środa, 14 listopada 2012

The Valley of the... Beginning? 1/?

Nigdy nie pisałam jeszcze o chłopakach w realiach mangowych i nigdy w życiu nie sądziłam, że zabiorę się za crossover. Czyli dla mnie dwa nowe wyzwania, a dla Was pewnie samo czytanie będzie wyzwaniem.

Tytuł: The Valley of the... Beginning?
Pairing: NaruSasu, Merthur
Długość: 1/?
Gatunek: Naruto/Merlin crossover, Humor, Przygoda
Uwagi: Dla osób, które nie oglądały Merlina, całe opowiadanie to jeden wielki spojler.

***

— Merlin!
— Tak, panie? — Młody czarodziej wyprostował się, ocierając policzek z błota
— Raczysz mi wytłumaczyć, gdzie jesteśmy? — Spoglądając wyczekująco na swojego służącego, król Camelotu z trudem wydostał stopę z błotnistej kałuży. Słyszał w oddali szum wody, ale na horyzoncie nie było widać żadnego strumienia, czy też rzeki.
— Nie mam pojęcia, panie. — Rozglądając się gorączkowo po okolicy, Merlin ruszył przez bagna, starając się stąpać po bardziej stabilnym podłożu, nie zapobiegło to jednak kolejnemu upadkowi. — Panie — powiedział, próbując podnieść się na nogi. — Wydaje mi się, że to nie są już ziemie Camelotu.
— Dziękuję Merlinie, bez twojej pomocy na pewno bym do tego nie doszedł. — Artur westchnął z irytacją, wyklinając w myślach głupotę swojego sługi i przechodząc po nim, zmusił do ponownego upadku twarzą w błoto.
— Do usług, panie! — Usłyszał jeszcze za sobą, idąc w kierunku, z którego docierał szum wody.


***

— Nie masz dzisiaj szans! Jestem w świetnej formie!
— To może zamiast się wydzierać, udowodnisz mi to? — Szum wodospadu zagłuszał większość słów, ale użytkownik sharingana nie musiał się tym przejmować, bo i tak był w stanie odczytać je z ruchu warg.
— Udowodnię ci to tak, że nie wyjdziesz przez tydzień ze szpitala! — Z jednej strony było to prawdą, bo Dolina Końca miała to do siebie, że po kilkugodzinnej walce nie dało się uniknąć zapalenia płuc, czy choćby przeziębienia. Naruto to nie przeszkadzało, bo lis radził sobie w mig z tak banalnymi chorobami, ale członek klanu Uchiha przechodził przez to jak każdy inny człowiek. Katar, gorączka, kaszel i reszta nieprzyjemnych objawów przyćmiewana była jednak przez satysfakcję po sparringu, w którym to zazwyczaj Sasuke był zwycięzcą.
Naruto nie mógł nic poradzić na to, że był skutecznie rozpraszany przez jego rozchełstaną koszulę. Często też przez jej brak, bo były mściciel lubił sobie ją zrzucić z ramion, pozwalając zawisnąć na biodrach. Naruto mógł się założyć, że robił to specjalnie, ale Sasuke zapewne potraktowałby takie oskarżenia jako szukanie wymówek, więc chcąc nie chcąc, musiał sobie jakoś z tym radzić.
Jak na przykład w chwilach takich ja ta, kiedy to mokry tors Sasuke zalśnił w słońcu, odciągając jego uwagę od niezbyt dyskretnego chidori.
— Przegrałeś, głąbie. — Zaciśnięta dłoń na jego szyi przywróciła go do rzeczywistości. Sharingan zniknął, a na jego miejscu pojawiło się dobrze mu znane spojrzenie czarnych oczu.
— Ty i te twoje sztuczki — wystękał, kiedy otarł się plecami o kamienie, ale nie zapomniał obdarować Sasuke szerokim uśmiechem.
— Po prostu przyznaj, że jestem lepszy. — Wyniosłe spojrzenie zostało zrujnowane przez głośne kichnięcie.

***

- Słyszałeś to? — Merlin zastygł w bezruchu. Starał się wytężyć słuch, ale głośne stąpanie Artura po kamieniach utrudniało mu wyłapanie dźwięków. — Kto by pomyślał, że najlepszy rycerz Camelotu, zachowuje się jak słoń podczas polowania! — syknął w stronę swojego króla. Artur zatrzymał się i zmarszczył brwi.
— Chcesz powiedzieć, że jestem gruby? — Groźba w głosie nie pozostała przez Merlina niezauważona. — Poza tym, nie jesteśmy na polowaniu.
— Ale gdybyśmy byli, na obiad dostałbyś tylko sałatkę — odgryzł się Merlin. — Sądziłem, że jako król Camelotu, zwracasz szczególną uwagę na zachowanie ostrożności, zwłaszcza na nieznanym terytorium, panie! — Merlin zatrzymał się, bo po raz kolejny cos usłyszał.
— Merlinie, możesz być pewny, że jeśli wrócimy do zamku, wylądujesz w dybach — zawyrokował Artur, wypalając dziurę w plecach swojego sługi. — A sałatkę zbierać będziesz z włosów.
— Jeśli wrócimy. — Nim Artur zdążył się zorientować, leżał już na ziemi pokrytej drobnym żwirem, przygnieciony do niej twarzą przez dłoń Merlina. To właśnie w tym momencie postanowił, że gdy tylko znajdą się już na terenach Camelotu, Merlin żałować będzie powrotu. Oczywiście dopóki do jego uszu nie dotarł śmiech. Głośny i beztroski. Spojrzał na swojego sługę, który wychylił się lekko zza osłaniającego ich głazu. Chowając się z powrotem, zreflektował, że wciąż trzyma dłoń na głowie Artura, więc szybko ją zabrał i posłał mu przepraszające spojrzenie.
— Dwóch, jeden ma miecz — wyszeptał, czekając na jakieś postanowienie. Umorusana błotem twarz Artura trochę go bawiła, ale dodawała mężczyźnie również uroku. Przez chwilę wpatrywał się w nią, ignorując słowa padające z jego ust. Dopóki nie został uderzony w głowę.
— Och, przepraszam, nie przeszkadzaj sobie, Merlinie. Ja pójdę się z nimi rozprawić, a ty tutaj leż i czekaj aż wrócę. — Artur uśmiechnął się cynicznie.
— Tak, panie... To znaczy, nie! Nie, panie. Co mówiłeś, panie? — Merlin zaplątał się w wypowiedzi.
— Mówiłem, imbecylu, że ja zajmę się tym z mieczem, a ty spróbuj odciągnąć uwagę tego drugiego. — Artur złapał za rękojeść swojego miecza i spojrzał Merlinowi w twarz, czekając aż da mu znak, że jest gotowy. Kiedy otrzymał skinienie głową, uznał, że czas wyjść z kryjówki. O ile mogli tak nazwać głaz.
— Och... — wyrwało się z ust Merlina, kiedy wyskoczyli na ścieżkę, ustawiając się w pozycji obronnej. Artura widok wmurował na tyle, że opuścił ostrze. — Nie powinieneś na to patrzeć, panie. — Merlin odchrząknął, zakrywając dłonią oczy Artura, ale zwracając tym samym uwagę obu nieznajomych, których zastali w dość niecodziennej sytuacji. Merlin nie przypominał sobie, aby w Camelocie przez te wszystkie lata zdarzyło mu się coś takiego zobaczyć. Co dziwne, nie mógł oderwać spojrzenia i zrobił to dopiero, gdy został zdzielony w tył głowy przez Artura. Przeklął cicho.
— Naruto, czy nie wspominałeś, że nikt tędy nie chodzi? — Ton głosu Sasuke, był pełen przestrogi i tylko dlatego Naruto oderwał się od jego szyi. Spojrzał w czarne oczy, które utkwiły w jakimś punkcie ponad jego ramieniem. Odwrócił głowę, widząc dwóch dziwnie ubranych mężczyzn. Nie dziwniej niż Lee, ale dość nietypowo jak na Kraj Ognia.
Sasuke wyciągnął swój miecz Kusanagi, kiedy zobaczył skierowane w ich stronę ostrze. Wciąż opierając się o drzewo, spojrzał chłodno na potencjalnych przeciwników. Po dzisiejszych kilku godzinach walki, miał jedynie ochotę odpocząć. W przeciwieństwie do Naruto, który zapewne odzyskał już wszystkie siły i był gotów się zmierzyć ze wszystkim, co się rusza.
— Ujawnijcie się! — krzyknął Artur, ustawiając się w gotowości.
— Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł — wyszeptał w jego stronę Merlin. — To nie Camelot...
— Och, zamknij się Merlinie! Czy ty zawsze musisz podważać mój autorytet? — Artur syknął w jego stronę.
— Nie masz tutaj autorytetu — zauważył Merlin, ale po otrzymaniu kolejnego ostrzeżenia uznał, że już czas by faktycznie zrobił to, o co prosił go Artur. Ucichł więc.
— Kim jesteście i co robicie w Kraju Ognia? — Usłyszeli pytanie z ust mężczyzny o równie jasnych włosach, jak u Artura.
— Kraju Ognia? — zapytał Merlin. Nigdy wcześniej nie słyszał tej nazwy, ale był pewien, że to przez jego ubytki w wiedzy.
— Król Artur Pendragon z Camelotu! — odkrzyknął młody władca, zachowując dystans, gdyż nie kojarzył zasłyszanej nazwy.
— Król Camelotu? — Naruto zapytał z powątpiewaniem. Krzyżując ręce na piersi, zerknął na swojego towarzysza, który tylko wzruszył ramionami.
— Czego tutaj szukacie? — zapytał chłodnym tonem członek klanu Uchiha.
— Chcemy wrócić na nasze ziemie!
— Czyli gdzie? — zapytał Sasuke.
— Do Camelotu. — Zirytowany Artur zmarszczył brwi. Przez myśl przeszło mu, że ma do czynienia z niedouczonym plebsem.
Naruto przysunął się do Sasuke, nie spuszczając oczu z nieznajomych.
— Myślisz, że mieli jakiś wypadek? Może stracili pamięć, albo wpadli w genjutsu? — Sasuke parsknął, ale musiał przyznać, że Naruto mógł mieć rację.
— Nie wiemy, gdzie leży Camelot! — zwrócił się w ich stronę. — Pewnie nawet nie istnieje — powiedział pod nosem i skinął na Naruto, wznawiając swoją wędrówkę.
Młody król już chciał ruszyć w ich stronę, ale powstrzymała go dłoń Merlina.
— Nie podoba mi się to, Arturze. — Czarodziej rozejrzał się na wszystkie strony. Podczas całej wymiany zdań, skupił się na szukaniu potencjalnych źródeł magii i tak jak przed całym tym absurdalnym zdarzeniem czuł je wyraźnie, tak teraz zniknęły na dobre. — Wszyscy wiedzą, gdzie jest Camelot, a jeśli ktoś tego nie wie, to znaczy, że... — przerwał na chwilę, upewniając się w swojej tezie i próbując przypomnieć sobie, jak się tutaj w ogóle znaleźli.
— Że co? — Artur wydawał się zrezygnowany.
— Pamiętasz skąd się tutaj w ogóle wzięliśmy? — Przez chwilę Merlin był pewien, że Artur go zlekceważy.
— Pamiętam, że został podniesiony alarm, bo ktoś włamał się do skarbca, a potem już tylko błoto i bagna. A ty co pamiętasz?
— Błoto i... Nie, tylko błoto. — Merlin pokręcił głową, przybierając głupią minę. Artur skrzywił się wyraźnie i jęknął.
— Mówiłem ci już, że jesteś najgorszym sługą jakiego widział świat?
— Dziękuję, panie. — Merlin skłonił się, ale zaraz zreflektował i ruszył do przodu. — Czekajcie! — zawołał w stronę odchodzących nieznajomych. Zatrzymał się, kiedy mężczyzna dzierżący miecz, spojrzał na niego przez ramię. Wiedziony instynktem, zwrócił kolejne słowa do jego jasnowłosego towarzysza. — Możecie powiedzieć mi, gdzie się właściwie znajdujemy?
— W Dolinie Końca, na granicy Kraju Ognia — odparł odruchowo Naruto, patrząc na nich z zaciekawieniem.
— Czy tam dokąd zmierzacie, jest ktoś, kto byłby w stanie wskazać nam drogę powrotną do Camelotu? — Nadzieja w głosie czarodzieja była wyczuwalna na tyle, że Sasuke aż się skrzywił, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co teraz zrobi Naruto. I tak jak przewidywał, został obdarzony pytającym spojrzeniem.
— Rób co chcesz, ja wracam do Konohy. — Chowając miecz do pochwy, ruszył przed siebie.
— Może Babunia Tsunade będzie miała o tym pojęcie — zaproponował, ignorując kompletnie obrażonego Sasuke i fakt, że nieznajomi pewnie nie wiedzą kim jest Babunia Tsunade. Merlin wypuścił z ulgą powietrze i uśmiechnął się szeroko, machając ręką na Artura, by poszedł za nim.
— Jestem Merlin — przedstawił się, gdy dystans zmalał na tyle, by mogli podać sobie dłonie.
— Uzumaki Naruto — Ściskając mocno wyciągniętą dłoń, wskazał na Sasuke. — To mój partner, Uchiha Sasuke.
— Partner? — wymsknęło się Arturowi. Merlin spojrzał na niego spod rzęs, modląc się w duchu, by nie palnął czegoś głupiego.
— Może i jest z niego drań, ale nikomu innemu nie ufam w walce tak, jak jemu. – Naruto zaśmiał się. — Dlatego, nie radzę mnie znienacka atakować, ma całkiem dobry wzrok — zażartował i wraz z nimi ruszył za Sasuke.
— W walce? — Artur szepnął Merlinowi do ucha.
— A o czym myślałeś, panie?

3 komentarze:

  1. ohoho ktoś tu ma brudne myśli XD a tak btw. to zabawny pomysł na crossover :D gratki i oby tak dalej <3
    Kyuu

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam Merlina, bo jakoś nigdy nie było okazji, ale pierwszy rozdział Twojego opowiadania bardzo ciekawie się zapowiada :D czytam dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo :D a to ciekawe! Uwielbiam Sasuke i Naruto w wydaniu mangowym :3
    Lece czytać dalej :D

    Arika-chan

    OdpowiedzUsuń