wtorek, 14 grudnia 2010

Epizod 13

Ten drażniący uszy dźwięk nie dawał mu spokoju. Otworzył leniwie oczy i wstał z sofy.
- Co jest do cholery? Idę, idę już – powiedział bardziej do siebie – zaraz, wróć, która godzina? – spojrzał na zegar ścienny – Zasnąłem! Kuso! Jaki syyyyyf – zawył wkurzony na siebie rozglądając się po pokoju. Szybko skierował do drzwi potykając po drodze o jedną z butelek co sprawiło, że z hukiem wyłożył się na ziemi. Dzwonek ucichł i przybysz teraz nacisnął klamkę otwierając drzwi. Wszedł do środka spoglądając na blondyna podnoszącego się z podłogi.
- Nie musisz mi się kłaniać – usłyszał beznamiętny ton – widzę, że było ostro – stwierdził rozglądając się po salonie.
- Baka! Patrz co mi zrobiłeś! – powiedział blondyn podnosząc się do pozycji siedzącej, a z jego zakrwawionej dłoni wystawało szkło rozbitej butelki. Wyglądał jak na sytuację, która wymagał powagi, bardzo komicznie co sprawiło, że czarnooki się lekko uśmiechnął.
- Nie ma w tym mojej winy, przecież to nie ja wbiłem ci to szkło – powiedział z rozbawieniem patrząc na niego z góry. Wyglądał jak małe dziecko, które po nieudanej próbie jazdy rowerem spadło z niego i rozbiło sobie kolano.
- To wszystko przez Ciebie! I ten cholerny dzwonek! Nie nauczyli Cię pukać? Pieprzona butelka – Klął rozdrażniony Uzumaki. Jaki był powód? Nie miał on nic wspólnego z tym, że z jego dłoni lała się krew, nie miał nic wspólnego z bólem, który czuł, ani nawet z tym, że się wyrżnął. Był wkurzony bo Uchiha go obudził. – Czego się śmiejesz? – spojrzał „groźnie” na gościa, który był już całkiem rozbawiony.
- Przyniosę Ci jakiś plaster czy coś – powiedział tylko i pokierował się za słowami Naruto do łazienki na górze w której rzekomo miała się znajdować apteczka. Minął kuchnię i wszedł po schodach, zaskoczony zadbanymi pomieszczeniami wszedł do łazienki, w której panował kompletny chaos. Widocznie Kiba nie raczył po sobie posprzątać. Znalazł apteczkę i wyszedł, jednak zainteresowany uchylonymi drzwiami wszedł do sypialni Naruto. Łóżko było idealnie zaścielone. Cóż surowe reguły panujące w domu dziecka przyniosły efekty. Jeszcze nigdy nie widział tak pięknej pościeli.
- „Musi być ręcznie robiona” – pomyślał i jak na złość zapragnął się położyć i otulić lśniącym materiałem. Opanował się jednak gdy usłyszał zniecierpliwiony głos chłopaka.
- Chcesz żebym się wykrwawił do cholery?! – dalej w złym humorze rzucił kąśliwie w stronę podchodzącego Uchihy. – Daj mi ją – dodał wyciągając rękę po apteczkę – Aj...- syknął z bólu szukając pincety. Niestety bezskutecznie, jedną ręką nie potrafił nic zrobić. Krwi było coraz więcej. Spływała szybko ciurkiem po przegubie tworząc pokaźną szkarłatną plamę na drewnianej podłodze. – Co tak stoisz? Pomógłbyś, nie widzisz, że cierpię? Poszukaj pincety, musi gdzieś tu być – zagniewany swoją nieporadnością Uzumaki wydał rozkaz na co Sasuke bez słowa kucnął aby mu pomóc. Wyciągnął to czego szukał złotowłosy, a ten wyciągnął rękę w celu uchwycenia potrzebnej mu rzeczy.
- Co Ty robisz?! – krzyknął zdziwiony tym, że Uchiha nie dał mu upragnionej pincety.
- Daj rękę, wyciągnę Ci to szkło – powiedział spokojnie i spojrzał w teraz już przerażone oczy blondyna.
- Nie ma mowy! – powiedział wstając szybko i cofając się do tyłu. Niefortunnie dla niego gdyż zakręciło mu się w głowie od utraty zbyt dużej ilości krwi. W końcu siedział już tak od około 10 minut. Złapał się fotela i powędrował do kanapy siadając ostrożnie aby nie poplamić tapicerki. Czarnowłosy podszedł do niego i kucnął przed nim. Złapał jego rękę z zamiarem wyciągnięcia szkła.
- Tylko nie zrób mi jeszcze większej krzywdy – burknął Uzumaki do niego, a ten się spojrzał – człowieku rusz się bo już mi się w głowie kręci – dodał patrząc zniecierpliwiony. Uchiha wyjął delikatnie szkło.
- Uuuu...duże – powiedział odkładając gdzieś na bok. Powoli i z dokładnością począł owijać ranę bandażem.
- Szkoda, że Ci się w dupsko nie wbiło – burknął nadal zły. Naruto poczuł się dziwnie gdy patrzał na jego twarz. Nie była w tym momencie beznamiętna, czy pozbawiona uczuć. Była pełna troski. Chłopak się lekko zarumienił co było od razu widać.
- Nie masz gorączki czasem? – zapytał Uchiha zwracając uwagę na wypieki na jego policzkach. – Powinieneś się położyć, strasznie pobladłeś – dodał chowając wszystko z powrotem do apteczki.
- To Twoja wina! Trzeba było się tak nie guzdrać – powiedział pretensjonalnym tonem, a kamień spadł mu z serca, że Uchiha odebrał to w ten sposób. Ten tylko wstał i posłał mu gniewne spojrzenie. Poszedł odnieść apteczkę i wrócił z mopem w rękach. Zaczął zmywać plamę z podłogi. Biały do tej pory mop zabarwił się na czerwień co rusz tylko rozcieńczaną wodą. Naruto obserwował go chwilę po czym poczuł się senny i ułożył się wygodnie na kanapie. Jego powieki opadły powoli zostawiając obraz sprzątającego gościa gdzieś daleko, a przez myśl przeszło mu jeszcze „Trzeba będzie przeprosić” i już tylko sen ukoił jego zmęczone ciało.
   Skończył myć podłogę i spojrzał na blondyna pogrążonego w krainie marzeń. Wziął koc i przykrył go. Postanowił sprawdzić czy chłopak przypadkiem nie ma gorączki od utraty takiej ilości krwi. Dotknął jego czoła, było rozpalone. Wziął mopa i zaniósł do łazienki mocząc przy okazji ręcznik zimną wodą aby obłożyć nim czoło chłopaka. Martwił się o niego i to była jak na razie pierwsza osoba w jego życiu o którą tak się troszczył. Położył mu na czoło ręcznik, a ten otworzył oczy. Niebieskie, krystalicznie czyste, przenikliwe tęczówki skierowane w jego stronę na chwilę uniosły się w górę w celu sprawdzenia co ma na głowie. Powtórnie uwiesił swój wzrok na czarnowłosym. Patrzyli tak chwilę na siebie jakby szukając odpowiednich słów, których tak właściwie w tym momencie nie potrzebowali.
- Sorry za tamto – przerwał ciszę złotowłosy, a do jego oczu wpadło kilka kosmyków co sprawiło, że musiał je zamknąć. Uchiha opuszkami palców, delikatnie odsunął nieposłuszne refleksy, a zdziwiony chłopak szeroko otworzył oczy. Czarnooki wstał i kierując się do kuchni powiedział.
- Następnym razem Ci nie odpuszczę, jesteś wkurzający – powiedział zabierając po drodze butelki.
- Patrz, a przed chwilą taki czuły i troskliwy – dociął mu Uzumaki i chciał się podnieść.
- Nie wstawaj, masz gorączkę i jesteś blady, kręci Ci się w głowie więc lepiej będzie jak odpoczniesz – postawił diagnozę i wyszedł do kuchni. Gdy wrócił zobaczył go stojącego nad sofą.
- Czy ty jesteś tępy czy robisz to żeby mnie sprowokować? – zapytał cały czas opanowany jeszcze Sasuke pochylając się ze zmiotką nad rozsypanym szkłem
- Szukam pilota, a co martwisz się? – zapytał z cwanym uśmiechem na twarzy i chwilę potem zakręciło mu się w głowie. Zachwiał się i upadł tyłkiem na to samo szkło.
- Ałaa! – krzyknął a Sasuke się na niego spojrzał – Ty idioto! Kretynie! Kto tu jest tępy? Znowu mam w sobie to przeklęte szkło! – Krzyknął wstając i oglądając obolałe miejsce. Uchiha nie mógł już znieść gorzkiego humoru, który opanował Naruto. Podszedł do niego.
- Kładź się – wydał rozkaz
- Jakbyś nie zauważył mam kawałek tej przeklętej butelki w lewym pośladku.
- Już – warknął tylko, a blondyn posłusznie wykonał polecenie. Sasuke złapał delikatnie za dresowe spodnie
- C-co Ty do ch-cholery robisz?! – Krzyknął nagle się odwracając co sprawiło, że szkoło wbiło się głębiej. Zawył z bólu.
- Zamknij się wreszcie. Trzeba to wyciągnąć bo jak stracisz jeszcze trochę krwi możesz trafić do szpitala. Więc leż spokojnie bo wbije Ci je tak głęboko, że zostanie na pamiątkę! – podniósł głos Uchiha. Wkurzał go, po prostu strasznie go dzisiaj irytował i nie mógł już wytrzymać jego zachowania. Blondyn się przestraszył poważnego tonu i gniewnych oczu.
- H-hai – powiedział cichutko i położył się na brzuchu. Brunet zadowolony z takiego przebiegu spraw wrócił do przerwanej czynności. Delikatni zdjął spodnie odsłaniając lewy pośladek. Widok nie był zbyt ciekawy.
- Dosyć mocno się wbiło – stwierdził do całego czerwonego Naruto – dobrze się czujesz? Jesteś cały czerwony – zapytał z troską.
- Bo siedzisz i gapisz się na mój tyłek. Jak myślisz? Dobrze się czuję? – powiedział zawstydzony, a Sasuke dopiero teraz skojarzył tak naprawdę w jakiej są sytuacji. Sam się zaczerwienił. W końcu tą lodową pokrywę pokonały rumieńce. Spojrzał na kolegę
- Pójdę po apteczkę – powiedział i uciekł jak najprędzej do łazienki. Opłukał twarz zimną wodą i wrócił z zestawem pierwszej pomocy. – Teraz się nie ruszaj, bo może trochę boleć – ostrzegł chłopaka i poczuł jak po jego ciele przechodzą dreszcze. – Boisz się bólu? – zapytał zdziwiony.
- Zimno mi – odpowiedział – pospiesz się – dodał po chwili chowając ręce pod koc.
- Straciłeś dużo...
- Wiem, no dalej wyciągaj – ponaglał Uzumaki i poczuł lekki ból pod wpływem „operacji” Uchihy. Starannie przemył ranę i przykleił plaster. Obaj czuli się dziwnie w takiej sytuacji. Sasuke ostatni raz przejechał palcami doklejając opatrunek.. Z zadowoleniem stwierdził, że jego skóra jest gładka. Blondyn odwrócił się na plecy i syknął cicho. Na twarzy czarnookiego wciąż malowała się troska. Przykrył go kocem i tym razem wziął szkło ze sobą, aby po drodze wyrzucić do kosza. Uzumakiemu zrobiło się gorąco pod wpływem obecności bruneta. Czuł narastający stres pomieszany z lekkim podnieceniem. Towarzyszył temu dziwny ucisk w żołądku. Miał ochotę go...pocałować? Gdy sobie to uświadomił momentalnie zrobił się czerwony i próbował się opanować. Jednak gdy do pokoju wszedł Uchiha z nowym okładem dla chłopaka na powrót wróciło to samo uczucie.
- „Nie mogę...nie wytrzymam” – pomyślał kiedy brunet pochylał się nad nim zamieniając ręczniki. – „opanuj się, opanuj się....opanuj” – mówił do siebie w myślach.
   W głowie Sasuke kłębiły się przeróżne myśli. Fascynacja, pożądanie, podniecenie. Lazurowe tęczówki doprowadzały go do szaleństwa. Musiał jak najprędzej opuścić jego dom. Na szczęście gdy był już na werandzie, ciepły wiatr zaczął odganiać niepożądane efekty sprawowania opieki nad blondynem.
- „Co się ze mną do cholery dzieje?” – pytał sam siebie – „Nie mogę tam wrócić, jeszcze zrobię coś głupiego...weź się w garść...podobno jest gejem...stój...cofnij...to nie o tym powinienem myśleć...powinienem go sprać za to jak mnie potraktował...ale ma taki seksowny tyłek, aż żal...Kuso! Opanuj się!” – zakończył swoje przemyślenia i padł na łóżko włączając telewizor. Ustawił sobie przypomnienie żeby nie zapomnieć sprawdzić co się dzieje z blondynem. Jak na razie chłopak smacznie spał i miał nadzieje, że nikt już go nie obudzi.
   Wszedł cicho do domu blondyna. Dalej spał, a koc którym był przykryty w  większości leżał na podłodze. Podszedł do niego i dotknął czoła. Było w porządku, a okład, który powinien tam się znajdować leżał gdzieś pod Uzumakim. Jego mina była wciąż niezmienna, ale serce zabiło mocniej. Wziął go powoli i delikatnie na ręce w celu umieszczenia go w normalnym łóżku. Było już późno, a jemu wydawało się że Naruto już się raczej nie obudzi tego dnia. Wszedł po schodach i skierował się do sypialni. Czuł się trochę głupio i nie wiedział co zrobić jeżeli chłopak się przypadkiem obudzi. Na szczęście na razie nic na to nie wskazywało. Położył go subtelnie na gładkiej pościeli uprzednio ją odgarniając. Przykrył starannie, a chłopak wtulił się tylko w jedną z brokatowych poduszek. Podszedł do okna i chwilę tak patrzył na niebo. Było pełne gwiazd i takie niezbadane. Zasłonił zasłony i spojrzał na chłopaka.
- Co ty ze mną robisz? Cholera...zmiękłem – powiedział do siebie z jako takim żalem i zamknął drzwi. Wychodząc złapał klucze leżące na szafce przy drzwiach. – Będę musiał tu rano przyjść – powiedział do siebie przekręcając klucz w zamku aby nikt przypadkiem go w nocy nie napadł. Kto wie co za kretyni czają się po zmierzchu i czekają tylko na okazję.
   Obudził się nad ranem czując ból w lewym pośladku. Tak, pamiętał. Przypomniał sobie wczorajsze niefortunne wypadki i kiedy doszło do niego wspomnienie o opatrunku na jego tyłku zaczerwienił się nieco. Uchiha wyglądał wtedy strasznie pociągająco i po raz pierwszy oprócz gniewu na wszystko i na wszystkich zobaczył na jego twarzy inne emocje. Wstając z łóżka skierował się do łazienki w której dalej panował wczorajszy bałagan. Wrzucił ręczniki do pralki i uprzątnął nieco umywalkę.
- Zaraz...a co ja tutaj robię? – zapytał się sam siebie uświadamiając sobie, że wcześniej znajdował się w salonie. – pewnie przeszedłem w nocy – dodał wzruszając ramionami kiedy przypomniało mu się, że czasami zdarzają mu się różne incydenty. – boli – zajęczał przebierając się w czyste ciuchy przy czym ledwo założył spodnie. Rana lekko spuchła tworząc tym samym niewielki guzek. Schodząc nieporadnie na dół wszedł do kuchni i nastawił sobie wodę na kawę. Wszedł do salonu w którym dzięki Sasuke panował porządek i włączył kanał muzyczny.
- Chyba sobie dzisiaj odpuszczę szkołę – powiedział dotykając lekko obolałe miejsce wciąż stojąc przed sofą. Nie był w stanie usiąść, gdyż sprawiało mu to niewyobrażalny ból. Zastanawiał się jak przespał spokojnie całą noc.
   Sasuke zerwał się z łóżka o 6.00 mając nadzieje, że zdąży wyjść z domu zanim brat się obudzi. Do szkoły miał jak zwykle na 8.30 więc chciał oszczędzić sobie zbędnych pytań ze strony brata gdzie to się o tej porze wybiera. Niestety on nie mógł już wytrzymać wiedząc co stało się wczoraj i zamartwiając się o zdrowie kolegi. W końcu jakby nie było stracił sporo tej czerwonej cieczy która niezwykle potrzebna jest aby utrzymać człowieka przy życiu. Martwił się czy Naruto nie dostał nawrotu gorączki i czy noc minęła mu spokojnie. Było to dla niego cholernie irytujące bo nie podejrzewał siebie o takie emocje, zwłaszcza w stosunku do praktycznie obcej osoby tej samej płci. Z trudem przychodziło mu pojmowanie samego siebie. Do tej pory był cały czas zagniewany i nie obchodziło go nic, więc nie interesował się szczególnie przyczyną swojej złości. Ale teraz? Teraz nie ma pojęcia co może być powodem tego nagłego napływu emocji. Tak różnych i tak obcych dla niego uczuć. W końcu zaczęły wyłaniać się one z czarnej głębi jego serca. Zabrał plecak i dużą czarną torbę sportową z rzeczami przeznaczonymi na trening po czym wyszedł z domu kierując się w stronę posesji złotowłosego. Zatrzymał się przed werandą pod którą rosły piękne niezapominajki. Nachylił się, zerwał jedną i powąchał zamykając przy tym powieki.
- „Ma taki sam kolor jak jego oczy” – to była pierwsza myśl, która przyszła mu do głowy a przed oczami pokazała się twarz blondyna. Pomachał przecząco głową próbując wyrzucić z niej wszystkie myśli. Wszedł po schodkach i cicho przekręcił klucz otwierając drzwi. Powoli i bezszelestnie wszedł do domu i zamknął je za sobą. Kiedy się odwrócił zobaczył stojącego blondyna z kubkiem kawy i niemałym zaskoczeniem na twarzy.
- Cześć – rzucił tylko starając się ukryć zakłopotanie.
- Yyy? – Niebieskooki dalej stal nie wiedząc co powiedzieć. Mierzyli się tak chwilę aż Uzumaki w końcu powrócił do rzeczywistości – Skąd Ty tu? – zapytał tylko dalej stojąc i obserwując jak Sasuke podchodzi do niego powoli.
- Wszedłem...przez drzwi, widziałeś przecież – powiedział bez większych emocji i położył rękę na czole blondyna, który jeszcze szerzej otworzył oczy.
- T-to widziałem...chodzi mi raczej skąd masz moje klucze i dlaczego nie użyłeś dzwonka? – zapytał lekko zarumieniony gestem ze strony Uchihy – i dlaczego trzymasz dłoń na moim czole? – spojrzał w górę
- Sprawdzam czy masz jeszcze gorączkę – powiedział spokojnie po czym usiadł na fotelu czego Naruto mu cholernie zazdrościł – klucze wziąłem wczoraj wieczorem jak wychodziłem od Ciebie, leżały na stoliku. I nie użyłem dzwonka bo wczoraj mówiłeś, że mam pukać, a po co miałem pukać skoro posiadałem Twoje klucze? – doszedł do wniosku Sasuke – będziesz tak stał? – dodał po chwili
- Kawy? – zapytał z opanowaniem blondyn chociaż miał niesamowicie wielką ochotę oskarżyć go o utrudnianie mu życia. Chodziło bowiem o to, że miał problemy z siadaniem
- Tak, poproszę – powiedział Sasuke odprowadzając lekko kulejącego Naruto wzrokiem do kuchni. Wziął pilota i włączył wiadomości.
   Dziś koło godziny 3 nad ranem  w jednym z tuneli kanalizacyjnych znaleziono ciało kolejnego nastolatka. Jest to już trzecia ofiara heroiny w Naha na Okinawie. Przyczyną była zbyt duża dawka narkotyku przyjętego dożylnie. Na wyspach coraz więcej słyszy się o młodzieży popadającej w nałóg. Coraz więcej osób trafia na odwyk...
   Nagle bransoletka znajdująca się na jego nadgarstku pękła i pojedyncze pomarańczowe koraliki rozsypały się po fioletowych kafelkach.
- Co jest? – powiedział do siebie biorąc kubek z kawą i kierując się do salonu. Wchodząc usłyszał jeszcze jak kobieta wyczytuje poranne wiadomości. Podchodząc do Sasuke wpatrywał się w ekran telewizora.
   Usłyszał dźwięk rozbitej porcelany i spojrzał w bok.
- Jak znowu sobie coś wbijesz to tym razem jedź na pogotowie ja nie będę robił za Twoją osobistą pielęgniarkę, a poza tym...Naruto? Wszystko w porządku? – zapytał gdy zobaczył bladą twarz blondyna skierowaną w stronę telewizora. Jego oczy były pełne przerażenia i rozpaczy. Sasuke nie miał pojęcia co się stało. – Dobrze się czujesz? Może jednak trzeba było jechać na pogotowie bo nie...
- T-to...nie-możli-we...- powiedział jąkając się Naruto. Jego głos zaczął się załamywać a w pięknych tęczówkach stanęły łzy – To...to nie prawda...powiedz mi...powiedz, że to tylko żart...proszę...proszę powiedz mi to! – Wykrzyczał i upadł bezsilnie na kolana. Po jego policzkach spływały słone łzy pełne smutku i zagubienia. Czarnooki patrzał się na niego nie mając pojęcia co się stało. Podszedł do blondyna i kucnął przed nim. Ten opierając ręce przed sobą na ziemi, klęczał z pochyloną głową a krople rozpaczy spadały na podłogę.
- Na-naruto? Co jest? – Uchiha w pewnym sensie przerażony położył jedną rękę na ramieniu blondyna. Nie wiedział co ma robić, był w szoku nagłym zachowaniem kolegi.
- Te-tele-fon...daj mi telefon...szy-ybko – wydusił z siebie niebieskooki, a Uchiha wyjął z kieszeni komórkę. Drżącymi dłońmi powoli wykręcił numer i zastanawiając się chwilę podniósł z obawą telefon do ucha.
- „To jakiś żart...to nie może być prawda...nie rób mi tego!” – krzyczał rozpaczliwie w myślach czekając aż ktoś podniesie słuchawkę.
- Tak słucham – odezwał się głos po drugiej stronie
- Czy...czy on...czy...- Uzumaki nie był w stanie wyrzucić z siebie pytania te słowa nie chciały mu przejść przez gardło.
- Naruto? – osoba po drugiej stronie słuchawki była widocznie zaskoczona niespodziewanym telefonem – To Ty?
- Czy...on...on tam musi być...daj mi go...do telefonu! Chcę z nim...rozmawiać...natychmiast! – wypowiedział zdanie co chwila przerywane spazmami rozpaczy.
- Przykro mi Naruto, ale on nie żyje – powiedziała beznamiętnie kobieta – wiem ile on dla Ciebie znaczył i...
- Nie...żyje? – łamiącym głosem przyjął straszną prawdę.
- Wiem ile dla Ciebie znaczył, ile was łączyło i bardzo mi przykro...
- Wiesz?! Ty wiesz? Ty gówno wiesz, przestań udawać...dla Ciebie...i dla innych był...był tylko zbędnym ciężarem...nic was nie obchodziło...wiedziałem...wiedziałem do cholery żeby go wziąć ze sobą...ale miałem...miałem nadzieje, że zainteresujecie się jego problemami...wy nieludzkie egoistyczne, popieprzone baby! To wasza...wina do jasnej cholery...wasza..! – wrzeszczał do słuchawki co chwila głośno szlochając – on...on był dla mnie wszystkim...co teraz mi zostało...bez niego...nawet moje życie nie ma sensu...- rozkleił się już na dobre, a ręka wraz z telefonem opadła na podłogę.
   Patrzał tak na niego pochylonego w desperacji, a słona kałuża na podłodze rosła. Był kompletnie zdezorientowany. Uklęknął tylko w takiej samej pozycji i dokładając drugą rękę delikatnie przyciągnął do siebie pozwalając, aby wypłakał się w jego silnych ramionach. Serce go bolało, jakby ktoś wbijał w nie igły. Nie mógł patrzeć na ten straszny widok gdy na twarzy tego jakże pięknego blondyna nie ma uśmiechu i gdy w tych oczach koloru niezapominajek króluje ból i głęboki smutek.
- On..nie..ż-żyje...to moja w-wina...moja...to dlatego, że...że ja go tam...zostawiłem – pojedyncze wyrazy zagłuszane były przez szloch.
- To nie Twoja wina – powiedział głaszcząc go po złotych kosmykach – Nic nie mogłeś na to poradzić – kiedy szok opuścił Uchihe, skojarzył, że musiało chodzić o tego chłopaka z wiadomości. Kołysał go tak uspokajając, aż chłopak nie miał już czym płakać. Podniósł go z podłogi i zaprowadził na kanapę, kładąc powoli. Wyglądał jakby był odcięty od świata rzeczywistego. Nie kontaktował zupełnie. Oczy całe czerwone, zapuchnięte były od nadmiaru łez. Teraz suche i skierowane w bliżej nieokreślony punkt.
- „Co mam zrobić...co robić do cholery! Nie mogę go tak zostawić!” – myślał gorączkowo przygotowując ciepłą herbatę rumiankową, aby uspokoić go nieco. Wyjął telefon i zadzwonił do trenera. – Kakashi? Nie będzie mnie dzisiaj, niech Kiba mnie zastąpi. Nagły wypadek. Dzięki, pa – powiedział i się rozłączył po czym wybrał kolejny numer – Itachi? Musisz tu szybko przyjść. Jestem u Naruto, wejdź bez pukania. Wyjaśnię Ci jak przyjdziesz, pospiesz się. – odłożył telefon i szybko poszedł do salonu niosąc kubek z herbatą i stawiając na stoliku przed Uzumakim. Co jakiś czas jego ciało wzdrygało się przez nierównomierny oddech.
- To co się stało? – zapytał wpadając do salonu. Sasuke złapał go tylko wyciągając na przed pokój.
- Musze tu z nim jakiś czas zostać – powiedział bez ogródek
- A rozumiem! Zakochałeś się i chcecie zobaczyć jak to się razem mieszka – powiedział uśmiechając się sprytnie, ale szybko przyjął powagę gdy na twarzy bruneta pojawił się gniew.
- Nie jestem pewien...co się dokładnie stało...ale on...on dzisiaj stracił kogoś ważnego...ja po prostu...ja...nie wiem co mam robić – powiedział zaciskając pięści w geście bezsilności, a w jego oczach pojawiły się łzy.
- Sa-sasuke? Co się tak naprawdę stało? – zapytał teraz z troską i zarazem przerażeniem brat.
- On...on po prostu upadł...i zaczął płakać...mamrotał coś „on nie żyje”...ja kompletnie ogłupiałem...nie wiedziałem co się stało...i dotarły do mnie te wiadomości, że to o nie chodzi...a potem...
- Spokojnie – przerwał mu i przytulił. Wiedział już co się stało. Oboje mają zwyczaj porannego oglądania wiadomości. Od razu wiedział o czym mówi. – Kim on był dla niego? – zapytał gdy młodszy Uchiha wziął się w garść.
- Nie mam zielonego pojęcia – powiedział zaglądając razem z bratem do salonu. Naruto wciąż znajdował się w takiej samej pozycji, nie drgnął nawet o minimetr. – Dowiem się jak wróci do świata realnego. Jest kompletnie przybity – powiedział zmartwiony i spojrzał na brata.
- Zostaniesz z nim tu przez jakiś czas – powiedział stanowczo – nie może zostać sam, ludzie w jego stanie bardzo łatwo myślą o samobójstwie – dodał, a Sasuke otworzył szeroko oczy – spakuję Twoje rzeczy, nie opuszczaj go na krok. Porozmawiam z dyrekcją i wyjaśnię sytuację. – powiedział kierując się do wyjścia – Pamiętaj, on teraz potrzebuje troski i opieki, jego psychika wisi na włosku. – w tym momencie dało się słyszeć wstającego Naruto, obaj go obserwowali. Blondyn wstał i złapał kubek z herbatą podnosząc go do ust. Sasuke widząc to ucieszył się, że jednak nie jest z nim aż tak źle jak się spodziewał jednak Naruto nie upił ani odrobiny ciepłego napoju. W furii rzucił kubkiem w ścianę znajdującą się naprzeciwko niego i znowu opadł na podłogę. Uchiha szybko podbiegł do niego podnosząc zmęczone płaczem ciało i siadając z nim na kanapie przytulił czule uspokajając.
- Teraz...teraz już...zostałem...sam – powiedział przerywając co chwila jakby mając nadzieje, że to co mówi nie jest prawdą – on był...jedyną...bliską mi...osobą, a teraz...teraz już nawet ja nie jestem...sobie bliski
- Uspokój się, nie mów tak, masz jeszcze nas – powiedział łagodnie Uchiha patrząc z niemą prośbą w oczach o wsparcie brata.
- Teraz my jesteśmy Ci bliscy – powiedział Itachi po czym wyszedł z zamiarem zabrania od siebie rzeczy Sasuke.
- Zostanę tu z Tobą, nie jesteś sam - powiedział głaszcząc go po głowie i powoli usypiając. Chociaż chłopak był lekko umięśniony i męski, miał bardzo kruchą duszę. Nie potrafił zapanować nad smutkiem jaki go w tej chwili ogarnął. Myślał tylko aby ukoić go w jak najlepszy sposób...śmiercią? Uważał to rozwiązanie za jedyne, prawdziwe i naprawdę dające ulgę. Postanowił spotkać go w jak najbliższym czasie. Winiąc siebie o jego śmierć, pogrążył się we śnie z planem dołączenia do niego gdy tylko będzie mógł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz