sobota, 5 stycznia 2013

The Valley of the... Beginning? 4/?

Tytuł: The Valley of the... Beginning?
Pairing: NaruSasu, Merthur
Długość: 4/?
Gatunek: Naruto/Merlin crossover, Humor, Przygoda
Uwagi: Przypominam, że to moja wizja i może się ona nie zgadzać z wydarzeniami z mangi (prawdopodobnie dlatego, że nie pamiętam co i kiedy było XD)

***

— Czy ty masz mnie za wariatkę? — Hokage oparła brodę na dłoni i marszcząc brwi, obrzuciła Naruto groźnym spojrzeniem.
— Absolutnie — zaprotestował, machając rękami w obronnym geście. — Też nie mogłem w to uwierzyć, ale potrzebowali pomocy, więc pomyślałem, że nawet jeśli mają trochę nie po kolei w głowie, to przecież nie mogę ich tak zostawić, a potem jeszcze ten przedmiot...
— Jaki przedmiot? — Tsunade powstrzymała monolog Naruto, unosząc się ze swojego fotela i podchodząc do niego.

— Ten. — Artur wyciągnął z kieszeni broszkę i chyląc nisko głowę, wręczył ją kobiecie.
Hokage obejrzała przedmiot z każdej strony, dokładnie przyglądając się wszystkiemu, co zostało na nim wygrawerowane. Musiała przyznać, że broszka jest przepiękna, ale oprócz tego nie wyglądała na wartościową w jakimkolwiek innym znaczeniu. Nie dla Konohy. Jednak była powodem gorączki chłopaka, którego przyniósł Naruto i nie mogła tego zignorować.
— Czy możesz jeszcze raz wytłumaczyć mi, na czym polega ta cała magia? — Wracając na fotel, zwróciła się do Artura.
— Magia... jest niebezpieczna. Mój ojciec poświęcił połowę swojego życia, by nigdy więcej nie zagrażała królestwu. Wprowadził zakaz praktykowania jej pod groźbą kary śmierci, ale pomimo tego Camelot wciąż jest zagrożone. Moja siostra, Morgana, usilnie stara się pozbawić mnie tronu. Wypełnia ja gorycz i nienawiść... — Artur spojrzał z determinacją w czujnie obserwujące go oczy Tsunade. — To z jej winy się tutaj znaleźliśmy i to z jej winy Merlin... — przerwał na chwilę, uspokajając oddech. — Nie pozwolę na to, by skrzywdziła Merlina, ani Camelot. Moim obowiązkiem jest ochrona królestwa i wszystkich jego mieszkańców. — Hokage westchnęła i przetarła skronie.
— Nie żyję na tym świecie wystarczająco długo...
— Oj, zdziwiłbyś się — Naruto szepnął Arturowi na ucho, uchylając się przed lecącym w jego stronę kubkiem.
— ...by mieć jakiekolwiek pojęcie o tym, co się tu właśnie dzieje. — Tsunade uniosła się. — Myślę, że powinniśmy zawiadomić starszyznę wioski. — Naruto zmrużył oczy, rzucając krótkie spojrzenie Sasuke, który przez ten cały czas stał przy drzwiach, oparty o ścianę.
— Przygotuję dla niego pokój, aby miał gdzie odpocząć. — Sasuke przerwał ciszę i opuścił pomieszczenie. Naruto tylko wzruszył ramionami i podrapał się po karku, kiedy Artur obrzucił go pytającym spojrzeniem. Nie musiał przecież wiedzieć, jaki stosunek Sasuke ma do starszyzny wioski. Nie musiał o nim nic wiedzieć.
Król Camelotu jednak szybko stracił zainteresowanie Sasuke, gdy tylko Tsunade uniosła dłoń i pojawiła się obok niej zamaskowana postać.

***

— Hej! — Artur zacisnął dłonie na grubych kratach, przy których stało dwóch strażników odwróconych do niego plecami. — Wypuście mnie!
— Uspokój się. — Znajomy głos dotarł do jego uszu. Stonowany i bez emocji.
— Gdzie jest Naruto?
— Będąc tutaj na pewno niewiele pomoże — odparł Sasuke, opierając się o zimną, kamienną ścianę. Skinieniem głowy odprawił strażników i Artur po raz kolejny mógł zobaczyć, jak rozpływają się w powietrzu.
— Dlaczego mnie tutaj trzymacie? — zapytał, gdy się otrząsnął.
— Wyciągnąłeś miecz w stronę naszej Hokage — uświadomił go Sasuke. — Co w takiej sytuacji zrobiliby twoi ludzie? — zakpił, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
— Używacie magii!
— Znowu ta cała magia...
— Jest niebezpieczna! — syknął król Camelotu przez zaciśnięte zęby.
— Mimo wszystko, to nie są twoje ziemie, w dodatku jesteście w mniejszości, ty zamknięty w celi, a twój przyjaciel na naszej łasce. — Sasuke zbliżył się do krat, stając twarzą w twarz z Arturem i zmierzył go spojrzeniem. — Na twoim miejscu nie działałbym impulsywnie.
Młody władca oparł czoło o kraty, próbując się opanować. Nie wiedział, co się wokół niego dzieje. Czuł się, jakby nagle znalazł się w krainie owładniętej magią, gdzie każdy w używaniu jej miał tyle swobody, ile tylko sobie zapragnął.
— Nie wiemy, czym jest magia. — Artur podniósł głowę i spojrzał w czarne oczy, niemalże rozpaczliwie pragnąc wyjaśnień. — Nie używamy jej, nie rozumiem, co tak strasznie ją przypomina...
— Oni zniknęli! Rozpłynęli się w powietrzu — warknął Artur. Sasuke uniósł brew.
— Mówisz o technice teleportacji? To podstawowa umiejętność członków specjalnej jednostki ANBU.
— Technika? — prychnął król Camelotu, dając tym znak, że nie da sobie zamydlić oczu.
— Nasza wioska, to siła militarna Kraju Ognia, żyją tutaj w większości ludzie, których obowiązkiem jest chronić ten kraj i jego mieszkańców. Jesteśmy doskonale wyszkoleni w różnych sztukach walki.
— Jesteście rycerzami? — Sasuke prawie się zaśmiał, ale zamiast tego, pokręcił tylko głową.
— Jesteśmy shinobi, być może odpowiednikiem waszych rycerzy. Nie przyszedłem jednak po to, by udzielać ci lekcji historii. — Uchiha odsunął się o krok. — Dopóki nie zdecydujemy, co z tobą zrobić, zostaniesz tutaj.
— A co z Merlinem? — zapytał szybko Artur, widząc, że Sasuke ma zamiar odejść.
— Jeśli zmieni się jego stan, ktoś cię o tym poinformuje.

***

— Co cię do nas sprowadza, Tsunade? — Staruszka ledwo zwróciła wzrok w stronę gości, tym samym darując sobie wszelkie życzliwości. Naruto ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się w kobietę i towarzyszącego jej, równie starego, mężczyznę. Nie zamierzał udawać, że wizyta tutaj go raduje. Nie potrafił im wybaczyć tego, przez co musiał przejść z ich winy Sasuke.
— Na pewno nie chęć zobaczenia was — Tsunade odparła z równie wielkim entuzjazmem. — Pomyślałam, że tylko wy jesteście starzy na tyle, by coś o tym wiedzieć, więc nie miałam wielkiego wyboru, jak prosić was o pomoc. — Hokage z trudem wypluła z siebie słowa i podeszła pewnym krokiem do staruszków. Wręczając im broszkę, czekała.
Naruto ze zniecierpliwieniem spoglądał raz na jedną postać, raz na drugą, kiedy broszka wędrowała pomiędzy nimi. Oglądali ją z każdej strony, szepcząc coś do siebie co chwilę.
— Skąd ją macie? — skrzeczący głos przerwał ciszę. Kobieta uniosła pomarszczone powieki i w końcu spojrzała na Tsunade. — Tego nie powinno tutaj być.
— To już wiemy. — Hokage odparła z opanowaniem, rzucając Naruto karcące spojrzenie, gdy ten postąpił dwa kroki do przodu. Wzrokiem nakazała mu wrócić na miejsce, dając do zrozumienia, że załatwi to po swojemu.
— To jest klucz, który nie należy do nas. — Staruszek uniósł głowę.
— O tym też już wiemy, nie wiemy tylko, jak go użyć, aby wrócił tam gdzie jego miejsce.
— Sam nie wróci, trzeba go tam zanieść, a do tego potrzebna jest osoba, która nie lubi Konohy na tyle, by jej więcej na oczy nie zobaczyć. — Stalowe spojrzenie malutkich oczu padło na Naruto, momentalnie naprowadzając na osobnika, który staruszce chodził po głowie. Już chciał się odgryźć, ale po raz kolejny powstrzymała go Tsunade.
— Chętni się znajdą... — Hokage odchrząknęła. — jeśli przeżyją — dodała, patrząc wyczekująco na starszyznę. — Tak się złożyło, że jedna z osób, które trafiły do naszego świata za pomocą tego przedmiotu, została też przez niego... zraniona.
— Zraniona?
— Chłopak jest nieprzytomny, nie możemy nic zrobić. — Tsunade westchnęła. Nie cierpiała płaszczyć się przed nimi, ale to była ich ostatnia deska ratunku. Nie miała pojęcia jaką moc posiada broszka, więc chcąc nie chcąc, musiała im zaufać.
— To jest magiczny przedmiot, tylko magia tutaj pomoże. — Staruszka oddała broszkę w ręce Hokage. — W naszym świecie jej nie znajdziecie — dodała.
— Musi być jakiś sposób! — wtrącił się Naruto. — To coś prawie wyssało z niego życie, dlaczego nie zrobiło tego samego z nami?
— Naruto! — Tsunade ostrzegła go, ale chłopak nic sobie z tego nie zrobił.
— Dlaczego tylko on, skoro pozostałej dwójce pochodzącej z tamtego świata nic się nie stało? — Naruto wyrwał broszkę z rąk Tsunade. — Dlaczego teraz nic się nie dzieje?
Staruszkowie spoglądali na niego dłuższą chwilę, jakby odkryli coś niesamowitego.
— Zatem wygląda na to, że jednak magię mamy pod nosem.
— Jak to? — wtrąciła Hokage, kładąc dłoń na ramieniu Naruto, aby pozwolił jej dalej prowadzić rozmowę.
— Ten przedmiot jest magiczny, a skoro inne osoby przy kontakcie z nim nie ucierpiały, oznacza to, że są dla niego bezużyteczne. — Staruszka spojrzała na Tsunade. — Innymi słowy, broszka oddziałuje na magię. Ona nie wysysała życia z tego chłopca, ona wysysała z niego magię.
Naruto otworzył szeroko oczy, kiedy przypomniał sobie ostatnie słowa Merlina. Dlatego nie chciał, żeby Artur się o tym dowiedział. Jego nastawienie względem magii było podsycane nienawiścią do każdego, kto się nią posługiwał, a to mogło zniszczyć ich przyjaźń.
— Ale jak mamy go wyleczyć? Nie potrafimy używać magii, a on sam sobie nie pomoże.
Naruto spojrzał zdezorientowany po twarzach starszyzny.
— Musimy znaleźć odpowiednik w naszym świecie — odchrząknął staruszek. — Ale to też mamy pod nosem. — Jego wzrok zatrzymał się na Naruto, który z nadzieją się w nich wpatrywał. Spojrzał na swoją towarzyszkę, która tylko kiwnęła głową. Nie mieli powodu, by utrudniać całą sprawę. — Ty jesteś odpowiednikiem magii w naszym świecie, a raczej to, co jest w tobie.
— Kurama?

3 komentarze:

  1. No nareszcie! Już myślałam,że się tego rozdziału nie doczekam,bo tak długo go nie było. No ale na dobre rzeczy trzeba czekać,także łaskawie Ci wszystko wybaczam.
    Trochę nie pasuje mi długość,bo co jak co,ale ja twoje opowiadania na serio uwielbiam. I się wciągnęłam, a tu już koniec.
    Podoba mi się postawa Naruto, nie robisz z niego aż tak wielkiego młota-już idzie się tym wszystkim porzygać!No,końcówka najlepsza. Uzumaki w centrum! Tak, tak, lekko tutaj fangirlinguje- co za trudne słowo!
    No nic, nie jestem dobra w komentowaniu,a twojego opowiadania jeszcze nigdy nie komentowałam,a znalazłam je na formum sasunaru.Wybacz, poprawię się na pewno,bo wiem,jak ważne są opinie innych.
    Ps. Zapraszam do siebie, na świątecznego shota z sasunaru....nie,to nie jest spam :)
    [cold-december-night.blogspot.com] Mam nadzieję i to ogromną,że chociaż do mnie zaglądniesz (:

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    rozdział świetny, Naruto w centrum wydarzeń można rzec... Och Artur trafił do więzienia, bo wyciągnął miecz na Hokage... tak, tak dla Artura rozpłynięcie się w powietrzu to magia...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten Artur to musi być nieźle skołowany :D to co dla shinobi jest czymś najzwyczajniejszym w świecie, dla niego urasta do rangi magii.

    OdpowiedzUsuń