sobota, 8 października 2011

For you - 4/5

Rozdział niebetowany. Tym samym wielu z Was może być rozczarowanych końcówką, ale tak miało być i koniec kropka. Resztę wyjaśnię przy ostatnim rozdziale, bo miałam na tego "one shota" pewien zamysł.
EDIT:
OMG~! Zupełnie zapomniałam, że miałam podziękować Kotu za mój nowy wygląd bloga! To miało być pierwsze co zrobię, gdy będę wrzucać nowego posta, a tymczasem wypadło mi z głowy.
No więc, kochana mam nadzieję, że wiesz jak bardzo jestem Ci wdzięczna i mam nadzieję, że w przyszłości równie bezproblemowo będziesz mi czytać w myślach :)

***

Mój pobyt w Anglii dobiegał końca. Jakimś cudem udało mi się uniknąć spotkania Naruto, chociaż prawdę mówiąc niespecjalnie starałem się to robić. Nie mieliśmy razem wielu wykładów, właściwie jedynie programowanie, które ja miałem raz w tygodniu. Na szczęście zaraz po zajęciach zdążyłem opuścić salę zanim chłopak miał okazję mnie zaczepić.
Z jednej strony poczułem ulgę, gdy pomyślałem o tym, że jutro wracam do domu. Z drugiej wiedziałem, że coś mi umyka. Jednak będąc uwięzionym przez własne lęki, nie miałem odwagi dowiedzieć się co takiego mogłoby się wydarzyć. Podświadomie czułem, że blondyn odgrywał w tym pewną rolę. Miałem w głowie pełno sprzecznych myśli i kolejna pojawiła się, gdy przed samym wyjściem z uczelni zaczepił mnie profesor od grafiki komputerowej.
Wracając do domu moje wątpliwości się mnożyły. Miałem w zasięgu ręki szansę, z której nie mogłem tak po prostu zrezygnować, a tym samym skorzystać z niej bez konsultacji z ojcem. Marszcząc brwi zastanawiałem się jednak, czy jest on jedynym, który wpływa na mój wybór. Doszedłem do bardzo niepokojącego wniosku, że jest i druga osoba. I chociaż trudno było mi to przyznać nawet przed samym sobą, był nią Naruto.
Gdy tylko przekroczyłem próg mojego apartamentu, a właściwie apartamentu mojego ojca, bez zwlekania wykręciłem do niego numer i przedstawiłem mu propozycję, którą otrzymałem. Zgodził się bez wahania stwierdzając, że to dla mnie idealna okazja, by spojrzeć na wszystko z perspektywy Europejczyków. Mogę się jednak założyć, że myślał jedynie o tym jak poszerzyć nasze terytorium. Zapewne nie mówiłem jeszcze czym tak naprawdę zajmuje się firma mojego ojca. I tak bardzo jak trywialne mogłoby to się wydawać, wcale takie nie jest. Tworzenie gier komputerowych jest naprawdę skomplikowanym procesem, o którym nie będę się rozpisywał, a który musiałem zrozumieć na wielu płaszczyznach, by móc kiedyś zająć stanowisko mojego ojca.
Gdy tylko odłożyłem słuchawkę, westchnąłem głęboko i kierując się, by wziąć szybki prysznic, postanowiłem rzucić okiem na to, co udało mi się zanotować na zajęciach. Skoro miałem pozostać tu miesiąc dłużej, musiałem udowodnić, że jestem tego wart. Zdążyłem jedynie zrobić kawę i przeczytać dwie strony zanim przerwał mi dzwonek do drzwi.

***

— To co powiem już nic nie zmieni — odparłem po chwili milczenia, wpatrując się w jego sylwetkę. Wydawał się w tym momencie zupełnie inną osobą. Opierając się na przedramionach o swoje kolana, miał spuszczoną głowę. Nie widziałem jego twarzy, częściowo zasłaniały mi ją włosy, a po części winę stanowiło oświetlenie. Przyglądając się jednak jego posturze, byłem pewien, że na jego ustach nie dostrzegłbym uśmiechu. Odwróciłem twarz, bo w tej chwili oddałbym wszystko, by przywrócić mu dawny blask i to mnie przeraziło.
— Pewnie masz rację. — Głębokie westchnienie wyrwało się z jego ust, jakby chciał mi jeszcze dodatkowo uświadomić wagę tego tematu, którą ja ledwo potrafiłem udźwignąć. — Przez chwilę wydawało mi się, że może... — Słyszałem jak bierze głęboki wdech i czekałem, aż dokończy zdanie. Jednak nic więcej się z jego ust nie wydobyło.
— Że co? — zapytałem siląc się na kpinę. — Że mi zależy? — Serce waliło mi niemiłosiernie z obawy przed zranieniem go jeszcze bardziej. Ale nie mogłem teraz odpuścić. I chociaż słowa ledwo przechodziły mi przez gardło, nie mogłem mu pozostawić żadnej pustej strony, którą mógłby zapełnić. Nie mogło być drugiego rozdziału. Nie powinno.
Widziałem jak sięga dłonią do karku, zawsze to robił, gdy przejrzałem jego zamiary lub gdy chciał ukryć zakłopotanie. Zdałem sobie sprawę, że po tylu latach wciąż pamiętam ten gest. Patrzyłem na niego, ale teraz jedynie widziałem jak zaciska dłonie na włosach i warcząc z frustracji opiera czoło o rozłożony przed nim zeszyt. Jak staje przede mną z szerokim uśmiechem, drocząc się przez jakiś czas zanim powie mi o co chodzi. Jak rzuca swoją torbę na sofę obok mnie, a sam ładuje mi się na kolana, przeszkadzając mi w nauce jak najlepiej potrafi. Jak marszczy nos niezadowolony, wrzeszczy podekscytowany i irytuje mnie w każdej wolnej chwili. Jak doprowadza mnie do obłędu jednym spojrzeniem.
Nie zauważyłem nawet kiedy podniósł głowę i nie usłyszałem wyraźnie jego słów, ale zrozumiałem ich znaczenie. Spojrzałem w twarz, z której nie potrafiłem w tej chwili wiele wyczytać. Wspomnienia przyćmiły mi umysł na tyle, że zupełnie nie zwróciłem uwagi na to, że nawiązaliśmy kontakt wzrokowy.
— Dlaczego chcesz do tego wracać? — Otrząsnąwszy się z otępienia, zmarszczyłem w irytacji brwi, kiedy powiedział, że należą mu się wyjaśnienia. Nie przerwałem kontaktu wzrokowego, bo chciałem mu pokazać jak bardzo nie na rękę jest mi ta rozmowa. Jak bardzo chcę o tym zapomnieć.
— Bo jesteś mi to winien. — Myślałem, że to wykrzyczy i da się ponieść emocjom jak zawsze, ale pozostawał zrównoważony. Jakby stała przede mną zupełnie inna osoba, z którą nie wiedziałem jak sobie poradzić. To ja zawsze podchodziłem do wszystkiego na spokojnie, teraz wydawało się mi, że miejsca się zamieniły. Emocje we mnie buzowały i czułem, że już długo nie wytrzymam. Nie mogłem dać się ponieść, dać po sobie poznać, że mnie to obchodzi. Czułem się jak nadmuchany balon, który lada moment pęknie.
— Nic nie jestem ci winien — rzuciłem nieco gwałtowniej niż planowałem. Naruto wziął głęboki oddech i poczułem się, jakbym spoglądał w lustro. Te kilka lat trzymania emocji na smyczy sprawiło, że byłem ja bomba zegarowa. Naruto, z tego co zdążyłem już zauważyć, stał się bardziej wyciszony i poważny. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to nastąpi i w ogóle mi się to nie podobało. Chciałem usłyszeć w jego głosie wściekłość, żal, cokolwiek.
— Myślisz, że możesz spieprzyć komuś życie nie mówiąc ani słowa? — Jego ton był chłodny i wyważony. Chciałem się odwrócić i odejść, tak po prostu, ale nie potrafiłem przerwać kontaktu wzrokowego. — Dlaczego, Sasuke?
Nie to jak się zachowywał, nie ton jego głosu, od którego na całym ciele stawały mi włosy, lecz jego spojrzenie. Te cholernie szczere, niebieskie oczy sprawiły, że nie mogłem już dłużej zaprzeczać. Nie mogłem już dłużej siebie okłamywać. Byłem mu to winien, nawet jeśli by nie zrozumiał. — Bo jestem tchórzem.

***

— Ty? — Nie kryjąc zdziwienia po otwarciu drzwi, w których stał blondyn z moich dzisiejszych rozważań, wpatrywałem się w niego intensywnie jakbym oczekiwał, że na skutek tego zniknie. Tak się jednak nie stało, czego niestety mogłem się spodziewać i najchętniej zamknąłbym mu przed nosem drzwi, ale nazwisko Uchiha do czegoś zobowiązywało. Przekląłem w duchu i przywróciłem na twarz swoja zwyczajową maskę, chowając pod nią zaskoczenie i ciekawość, która powoli zaczęła się we mnie zbierać.
— Mi też miło cię widzieć. — Blondyn uśmiechał się szeroko, zupełnie ignorując mój nieprzychylny wyraz twarzy. A byłem pewien, że spojrzenie Uchihy wszystkich jest w stanie wprowadzić w dyskomfort. Okazało się jednak, że uchował się osobnik odporny na rzucaną przez moje oczy morderczą aurę. Może trochę przesadzam, ale jeszcze nigdy w życiu nikt nie patrzył mi w oczy z taką śmiałością, z jaką robił to niebieskooki. Przyznam, że to było dziwnie orzeźwiające.
— Skąd znasz mój adres? — Postanowiłem zapytać, chociaż myśl o tym, że zapewne bez problemu wyłudził go od profesora Umino, wywołała grymas na mojej twarzy. Cholera by go wzięła za sprawianie mi trudności w byciu obojętnym.
— Może porozmawiamy o tym przy herbacie? — zaproponował i zrobił krok w przód zatrzymując się jednak, gdy zauważył, że nie mam zamiaru go przepuścić. — Wiesz, jest dzisiaj wyjątkowo chłodno. — Dodał, jakby to miało cokolwiek zmienić. Cóż, zmieniło. Może i byłem dupkiem, ale nie zamierzałem być powodem jego potencjalnej choroby. Poza tym dzisiaj padało, zresztą jak przez całe dwa tygodnie mojego pobytu tutaj. Pogoda w Anglii była naprawdę beznadziejna i gdyby nie pewne okoliczności, podarowałbym sobie ten wyjazd już po jednym dniu. Chociaż deszcz idealnie pasował do mojej ponurej osobowości. W każdym bądź razie, opuściłem rękę blokującą przejście blondynowi i zamknąłem drzwi, gdy tylko znalazł się w środku.
Jak na kogoś, kto mieszka w Anglii był wyjątkowo nieprzystosowany do środowiska. Miał na sobie trampki, po których od razu widać było, że są całe przemoczone i kurtkę, która z pewnością nie chroniła przed wiatrem. Nie zauważyłem też u niego parasola, więc zapewne przed deszczem uchronił go kaptur. Przypominał w tym momencie przedszkolaka, który wyszedł się popluskać w kałużach. Tylko, że te z reguły zakładają kalosze, a nie trampki. Gdy je ściągnął i skierował się do salonu, jego stopy zostawiły na parkiecie mokre ślady. Skrzywiłem się momentalnie i ruszyłem w stronę sypialni, z której zabrałem parę skarpetek. Nie miałem zamiaru po nim sprzątać. Po drodze jeszcze zaszedłem do łazienki i sięgnąłem po czysty ręcznik.
Gdy wróciłem do salonu spodziewałem się, że zastanę blondyna na kanapie, tymczasem chyba zdążył się rozgościć, bo krążył po nim przyglądając się obrazom, zdjęciom i tym wszystkim, w co wystroił go ojciec. Rzuciłem ręcznik i skarpetki na sofę i wskazałem na nie dłonią, gdy odwrócił twarz w moją stronę. Z zamiarem przygotowania herbaty ruszyłem do kuchni.
Naruto siedział wygodnie na sofie, gdy wróciłem z zaparzoną herbatą. Stawiając obie filiżanki na stoliku, skrzywiłem się rejestrując jego mokre skarpetki na podłodze obok ręcznika. Nie lubiłem bałaganu, tym bardziej jak robił go ktoś inny niż ja, a blondyn zdawał się mieć to we krwi. Całym sobą wyrażał nieporządek i sprzeczność z zasadami. Zauważyłem jak na jego wargach pojawił się uśmiech, gdy sięgnąłem po rzeczy, by zanieść je do łazienki.
— Skąd masz mój adres? — Postanowiłem przejść od razu do rzeczy, by pozbyć się go jak najszybciej lecz chłopak w ogóle nie zwrócił uwagi na pośpiech, który można było usłyszeć w moim głosie. Usiadł tylko po turecku i wziął filiżankę w dłonie. Zmarszczyłem brwi na brak jakichkolwiek manier, wciąż wpatrując się w niego uparcie.
— Fajna chata — rzucił tylko rozglądając się jeszcze dookoła, ale po chwili powrócił spojrzeniem do mojej twarzy. — Chociaż jakoś mi do ciebie nie pasuje. To mieszkanie twojego ojca? — zapytał sprawiając, że zaczynałem tracić cierpliwość.
— Zadałem ci pytanie — odparłem jednak niewzruszenie, przynajmniej tak to wyglądało. Wewnątrz miałem ochotę po prostu wyrzucić go za drzwi. — Skąd masz mój adres i kto cię tu wpuścił? — Apartamentowiec był strzeżony, więc nie było mowy o tym, by dostali się tutaj nieproszeni goście. Jednak Naruto się to jakoś udało.
— Zawsze jesteś taki niecierpliwy? — burknął i odstawił naczynie na stolik. — Ta babka na dole niczym nie różni się od innych, wystarczyło mrugnąć — wzruszył ramionami jakby to, że kobieta prawdopodobnie wyleci z pracy nie miało dla niego żadnego znaczenia, albo po prostu nawet nie pomyślał o konsekwencjach. — No dobra, trochę nazmyślałem. Powiedziałem, że jeżeli mnie nie wpuści, to nie tylko ty stracisz pracę, ale ona również — dodał z miną jakby został złapany na gorącym uczynku. — No i mrugnąłem w podziękowaniu.
— Skąd masz mój adres? — Poziom mojej irytacji wzrastał z każdym wypowiedzianym przez niego słowem.
— Nie żeby nazwisko Uchiha było popularne, nawet nie wiesz jak łatwo jest dostać się do bazy danych naszej uczelni. — Na jego ustach pojawił się przebiegły uśmiech.
— Włamałeś się? — Cóż, niedowierzania w moim głosie na pewno nie można było przeoczyć.
— Od razu włamałem się — wydął usta niepocieszony moim określeniem. — Odwiedziłem tylko. — Wzruszył ramionami, a ja postanowiłem, że nie będę jednak drążył tego tematu. Jeżeli dopuścił się przestępstwa, wolałbym o tym nie wiedzieć, chociaż w tym momencie było już chyba za późno na mówienie takich rzeczy.
— Właściwie to czemu zawdzięczam twoją wizytę? — Sarkazm w moim głosie z pewnością był wyczuwalny i nie zamierzałem się z tym kryć.
— Oficjalnie, żeby ci to oddać — powiedział wyciągając z torby zwiniętą reklamówkę i podając mi ją. Gdy zajrzałem do środka okazało się, że znajduje się w niej wyprany dres, który pożyczyłem mu tamtego dnia.
— A nieoficjalnie? — zapytałem pochylając się do przodu, by odłożyć siatkę na stolik.
Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie, gdy zorientowałem się, że z powrotem opieram się plecami o fotel, posiadając dodatkowy bagaż w postaci blondyna na kolanach.
Momentalnie powróciłem myślami do naszej krótkiej chwili zapomnienia w uczelnianej toalecie i zrobiło mi się gorąco. Nawet Uchiha w niektórych momentach ma chwile słabości, poza tym do mojego ojca wiele mi brakowało, więc czasami takie niespodziewane sytuacje wywoływały u mnie emocje. Oczywiście nie było wiele takich momentów, ale ten akurat można było do nich zaliczyć. Zwłaszcza, gdy na kolana pcha się całkiem pociągający student.
Zaskoczenia nie udało mi się ukryć, gdyż prawdę mówiąc nie spodziewałem się czegoś takiego. I chociaż Naruto wydawał się całkiem nieprzewidywalną osobą, nie wpadłbym na to, że się na mnie rzuci. Dobra, może przesadziłem, ale w tej chwili naprawdę byłem zdezorientowany. Nie miałem pojęcia do czego zmierza.
— Nieoficjalnie przyszedłem się pożegnać — odparł z podejrzanym uśmiechem błąkającym się na jego ustach, na których zatrzymałem na chwilę spojrzenie. Czułem, że robiło się niebezpiecznie.
— Pożegnać się? — Moja brew powędrowała w górę, bo nie czułem się w obowiązku nikogo informować o moim wyjeździe czy też nie byłem z Naruto na tyle blisko, nie licząc naszego małego incydentu, by się z nim żegnać.
— Słyszałem, że jutro wyjeżdżasz — powiedział spokojnie, a ja tylko mogłem się domyślać skąd czerpie swoją wiedzę. Tym razem jednak postać Umino bezzwłocznie stanęła mi przed oczami i momentalnie się skrzywiłem. Zmusiłem się, by oprzeć dłonie na ramionach chłopaka i chciałem go tym przekonać do zejścia ze mnie, ale chyba był bardzo zdeterminowany, bo ani drgnął. Pochylił się do przodu, sprawiając, że moje ręce zgięły się w łokciach. — Postanowiłem nie marnować okazji.
No dobra, gdybym był bardziej stanowczy, na pewno bym sobie z nim poradził, ale strasznie korciło mnie, by dowiedzieć się do czego dąży. Stwierdziłem, że jeżeli pozwolę mu na odrobinę swobody, dowiem się o tym szybciej i tym samym szybciej się to skończy. Ale coś, co zaczyna się namiętnym pocałunkiem, w przypadku dwóch przepełnionych pożądaniem mężczyzn, skończyć się może tylko w łóżku. Przynajmniej powinno. Niestety, gdy poczułem jego usta na swoich i jego gorący język, który prosił o dostęp do środka, łóżko wydało mi się nagle zbyt dalekie.
Przez myśl przewinęła mi się sofa, ale nic nie wskazywało na to, by Naruto zamierzał ze mnie zejść, wręcz przeciwnie. Doszedłem nawet do wniosku, że fotel zaczyna mu bardzo odpowiadać i chociaż czułem się trochę ograniczony w ruchach, moje dłonie same powędrowały do jego pośladków.
Postanowiłem raz w życiu zrobić to, na co miałem ochotę, a w tym momencie miałem wielką ochotę na Naruto, który właśnie górował nade mną, znów odbierając mi dominację co mnie niezmiernie irytowało. Wsuwając dłonie pod jego pośladki, poczułem jego ciepły oddech na ustach, gdy przerwaliśmy pocałunek i zebrałem w sobie wszystkie siły, by podnieść się z fotela.
Nie, żeby blondyn był lekki w dodatku to, że się tego nie spodziewał, sprawiło, że się lekko zachwiałem, ale szybko odzyskałem równowagę. Do sofy były dwa kroki, więc chwilę później niebieskooki wylądował na niej plecami, pociągając mnie za sobą. Nie protestowałem i gdy tylko znalazłem się nad nim, przyssałem się łapczywie do jego szyi sprawiając, że z jego ust wydobyło się aprobujące mruknięcie. Jedno z wielu.
Mówiąc prawdę, nie myślałem o konsekwencjach, ani o tym, że jutro i przez cały miesiąc wciąż tutaj będę. Po prostu wiedziałem, że napięcie, które między nami było musieliśmy rozładować i nie tylko ja się tak czułem. Naruto wiedział po co tutaj przyszedł i teraz widziałem to w jego oczach wyraźnie. Pożądanie z niego wypływało i tak samo było ze mną.
Zapominając na tę chwilę o wszystkim, o tym kim jestem i po co tutaj przyjechałem. O tym, że stąd wyjadę i o moich zobowiązaniach wobec ojca, uznałem to za chwile słabości, która należy się każdemu. Nie spodziewałem się, że ta chwila była tylko początkiem czegoś większego. Czegoś, do czego nigdy bym się nie przyznał.

10 komentarzy:

  1. Czytam Twój blog od jakiegoś czasu, ale nie komentowałam. To opowiadanie jednak mnie kompletnie oczarowało muszę wyrazić swój zachwyt ;D

    UWIELBIAM tego typu historie. Nieprzewidywalne, lekko angstowe, skupiające się na bohaterach, ich emocjach, działaniach, pobudkach, a nie tylko na seksie. Bardzo podoba mi się Twój Sasuke. Choć udaje twardego, w rzeczywistości jest bardzo zagubiony. Znajduje się w sytuacji dość podbramkowej i nie wiadomo, czy odważy się zbuntować. Oczywiście mam nadzieję, że skapnie się, iż Naruto jest jego szansą na wolność i że generalnie byłby z nim szczęśliwy, ale z drugiej strony bardzo możliwe, że stchórzy i pozostanie przy planie ojca. Byłoby gorzko prawdziwie, a to opowiadanie nie należy do słodkich, nie mam więc pojęcia, jak potoczy się dalej akcja :> Życzę więc dużo weny i czekam na nexta!
    Pozdrawiam,
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale, że co z końcówką? Że czemu rozczarowani? Rozczarowana to bym była, jakby Uchiha wywalił Naruto za drzwi ;D A tu się okazało, że chłopcy się zabawili i słusznie. No po co to zaraz hamować emocje ;) Tak to ujęłaś, że bałam się czytać do końca.
    Cóż, ja jak zawsze od dupy strony komentuję ;D
    Haha, Naruto zaradny chłopiec. Oj co tam, co tam małe włamanko dla dobra sprawy, Sasuke nie powinien narzekać. No kto by narzekał, jakby mu takie ciacho siadło na kolana i zapodało się na tacy ;)
    A rozmowa w teraźniejszości, ech. No łamie nam się Sasek, łamie ;> MAM NADZIEJĘ, że się złamie. Bardzo mi się podoba. *nuci pod nesem: Czy te oczy mogą kłamać ? Chyba nie.
    Czy ja mógłbym serce złamać itp. ?
    Gdy się farsa zmienia w dramat, nie gnam w kąt.
    Czy te oczy mogą kłamać - ależ skąd.*
    Wena kobieto! Bo można zwariować z ciekawości co dalej.
    Ściskam Cię mocno :*
    Daimon
    *odchodzi pogwizdując*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciołek ze mnie. Jeszcze miałam wkleić zdjęcie, co mi się skojarzyło z tym Naruto z teraźniejszości. Ten taki chłodny i wyważony http://th00.deviantart.net/fs70/300W/i/2010/144/9/2/SasuNaru_Stockholm_Ch_1_by_Catchra13.jpg

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze co uczyniłam to spojrzałam na zakończenie^^ Co z tą końcówką nie tak? Chyba, że gdzieś jest ukryta inna opcja?
    Sasuke przyznał się do tego, że jest tchórzem. Tkwię w szoku. Zaskoczyło mnie to. No ale przy Naru może sobie pozwolić na bycie sobą i odkrywanie swoich prawdziwych uczuć. Szkoda tylko, że się przed tym broni. Trochę słabo mu to idzie ale stara się trzymać. Naru powinien teraz szturmem zdobyć twierdzę^^ Dopóki nie umocniono muru.
    Naruto w przeszłości był taki...przebojowy. Teraz przycichł. To wina Sasuke, prawda?
    Mam nadzieję, że sobie powyjaśniają co trzeba i naprawią to co było? Może i było to krótkie ale zapewne intensywne skoro nadal nie mogą o tym zapomnieć. Niech nie zapominają i do tego wrócą^^ Ja bym nie miała nic przeciw temu.
    Pozdrawiam i życzę weny. Mam nadzieję, że jesteś jesiennotwórcza xDD
    :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapomniałam. Wygląd bloga zasługuje na pochwałę. Chwalę. Uroczo jesienno nastrojowy^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne... Ostatnio mało czytam S/N i w ogóle yaoi, więc jak już mi wpadnie w łapki takie coś, to oderwać się nie mogę... Mam nadzieję, że Sasek nie okaże się na końcu idiotą, he-he...
    A szata śliczna... (moze nieodpowiednie słowo, ale jestem trochę niewyspana xd)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Co jest niby z tą końcówką nie tak??o.O
    Notka jest świetna.
    Jestem ciekawa jak to sie skończy^^
    Czy Sasuke w końcu powie Naru co czuje? Czy Naruto zrozumie i wybaczy?
    Czy będzie to szczęśliwe zakończenie?
    To i wiele więcej w następnym odcinku^_^
    Naruto zaradny chłopiec, zaradny:]
    Sasuke samo zuo^^
    Zabawili się chłopaki. Było fajnie:]
    Daimon masz rację. Ten obrazek Naru idealnie odzwierciedla jego wygląd i co najważniejsze charakter w opowiadanku naszej kochanej Siruwi:]
    No cóż...
    Pozostaje mi życzyć dużo weny i nowych pomysłów:)
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozumiem czemu końcówka miałaby się nie podobać, no może poza tym, że nadeszła zbyt szybko;) Pozdrawiam i weny życzę

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz, że to opowiadanie zalicza się do jednych z najlepszych w całym internecie? Zdajesz sobie sprawę, że jestes niesamowicie uzdolniona, a twoja wyobraźnia jest genialna? Mimo częstotliwosci z jaką piszesz, wciąz każdy będzie czekał na kolejne rozdziały, ponieważ jest na co. Warte wszystkiego. Każde uczucia bohaterów idealnie odzwierciedlają się w mojej głowie, ponieważ potrafisz to tak dokładnie opisać. Mogę ci tylko za to podziękować :) Dziękuję więc : )

    OdpowiedzUsuń
  10. Awwwww ; D Po prawie miesięcznym odwyku od SasuNaru, czy w ogóle jakiegokolwiek yaoi, For You 4 odczułan niczym balsam na mą umęczoną duszę :) Im częściej czytam opowiadania SN, tym częściej mam ochotę sama coś naskrobać :) Zgodzę się z przytoczonym już wcześniej zdaniem, że bez względu na to ile będzie trzeba czekać na coś od Ciebie, będę cierpliwa. For You jest naprawdę jedną z lepszych "krótkometrażówek" jestem naprawdę pod wrażeniem i cieszę się cholernie, że wszystko toczy się właśnie tak, jak przedstawiłaś. Żadnych pretensji, zwyczajowa dwuznaczna propozycja bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. Sasuke wyjeżdża (w mniemaniu Naruto następnego dnia)- wie, że najprawdopodobniej nie odwiedzie go od tej decyzji, ale chce się z nim przespać. Tak po prostu. Bez żalu. Świetne. Powtórzę się, jestem oczarowana i nie piszę tego ze względu na naszą znajomość. Oby wena dopisywała.

    Co do logo: nie ma sprawy. A co do owego czytania w myslach - jak na razie Ty czytasz w moich w tym opowiadaniu. Wszystko jest tak, jak chciałam żeby było. Ja tylko "ubrałam" Twoją wizję ;) Cieszę się, że się podoba.

    Pozdrawiam ciepło i życzę weny.
    ~`Kuroneko

    OdpowiedzUsuń