niedziela, 12 grudnia 2010

Epizod 10

Gdy wszedł do sali zobaczył go. Piękna sylwetka, wygięta w łuku, ręka pędząca na piłkę w celu wyprowadzenia idealnego serwu. Czarne kosmyki przez chwilę unosiły się w powietrzu, aby za chwilę opaść z powrotem na swoje miejsce. W białej koszulce z numerem 7 i opaską kapitana na ramieniu szykował się do następnej idealnej rozgrywki. Przy skoku koszulka lekko odkrywała ciało przez co Naruto uznał, że jest strasznie ponętny. Stał tak jeszcze chwilę wpatrując się w poczynania bruneta z lekkimi rumieńcami na policzkach.
  - On też jest niczego sobie – powiedział opierając się na ramieniu blondyna
  - Kiba?! – powiedział speszony Naruto i odwrócił wzrok od Uchihy czerwieniąc się jeszcze bardziej
  - Nie ma co się wstydzić – powiedział szczerząc zęby
  - Że niby czego? – zapytał blondyn
  - No właśnie, czego? – Kiba nie odpuszczał Uzumakiemu
  - Że? Tego..? – Naruto domyślając się o co chodzi otworzył szeroko oczy – Nie, nie to nie tak...pomyliło..Ci się coś ten tego...ja nie z tych – tłumaczył się gorączkowo wymachując rękami przed Inuzuką – ale zaraz, co masz na myśli mówiąc „on też”? – zapytał ze strachem w oczach
  - Bo sądzę, że nie dorasta Ci do pięt – szepnął mu do ucha Kiba i uśmiechnął się chytrze, a w jego oczach pojawił się przebłysk dzikości. Naruto był pewien, że gdyby nie było tutaj tych wszystkich ludzi, to mogłoby wydarzyć się coś czego z całą pewnością nie chciał. Gdy tak patrzał na zadowolonego jego reakcją Kibę, który opierał swój nadgarstek na jego ramieniu i którego dłoń zmierzała w kierunku jego karku, z całym impetem zadał taki sam cios jak przed salą.
  - Za co znowu? – zapytał szatyn masując obolałe miejsce
  - Zboczeniec! – powiedział Uzumaki i skierował się w kierunku „kapitana” drużyny.
  - Kierujesz się prosto w paszczę lwa, Naruto! – wydobył z siebie już normalnie wyglądający Kiba i puścił oczko do niebieskookiego – powodzenia, jeszcze raz – odwrócił się i poszedł w stronę szatni
  - Baka! – rzucił w stronę Kiby wystawiając język.
  - Kogo to widzą moje oczy – powiedział beznamiętnie brunet do zbliżającego się Naruto – więc przyszedłeś – stwierdził łapiąc piłkę i opierając ją o biodro tak, że nie zdając sobie z  tego sprawy, wyglądał po prostu bardzo seksownie. Niebieskooki znów się zarumienił widząc pozę bruneta.
  - „Oi! Człowieku o czym Ty myślisz” – pomyślał i pokręcił głową – „Wdech i wydech, podejdź spokojnie, nie patrz, nie reaguj na zaczepki, po prostu nic nie rób” – uspakajał się w myślach.
  - Wszystko co musisz zrobić to po prostu zagrać – powiedział Uchiha i rzucił piłkę do Naruto.
  - Mówisz jakbym starał się o rolę w kinowej produkcji – powiedział i obrócił piłkę w rękach – wydaje mi się że siatkówka to żadna improwizacja, prawda? – zapytał drwiąco i spojrzał na Sasuke. Bruneta ukłuło coś w środku. Nie mógł znieść tego pouczającego tonu, którym Uzumaki uwielbiał z nim rozmawiać. Uwielbiał? Tak. Tak mu się wydawało.
  - Ja tutaj jestem kapitanem. Jeżeli nie pasuje Ci moja „improwizacja” to daj sobie spokój i zajmij się czymś innym. Powinieneś być wdzięczny za taką szansę. To Twoja jedyna okazja, już dostałeś główną rolę więc jeśli nie zagrasz jej dobrze w moim małym przedstawieniu, nie licz na drugoplanową. Mam już pełną obsadę. – wysyczał gniewnie do ucha Naruto na co blondyn przełknął cicho ślinę – I pamiętaj, to ja tu jestem scenarzystą, a Ty aktorem. Więc zagraj tak abym to kupił. – dodał po chwili, odwrócił się idąc w stronę trenera. Naruto stał chwilę analizując słowa bruneta. Wiedział doskonale, że Sasuke ma rację bo to on w końcu jest kapitanem i to nie on ma na celu dołączenie do drużyny. Tak, to było jednym z marzeń niebieskookiego. Być częścią grupy. Być częścią jakiejkolwiek całości. Chciał ją tworzyć razem z innymi i wiedział, że jeżeli spieprzy to w tym momencie, jego plany legną w gruzach. Jednak wiedział także, że i on ma rację. Siatkówka to nie „improwizacja”. To 10% talentu, 10% techniki i 80% serca. Mu brakowało tylko tych 10% techniki, ale był pewien, że będzie w stanie nadrobić swoje zaległości.
  - Yo dzieciaki! Wszyscy do mnie! – krzyknął siwowłosy mężczyzna i gdyby nie to, że Naruto miał go w zasięgu wzroku pomyślałby, że to jakiś stary dziad. Zaskoczyła go tylko jego barwa głosu. Mimo, że w tym momencie krzyczał to była ona bardzo miła dla ucha. – Więc wiecie już że Neji odchodzi z drużyny co jest z pewnością dla nas niekorzystne – ciągnął mężczyzna – Jednak, polecił nam podobno dobrego gracza – tu wszyscy spojrzeli na Naruto, który trochę się tym speszył. – Zaraz go sprawdzimy, zatem zagramy mały mecz. Sasuke – zwrócił się do chłopaka.
  - Hai! – powiedział i odwrócił się do chłopaków – gramy 3 na 3 – powiedział głośno – Ja, Sai i Haku, to pierwszy skład – chłopcy wyszli z szeregu i stanęli po stronie Uchihy – Kiba, Tetsuya i Naruto to drugi skład. Reszta rozejść się. – Naruto już wiedział dlaczego to Sasuke jest kapitanem. Jego władczy ton i krótkie rozkazy, nie dziwił się, zasłużył sobie na ten tytuł. Ustawili się na pozycjach i zaczęli rozgrywkę. To był mecz Naruto, który musiał wygrać. Mecz o jego marzenie, które nie miało innego wyjścia jak tylko się spełnić. I nie było ku temu żadnych sprzeciwów. Uzumaki po prostu tańczył na parkiecie. Jego ruchy były nieco chaotyczne, ale refleks był na idealnym, a nawet nieco wyższym poziomie. Hatake Kakashi bo tak nazywał się trener, obserwował wszystko z boku. Bacznie przyglądał się pracy stóp do której miał trochę zastrzeżeń, jednak wyprowadzanie piłki i ściny w rękach Uzumakiego było cudem nad cudami. Robił to z taką gracją jakby urodzi się po to aby grać w siatkówkę. Aż trudno było uwierzyć, że nigdy nie trenował. Na szczęście ten „skarb” trafił do nich i nawet „wielki” Sasuke był pełen podziwu dla gry blondyna. Ba! Nawet kilka razy zablokował jego ściny co dla innych jest tylko marzeniem. Sasuke był w tym najlepszy. Dzięki niemu zdobywali większość punktów. Jego ataki były mocne i skoncentrowane we wcześniej obranym punkcie. Oczywiście nie było mowy aby wygrali kiedy w przeciwnym składzie był Uchiha. Poza tym Uzumakiemu brakowało obycia w technice, ale gdyby to nadrobił to pozycja kapitana byłaby zagrożona. Sasuke w jakiś sposób był dumny z tego chłopaka. Czuł po części zadowolenie z tego, że potrafił tak dobrze blokować. Najbardziej był dumny z tego, że Naruto nie potrzebował powtórki. Jego film został nakręcony za pierwszym razem i zakończył się Happy End’em.
  - Nieźle – powiedział ściskając rękę blondyna w geście podziękowania za grę.
  - Tutaj, tutaj – trener kiwnął na chłopaków i oboje podeszli do niego.
  - Kakashi? – Sasuke spojrzał w oczy siwowłosego.
  - Witam w drużynie Liceum Konoha – uśmiechnął się uprzejmie i wyciągnął rękę do chłopaka
  - Serio? – zapytał otwierając szeroko oczy na co ten tylko kiwnął głową i rzucił koszulkę z numerem 5 – Tak, po prostu? – zapytał ciągle nie dowierzając
  - Po prostu? – Hatake zrobił głupią minę – człowieku Ty tańczyłeś z tą piłką, brakuje Ci może trochę doświadczenia i techniki, ale z tym już sobie poradzimy – powiedział wyniośle machając rękami z wrażenia – a ta koszulka to tylko do momentu aż nie otrzymasz pełnego stroju naszej drużyny – dodał gdy się już trochę uspokoił. Naruto przyjmując to wszystko powoli do świadomości szeroko się uśmiechnął.
  - No to stary, gratulacje! – krzyknął Kiba nagle pojawiając się za nim i klepiąc w plecy – Czas przedstawić Cię drużynie! – powiedział. Niebieskooki spojrzał jeszcze na bruneta, który stał z założonymi na piersi rękami i obserwował całe to zamieszanie. Uśmiechnął się delikatnie do niego jakby chciał podziękować. Czarnookiemu nagle zrobiło się gorąco. Był mistrzem w kryciu swoich uczuć, więc nikt tego nie zauważył, nawet pchające się na policzki rumieńce dały sobie w końcu spokój wiedząc, że nie mają szans pokonać tej twardej lodowej bariery.
  - „Do mnie? On się uśmiechnął do mnie?” – pytał się w myślach obserwując prezentację drużynie nowego członka. – „A co mnie to obchodzi? Przecież uśmiecha się do każdego! Ale...Nieee, ale jednak do mnie się jeszcze tak nie uśmiechał, może..Niee, wydawało mi się, a może...Ughhh...koniec! Skończ myśleć!” – kłócił się ze sobą doprowadzając nierówne bicie serca to regularnych uderzeń.
  - To Sai i Haku – powiedział na koniec Kiba. Naruto uścisnął ręce obu chłopakom. – Sasuke – tu wskazał ręką na bruneta – Sai, Haku i Ja jesteśmy w głównym składzie - powiedział
  - Tylko 4? – zapytał ze zdziwieniem
  - Był jeszcze Neji, ale o nim to już wiesz
  - Yhy...Oi! Kiba! – szepnął chłopakowi na ucho blondyn na co ten odszedł z nim na bok
  - Nie wiedziałem, że przyjmujecie dziewczyny – powiedział robiąc dziwną minę i patrząc na Haku. Kiba wytrzeszczył oczy i zaniósł się gromkim śmiechem. Gdyby Naruto go nie trzymał z pewnością upadł by bezsilnie na podłogę.
  - To...to jest..to jest chłopak – powiedział odzyskując powoli panowanie nad ciałem i ocierając łzy. Teraz Naruto prawie zemdlał z wrażenia i zrobił się czerwony ze wstydu – nie martw się, nie ty pierwszy, ja tez tak myślałem – znowu zaniósł się śmiechem a Naruto mu zawtórował. Cała drużyna patrzała się jak na idiotów.
  - No kapitanie, to teraz mamy dwóch pajaców w drużynie – zwrócił się do Sasuke chłopak w czarnych krótkich włosach. Uchiha spojrzał tylko groźnie i się oddalił zachodząc w głowę co było przyczyną ich wybuchu śmiechu. Sai podszedł do trenera, który stał zrezygnowany patrząc na chłopaków. – To była słuszna decyzja, zrobi się weselej poza tym przyda nam się jego talent, w końcu ten rok jest decydujący – powiedział niespodziewanie
  - Taa, Sai masz rację, w tym roku musimy wzbić się na sam szczyt jeżeli chcemy grać w turnieju krajowym. Musimy być najlepsi w Tokio. On nam w tym pomoże, tylko najpierw my musimy pomóc jemu. – powiedział z powagą.
  - Hai! – powiedział Sai na potwierdzenie jego słów.
  - Dobra chłopaki możecie spadać – powiedział – z tej dwójki dzisiaj i tak nic nie będzie – wskazał na turlających się po podłodze chłopców. – Sasuke! – skinął ręką na kapitana
  - Czy mógłbyś omówić z Naruto kilka zagrywek, wiesz tak żeby go jakoś wprowadzić – powiedział do czarnowłosego
  - „Jakoś nie widzi mi się to” – pomyślał – Niech będzie Kakashi, w końcu kiedyś i tak musiałbym to zrobić, mieszka blisko więc będzie łatwiej – powiedział – do środy – rzucił na koniec i oddalił się do szatni
  - A wy nie idziecie? – do zmęczonych śmiechem chłopaków podszedł Haku. Spojrzeli po sobie i znów wpadli w niepohamowane rozbawienie.
  - I-Idzie-e-my – powiedział lekko załamującym się głosem Kiba i z trudem podniósł z ziemi pomagając tym samym Naruto. Skierowali się do szatni.
  - Nie sądzisz, że Neji byłby zazdrosny – rzucił do Kiby z lekkim sarkazmem Sasuke, który minął w drzwiach chłopaków. Inuzuka tylko się zarumienił i wszedł w głąb pomieszczenia kompletnie ignorując słowa kapitana.
  - Co masz na myśli mówiąc „zazdrosny”? – zapytał zaciekawiony całą sytuacją Naruto, podejrzewając, że to on może być przyczyną rzekomej zazdrości. Uchiha zatrzymał się i odwrócił w stronę blondyna.
  - Po prostu – powiedział tylko i zarzucił dużą czarną, sportową torbę na ramię
  - Zawsze jesteś taki rozmowny? – zapytał blondyn drwiącym tonem, który zdążył już się utrwalić w pamięci Sasuke. Brunet postanowił jednak zlekceważyć Uzumakiego i odwracając się, bez słowa skierował się do wyjścia. Naruto jednak to nie zraziło, chociaż znał go krótko przyzwyczaił się do jego kompletnej ignorancji na niektóre sytuacje. Wszedł do szatni którą większość osób zdążyło już opuścić. Pozostało tylko kilka osób wśród, których na ławce siedział już przebrany Kiba i nerwowo jeździł palcami po pasku od identycznej sportowej torby.
  - Kiba? Wszystko w porządku? – zapytał Naruto, który zobaczył u chłopaka niewyraźną minę wyrażającą zamyślenie i strach. Szatyn ostrożnie podniósł głowę.
  - Bo wiesz...jeżeli chodzi o to co...co powiedział Sasu...
  - Nie przejmuj się – przerwał chłopakowi uśmiechając się serdecznie
  - Ale ja chce...to znaczy nie chce żadnych nieporozumień, chce się wytłumaczyć – dodał po chwili niepewności szatyn i spojrzał pytająco na Naruto.
  - To może pójdziemy gdzieś indziej, przebiorę się tylko – powiedział na co chłopak wstał i wychodząc oznajmił, że czeka przed budynkiem.
  - Więc z czego konkretnie chciałeś się wytłumaczyć? – zapytał blondyn kolegi z którym kierował się na stację metra. Patrzał tak chwilę błękitnymi oczami na Inuzukę, który tępo śledził chodnik. Podniósł głowę i spojrzał na towarzysza.
  - Bo widzisz...ja...to znaczy Sasuke...on miał trochę racji..- plątał się w słowach szatyn próbując zepchnąć rumieńce na drugi plan. Wziął głęboki wdech i szybko powiedział co leżało  mu na sercu – Ja i Neji jesteśmy parą. Moje zachowanie mogło być trochę dziwne i mogłeś pomyśleć, że z Tobą flirtuję, ale ja mam taką naturę i to po prostu były takie żarty. Wiesz to mogło wyglądać trochę inaczej i...i czy...czy mógłbyś nic nie mówić...wiesz Neji’emu? – ostatnie zdanie wypowiedział trochę niepewnie jakby prosił złotą rybkę o spełnienie „czwartego” życzenia. Naruto nie ukrywał zdziwienia. Można powiedzieć, że przeżył lekki szok. Bo w końcu taki opanowany, spokojny chłopak jak Neji z takim szaleńcem jak Kiba. Analizując chwilę jego słowa, szok przeszedł w rozbawienie całą tą sytuacją i strachem w oczach kolegi. Zaśmiał się lekko.
  - Z czego się śmiejesz? – w tęczówkach Kiby pojawiła się złość.
  - Masz minę jakbym miał cię skazać na śmierć, spokojnie, nie martw się tak – powiedział z uśmiechem i klepnął kolegę w plecy dodając otuchy – to co? Jesteś zajęty? – zapytał
  - A o co konkretnie pytasz?
  - Może popilibyśmy sobie dzisiaj u mnie, co ty na to? Kiedy ostatnio widziałeś swojego chłopaka? – zapytał Naruto
  - No jakoś tydzień temu, trochę minęło – powiedział po chwili zastanowienia – tyle, że musiałbym mieć jakiś nocleg – powiedział drapiąc się w głowę
  - To załatwione, jedź do domu i zabierz to co ci potrzebne jutro na lekcje, a ja pojadę do siebie i zakupie jakiś prowiant – powiedział szczerząc zęby
  - Tak jest! – zasalutował Kiba – a co będziemy opijać? – zadał pytanie i zrobił głupią minę
  - Jak to co? - zapytał z niedowierzaniem Uzumaki - Mój sukces - powiedział wyniośle - Aha i jeszcze jedno...jak mam się dostać do domu? - zapytał bezradnie na co Inuzuka tylko się roześmiał.

1 komentarz: