy dojechali brunet bez słowa wysiadł z samochodu idąc w stronę domu blondyna z zamiarem otwarcia drzwi. Niebieskooki prowadzony przez starszego z braci wciąż był nieobecny myślami. Weszli do domu i Sasuke wzrokiem poprosił brata o zostawienie ich samych. Siedzieli naprzeciw siebie. Nie patrzyli sobie w oczy. Naruto miał swoje spuszczone i bezsensownie wpatrywał się w podłogę. Sasuke patrzał na swoje stopy zastanawiając się jak zacząć rozmowę.
- Dlaczego uciekłeś? - zapytał brunet i spojrzał po raz pierwszy tego dnia w lazurowe, puste oczy. Nie dostał odpowiedzi, blondy jak na złość nawet nie drgnął. Wskazówki zegara wybiły godzinę 16.20 i kiedy 10 minut później wciąż nie dostał odpowiedzi postanowił je ponowić. - Dlaczego uciekłeś Naruto? Proszę Cię nie ignoruj mnie porozmawiaj ze mną - powiedział niecierpliwy czarnooki. Uzumaki powoli podniósł wzrok i spojrzał w przerażone jego zachowaniem grafitowe tęczówki.
- Nie uciekłem - powiedział spokojnie jakby nic się nie stało
- Więc...jak wytłumaczysz to otwarte okno? - zapytał
- Zamknąłeś mnie, więc wyszedłem przez okno, nie muszę Ci się tłumaczyć - powiedział z nieukrywanym oburzeniem
- Co zrobiłeś, że zostałeś aresztowany? - Sasuke miał tyle pytań do niego i nie wiedział jak zadać je wszystkie. Postanowił zacząć od początku.
- Zakupy - powiedział beznamiętnie i wstał - wybacz jestem zmęczony, pójdę się położyć - powiedział i ruszył w kierunku schodów.
- Martwiłem się o Ciebie - powiedział zatroskany a głos mu lekko zadrżał. Naruto stanął.
- Nie musiałeś - rzucił przez ramię
- Naruto proszę Cię tak nie można, nie wiem kim był dla Ciebie ten chłopak, nie wiem kim Ty byłeś dla niego, nic o Tobie nie wiem do cholery! Ale wiem, że jeżeli byliście sobie bliscy to on na pewno nie chciałby Ciebie widzieć w tym stanie!  - Uchiha nie wytrzymał napięcia, wstał i podszedł do chłopaka. Odwrócił go przodem do siebie, a w niebieskich tęczówkach ujrzał zbierające się łzy.
- Masz racje, nic nie wiesz, nie masz zielonego pojęcia jak się teraz czuje, jak myślisz Sasuke? Jak to jest? Jak to jest kiedy bliska Ci osoba umiera z Twojej winy, a powodem tej śmierci jest nałóg z którego nie potrafiłeś jej wyciągnąć i zostawiłeś zdaną tylko na siebie? Powiedz mi jak to jest? - zapytał z opanowaniem jakby nikt nigdy nie umarł. Tylko łzy go zdradzały, które powoli płynęły po policzkach.
- Ja...- Sasuke jednak nie potrafił udzielić mu odpowiedzi, stał tak wpatrzony w mokrą twarz blondyna.
- Wiesz, zawsze myślałem, że chociaż on zastąpi mi rodzinę, której nigdy nie miałem...miałem nadzieje...no właśnie nadzieje, potrafi być zgubna do cholery, oj potrafi...i tak nagle zniknąć też potrafi. Teraz nie mam już nadziei. Wyparowała, zniknęła i zostawiła mnie z tym wszystkim samego, ja...po prostu chciałem...chciałem aby już nikt więcej mnie nie zostawiał...i gdybym zniknął to nikt nie mógłby już tego zrobić, prawda? - uśmiechnął się cynicznie na swoje słowa i patrząc w oczy Sasuke szukał potwierdzenia dla nich.
- "Nie możliwe...czy on...próbował?" - Pomyślał Sasuke i otworzył szeroko oczy. - Naruto, co Ty chciałeś zrobić? - złapał w dłonie twarz blondyna i zmusił aby ten spojrzał mu prosto w oczy.
- Ja...ja po prostu chciałem się z nim jak najszybciej zobaczyć - powiedział i się uśmiechnął za co dostał siarczystego policzka. Sasuke nie wytrzymał, złość wzięła górę, nie mógł, nie! On nie chciał zrozumieć dlaczego Uzumaki myśli tak a nie inaczej.
- Co Ty sobie myślałeś do cholery?! - krzyknął do oszołomionego blondyna. - Czy myślisz, że tak łatwo byś się z nim spotkał? Czy Ty w ogóle myślisz? Jesteś jeszcze gorszym egoistą niż ja! Czy pomyślałeś o Hinacie? Kibie? Nejim? Shikamaru i Ino? I o całej reszcie, która zapewne martwi się teraz Twoją nieobecnością? Czy pomyślałeś o nich chociaż przez chwilę? - krzyczał i machał rękami patrząc gniewnie w niebieskie oczy. - Czy Ty myślisz, że wszystko skończyło by się z Twoją śmiercią? Wiesz ile osób by cierpiało? To nie jest już Okinawa do cholery! To jest Tokio, teraz również Twoje Tokio! Twoje nowe życie, tutaj masz nowych przyjaciół i spełniłeś swoje marzenie! Czy myślisz, że on pozwoliłby Ci zostawić to wszystko?! Czy pozwoliłby Ci zrezygnować z marzeń i życia na, które tak długo czekałeś? - złapał go za ramiona i potrząsnął lekko wymuszając odpowiedź
- Oni wszyscy i tak mnie w końcu zostawią samego...zawsze tak jest...i to się nie zmieni - powiedział oschle i spojrzał stanowczo na bruneta.
- Co Ty do cholery pieprzysz! Człowieku tak trudno Ci zrozumieć, że już niczego nie zrobisz sam? Wszędzie gdzie się odwrócisz, będzie ktoś kto zechce Ci pomóc, zawsze tam będzie jeden z nas, gotów aby Cię wspierać! Przestań użalać się nad sobą kiedy życie zrobiło Ci wredny dowcip, nie zachowuj się jak ofiara losu! A jeżeli już tak chcesz to podziel się tym smutkiem...chociażby ze mną! - powiedział i przytulił go lekko by dodać mu otuchy
- Jestem zmęczony, pójdę się położyć - odpowiedział i poszedł do swojej sypialni, odprowadzany uważnym wzrokiem bruneta. Gdy nie usłyszał nic podejrzanego, usiadł z książką Uzumakiego na sofie i otworzył na stronie na, której skończył czytać.
- "Do cholery jak do niego dotrzeć? Moje słowa...nigdy nikogo nie pocieszałem...ba! Nawet nigdy z nikim tak nie rozmawiałem...On jest jedyną osobą, która znaczy dla mnie więcej niż inni...powiedzmy sobie szczerze...inni nic dla mnie nie znaczą...Jak go z tego wyciągnąć?...Kuso! Jutro mam trening! Muszę się na nim stawić, będzie z nim musiał zostać Itachi...poradzi sobie, poza tym to tylko niecałe 3 godziny" - spojrzał na zegar na, którym widniała już godzina 20 i wstał. Sprawdził czy blondyn nadal śpi, nie mylił się, spał snem spokojnym. Brunet rozebrał się do bokserek i ostrożnie by nie zbudzić kolegi położył się obok niego. Odwracając się do niego plecami zamknął oczy.
- "Postaram się jak mogę, abyś zawsze mógł na mnie liczyć" - powiedział do siebie w myślach i zasnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz